Korona Kielce wciąż bez przełamania. Zdobywa za to punkt, który może okazać się kluczowy w walce o utrzymanie. GKS Katowice natomiast wciąż marzy o grze w europejskich pucharach.
Przed meczem wydawało się, że to GKS Katowice będzie faworytem tego spotkania. Korona Kielce nie wygrała bowiem od trzech spotkań i w niedzielę miało nadejść upragnione przełamanie. Ostatecznie stracie zakończyło się remisem 1:1
Korona Kielce — ważny punkt, ale ciągle czegoś brakuje
Trener Jacek Zieliński na konferencji prasowej nie wiedział jeszcze, czy dzisiaj Korona Kielce punkt zdobyła, czy może dwa straciła. Można po tych słowach wysnuć wniosek, że to właśnie remis był w to niedzielne popołudnie najbardziej sprawiedliwym rezultatem. W końcu to gospodarze dzisiaj gonili wynik, ale i w końcówce mieli swoją piłkę meczową.
Szkoleniowiec zastosował plan podobny do tego, który stosował już wielokrotnie podczas trwającej rundy — spokojnie z tyłu, ale i spokojnie z przodu. Zagrozić przeciwnikom miały dośrodkowania oraz stałe fragmenty gry, w tym dalekie wyrzuty z autu. W 1. połowie jednak mogliśmy przekonać się o zastosowaniu powiedzenia „kto od miecza wojuje, ten od miecza ginie”. To właśnie po dalekim wyrzuceniu piłki zza bocznej linii boiska prowadzenie objęli Ślązacy. Kielczanie, mimo dłuższego utrzymywania się przy piłce, nie mogli przebić się przez defensywę gości. Niżej ustawieni przeciwnicy nie pozwolili też gospodarzom na wychodzenie z kontratakami, co jest ich jednym ze znaków rozpoznawczych.
Podobny obraz gry utrzymywał się jeszcze po przerwie, jednak z każdą kolejną minutą Korona Kielce rosła. W 66. minucie po rzucie wolnym bramkę zdobył Marcel Pięczek, co było początkiem pozytywnego zrywu podopiecznych Jacka Zielińskiego. Drużyna zaczęła wtedy lepsze posiadanie piłki przekładać na kolejne sytuacje. Piłkę meczową w sytuacji 1 na 1 zmarnował chociażby Marcin Cebula.
Choć Korona Kielce gra to, do czego Jacek Zieliński już nas przyzwyczaił, to coraz większy niepokój może budzić forma Mariusza Stępińskiego. Po 2 golach zdobytych w debiucie przeciwko Legii Warszawa, były reprezentant Polski zdobył jedynie 2 bramki — z tego jedną z rzutu karnego. Sobotniego popołudnia 30-latek zaliczył kolejny przeciętny mecz — wiele przegranych pojedynków z Arkadiuszem Jędrychem, a także ciągły brak snajpera w polu karnym. Jego grę przeciwko „Trójkolorowym” można określić jako klasyczny występ defensywnego napastnika, ale pytanie, czy Korona Kielce potrzebuje go właśnie w takiej roli.
GKS Katowice nie wykorzystuje szansy
Po porażce Zagłębia Lubin oraz Jagiellonii Białystok GKS Katowice mógł znacznie zwiększyć swoje szanse na grę w europejskich pucharach w przyszłym sezonie. Zapowiadało się, że wszystko jest na dobrej drodze, aby faktycznie odpowiednio zniwelować tę stratę do wyżej znajdujących się ekip. „GieKSie” zabrakło jednak w ofensywie tego, co towarzyszyło jej w poprzednich spotkaniach.
„Trójkolorowi” w ostatnich tygodniach przyzwyczaili nas do kreowania wielu sytuacji podbramkowych. W sobotę jednak takiego komfortu nie mieli. Świetny zazwyczaj Bartosz Nowak miał swoje problemy, a i Eman Marković również, poza obiecującym początkiem, nie mógł przebić się przez defensorów Korony Kielce. W takich spotkaniach przydałby się z pewnością napastnik, który wziąłby nieco ciężar gry na własne barki. Przy kontuzji Adama Zrelaka nadzieja jednak spoczywała na Ilii Shkurinie, który znowu presji nie podołał. Poza świetnym wypuszczeniem Nowaka sam na sam na początku 2. połowy, Białorusin wiele do gry nie wniósł. Kolejny raz „GieKSa” zdobywa punkty dzięki skuteczności swoich obrońców. Choć dzisiaj nieobecny z powodu zawieszenia za żółte kartki był Lukas Klemenz, to swoje pod bramką rywali zrobił Arkadiusz Jędrych.
GKS Katowice w defensywie zagrał jak zwykle, jednak brakło wspomnianej jakości w ofensywie i spokoju przy kreowaniu okazji. Wyrównująca bramka gospodarzy sprawiła, że śląski zespół szczególnie podupadł na jakości. W końcu początek 2. połowy należał właśnie do nich, a później coś się posypało. Dla zobrazowania świętokrzyscy rywale między 25. a 66. minutą nie zdołali oddać celnego strzału na bramkę Dawida Kudły, który w dalszym ciągu zastępuje Rafała Strączka. Golkiper z nowym kontraktem nadal dochodzi do siebie po kontuzji barku.
Korona Kielce i GKS Katowice dalej walczą o swoje
Korona Kielce dzisiaj zrobiła, co zrobić miała — nie przegrała z wyżej notowanym rywalem. Za tydzień natomiast drużynę Jacka Zielińskiego czeka mecz o życie, gdyż zmierzą się z bezpośrednim rywalem o utrzymanie, Piastem Gliwice. W tym momencie przewaga „Scyzoryków” nad mistrzami Polski sprzed 7 lat wynosi zaledwie dwa punkty i nie ma wątpliwości. Najbliższy mecz jest więc kluczowy w kontekście przyszłości obu klubów w Ekstraklasie. W następnych tygodniach Kielczanie zmierzą się zaś z Rakowem Częstochowa, Widzewem Łódź oraz Cracovią. Spośród wymienionych rywali jedynie „Medaliki” nie są poważnie zagrożone spadkiem i znajdują się w górnej części tabeli.
GKS Katowice mimo braku zwycięstwa zrównał się punktami z Zagłębiem Lubin i nie zamknął sobie drzwi do europejskich pucharów. Znajdujące się na 3. oraz 4. miejscu Jagiellonia i Raków Częstochowa mają jedynie dwa punkty przewagi nad „Trójkolorowymi”. Z pierwszymi z wymienionych Ślązacy zmierzą się za dwa tygodnie, co może okazać się kluczową rywalizacją w kontekście walki o prawo do gry w eliminacjach do Ligi Konferencji bądź Ligi Europy. Oprócz Białostoczan „GieKSa” podejmie z Termalicę Nieciecza, Piasta Gliwice oraz Pogoń Szczecin, czyli zespoły, które znajdują się w dolnej części tabeli.


