Błyskawiczny cios BVB
Borussia Dortmund rozpoczęła sezon 2026/27 od zwycięstwa 2:0 nad Hamburgerem SV. Wynik dobrze oddaje przewagę gospodarzy, choć nie pokazuje całego obrazu pojedynku. BVB było szczególnie dominujące przed przerwą, kiedy narzuciło wysokie tempo, agresywny pressing i dużą intensywność w odbiorze piłki. Już w 9. minucie Serhou Guirassy nie pomylił się, po akcji zainicjowanej przez młodego Konstantinosa Karetsasa i dał Żółto-Czarnym prowadzenie. Dortmund nie zamierzał jednak spocząć na laurach. Gospodarze napierali, szukając przestrzeni pomiędzy linią obrony i pomocy HSV. Ich przewaga wynikała nie tylko z posiadania piłki, ale przede wszystkim z jakości oraz szybkości w fazach tranzycji z obrony do ataku. Drugiego gola Dortmund zdobył tuż przed gwizdkiem na przerwę, do tzw. szatni. Giannis Konstantelias, jeden z nowych ofensywnych zawodników zespołu, uderzeniem po rykoszecie spowodowanym nieudanym wyblokiem Bornauwa podwyższył prowadzenie. W efekcie BVB schodziło do szatni z komfortowym wynikiem i poczuciem pełnej kontroli nad przebiegiem meczu.
Przebudzenie ze snu przedsezonowego
Obraz gry zmienił się jednak po zmianie stron. HSV zaczęło grać odważniej, częściej utrzymywało się przy piłce i skuteczniej wykorzystywało półprzestrzenie. Hamburg miał kilka sytuacji, aby zbliżyć się do BVB. Jedną z najlepszych sytuacji miał Patson Daka. Gospodarze nie byli już tak dominujący jak w pierwszej połowie i częściej musieli bronić niż kontrolować wydarzenia. Warto przy tym docenić bramkarza HSV Daniela Fernandesa. Portugalski golkiper był jednym z najlepszych zawodników meczu, notując pięć skutecznych interwencji. Jego postawa sprawiła, że HSV do przerwy straciło ,,jedynie” dwie bramki. Mimo wyraźnej przewagi gospodarzy. Co ciekawe, Fernandes dobrze radził sobie również w rozegraniu, pokazując, że HSV potrafiło próbować budować akcje od własnej bramki nawet pod pressingiem gospodarzy.
Kontrola, czyli za styl nie ma 6 punktów
Końcówka spotkania była dla Dortmundu bardziej testem charakteru niż pokazem ofensywnej, atrakcyjnej piłki. Sytuację dodatkowo skomplikowała głupie, niepotrzebna czerwona kartka dla Samuele Inácio, przez którą BVB musiało kończyć mecz w dziesiątkę. Mimo przewagi liczebnej HSV nie zdołało jednak odwrócić losów spotkania. Dortmund zachował czyste konto i spokojnie dowiózł zwycięstwo do końca. Najważniejszym wnioskiem jest więc kontrast między obiema połowami. Pierwsza była pokazem ofensywnego potencjału BVB – intensywność, pressing, szybkie ataki i skuteczność. Druga pokazała natomiast, że zespół potrafi również cierpieć i zarządzać wynikiem. Sam Niko Kovač przyznał jednak po meczu, że jego drużyna nie grała po przerwie dokładnie tak, jak oczekiwał. Dla HSV porażka 0:2 nie musi oznaczać potrzeby rewolucji w składzie lub nastawieniu. Szczególnie druga połowa unaoczniła, że beniaminek może przeciwstawić się nawet zespołowi walczącego o 2 miejsce (best of the rest) Bundesligi. Problemem pozostaje jednak finalizacja akcji. Przy kilku dogodnych okazjach Hamburg nie potrafił wykorzystać swoich szans. BVB wygrało więc nie efektowną grą przez pełne 90 minut, ale dojrzale. Pierwotnie zdominowało rywala, a następnie kontrolowało przewagę. HSV pokazało charakter po przerwie, lecz pierwsza połowa przesądziła o losach spotkania.
Fotografia: GettyImages
Autor: Emanuel Rozwadowski


