W sobotnie popołudnie odbył się hit 13. kolejki siatkarskiej PlusLigi. Miejscowa PGE Skra Bełchatów podejmowała wicemistrza Polski – Jastrzębski Węgiel.
Ekipa prowadzona przez trenera Marcelo Mendeza idzie w tym sezonie jak burza. Dopiero ich ostatni mecz w ramach rozgrywek PlusLigi zakończył się porażką z Cuprum Lubin. Do tej pory wygrywali mecz za meczem, zdobyli SuperPuchar Polski pokonując ZAKSĘ, i mają komplet wiktorii w Lidze Mistrzów. Byli faworytem dzisiejszych zawodów, mimo, że wciąż nie może grać Jurij Gladyr, a kontuzji nabawił się kapitan jastrzębian Benjamin Toniutti. Skra ma różne momenty w tym sezonie, ostatnio seria pięciu porażek z rzędu, lecz wydaje się, że wszystko wraca na dobrą ścieżkę. Wygrana w 1/8 Pucharu CEV z francuskim Narbonne, i zwycięstwa ligowe z GKS-em Katowice oraz Cerradem Eneą Czarnymi Radom. Ten pojedynek zapowiadał się emocjonująco.
Pierwsza połowa partii numer jeden przebiegała pod znakiem wyrównanej rywalizacji punktowej, jednak cały czas unosiła się aura przewagi przyjezdnych. Skra od pierwszych piłek była w defensywie wynikowej i musiała gonić. Jastrzębski w swoim stylu realizował plan serwisowy, polegający na zmienności zagrywki, jej siły oraz kierunku. To głównie dawało im przewagę, ponieważ Dick Kooy nie radził sobie z przyjęciem tych uderzeń zza linii 9 metra. Dodatkowo ekipa trenera Mendeza radziła sobie lepiej na siatce, w bloku oraz w skuteczności swojej pierwszej akcji, lecz tego mogliśmy się spodziewać. Seria zagrywek Eemiego Tervaporttiego dobiła tylko Skrę, i pierwszy set pewnie zwyciężył Jastrzębski. Za dużo serwisów zepsuli bełchatowianie, by myśleć o odniesieniu zwycięstwa w tej odsłonie rywalizacji.
W drugim secie role się odwróciły, Skra od początku narzuciła swój rytm gry ofensywnej, no i też kapitalnie zaczęła pracować blokiem (5 punktów tym elementem do połowy seta). Gra gości się zachwiała, brakowało skuteczności zwłaszcza w wykonaniu Stephena Boyera. Do tej pory Francuz grał kosmiczny sezon, lecz kiedyś musiała przyjść słabsza chwila, i na boisku pojawił się Jan Hadrava. Czech zaczął robić serię zagrywek przynoszących punkty jemu zespołowi, i Skra zaczęła czuć oddech na plecach. Pomyłka w ataku Jakuba Macyry przyniosła bełchatowianom oddech, po którym Dick Kooy swoją serią serwisów przywrócił Skrze 7-punktowe prowadzenie. Tą zaliczkę gospodarze utrzymali do końca, i doprowadzili do remisu w całym meczu. Co może dziwić, to ledwie jeden atak Tomka Fornala, przy nieskuteczności Boyera, naturalnym powinno być przekierowanie na niego gry, lecz to się nie stało. Wynik końcowy w tym momencie zatem wciąż był sprawą otwartą.
50% w ataku Hadravy, punkt blokiem oraz serwisem przekonały trenera Mendeza do pozostawienia go na boisku, reszta składu obu drużyn nie uległa zmianie, i oglądaliśmy tradycyjne szóstki obu ekip, oczywiście z uwzględnieniem braku Toniuttiego i Gladyra, zastępowali ich Tervaportti oraz Jakub Macyra. Trzeci set szedł punkt za punkt, oba zespoły nie ustępowały sobie, do czasu kiedy na zagrywkę udał się Jan Hadrava. Cała seria bezpośrednich punktów serwisowych Czecha ustawiła dalszy przebieg tej partii. Nie od dziś wiadomo, że PGE Skra ma problemy z odbiorem zagrywki, i w tym fragmencie gry tylko się to uwypukliło. Potem już utrzymanie pierwszej akcji wystarczyło jastrzębianom do dowiezienia tego seta, i to z dołożeniem kilku punktów ekstra zrobili i dopisali drugiego seta na swoje konto. Brakowało skuteczności na skrzydłach ekipie trenera Joela Banksa, i tutaj rysowała się następna przewaga wicemistrzów Polski. Aleksandar Atanasijevic robił co mógł, dokładał też bloki, lecz to nie wystarczało na świetnie zorganizowanych zawodników Jastrzębskiego.
Skra podobnie jak w drugim secie tak i w czwartym od pierwszej piłki ruszyła z wyraźną inicjatywą, i osiągnęła trzy punkty zaliczki. Zaproszony do gry ofensywnej przez Tervaporttiego został Trevor Clevenot, i on do spółki z Hadravą atakował najwięcej w zespole Jastrzębskiego. Grzegorz Łomacz jak to ma w zwyczaju systematycznie uruchamiał środek i duet Bieniek-Kłos atakował dużo więcej piłek niż ich vis a vis. Utrzymywali skuteczną pierwszą akcję bełchatowianie, lecz Jastrzębski cały czas naciskał i trzymał kontakt wynikowy, głównie za sprawą ciągłego nacisku serwisowego. Tak się to ciągnęło, do samej końcówki, pierwszej zbliżonej w tym meczu. Jastrzębski po profesorsku wyczekał, i przeprowadził kontratak wynikowy, oczywiście przy zagrywce Jana Hadravy, który dokładał kolejne punkty do swojego dorobku. Doświadczyliśmy gry na przewagi, obie strony nie chciały odpuścić i walczyły o każdą piłkę. Ostatecznie Skra wyrwała tego seta, dwie trudne zagrywki Mateusza Bieńka w tym as serwisowy przechyliły szalę zwycięstwa na korzyść Skry, i licznie wypełniona Hala Energia wyczekiwała piątej partii.
Piąty set to prowadzenie Skry od samego początku. Byli niesieni zwycięstwem w poprzedniej partii siatkarze grający w żółtych koszulkach, i kontynuowali bardzo dobrą grę. Nie byli w stanie tego zatrzymać siatkarze Jastrzębskiego, sami zaczęli popełniać błędy na siatce, i zapłacili za to porażką w całym meczu. Jan Hadrava próbował jeszcze odrobić straty zagrywką, jednak Skra obroniła się i odniosła niezwykle cenną wiktorię na własnym boisku z liderem tabeli. Tym samym Jastrzębski ponosi drugą porażkę ligową z rzędu, a Skra awansuje z meczu na mecz w ligowej tabeli. MVP spotkania został wybrany Mateusz Bieniek, autor 20 punktów. W następnej kolejce, Jastrzębski we wtorek podejmie Cerrad Eneę Czarnych Radom, natomiast Skra w środę zagra w Iławie z Indykpolem AZS-em Olsztyn.
Autor: Szymon Miszczak


