GKS Katowice na Węgrzech nie pokazał się z najlepszej strony, przegrywając z Hapoelem Tel Awiw 2:0. Sprawa awansu wciąż jednak nie została przesądzona.
GKS Katowice przed tygodniem na Węgrzech zaprezentował się zwyczajnie słabo, a Hapoel Tel Awiw był zespołem wyraźnie lepszym. W tą środę rolę muszą się odwrócić.
GKS Katowice – czas na domową wersję
Nie ma wątpliwości, że drużyna w pierwszym spotkaniu dwumeczu z Hapoelem Tel Awiw nie pokazała się z najlepszej strony, a wręcz przeciwnie, zespół Rafała Góraka zagrał znacznie poniżej oczekiwań. Tym bardziej na przestrzeni sezonu powinno martwić to kibiców, gdyż „GieKSa” w trzech wyjazdowych spotkaniach odnotowała trzy porażki. Przed rewanżem ta statystyka stawia drużynę jednak w dobrym świetle, bo odwracając ją – „Trójkolorowi” u siebie podczas trwającej rundy zawsze zwyciężali.
W domowych spotkaniach 5. drużyna minionego sezonu PKO BP Ekstraklasy wygląda na zdecydowanie bardziej odważną. W obu spotkaniach przy Nowej Bukowej ekipa Rafała Góraka nie tylko zwyciężyła, ale i zdominowała przeciwników. Różnicę najlepiej obrazuje dwumecz z MSK Zliną i to, jak świetnie zespół wyglądał w rewanżu względem pierwszego, wyjazdowego spotkania. Po minach piłkarzy słowackiego klubu, schodzących do szatni po 45 minutach, można było odnieść wrażenie, że mimo korzystnego rezultatu 0:0 doskonale wiedzieli, że w 2. połowie niezmiernie trudno będzie im ten korzystny wynik utrzymać. Polski zespół pressował, utrzymywał się przy piłce i stwarzał sobie kolejne sytuacje. Nie było przestojów w przeciwieństwie do starcia z Hapoelem, który był jednym wielkim przestojem.
To, że mecz z MSK Zliną nie był jednorazowym występem, Katowiczanie udowodnili kilka dni później w starciu z Radomiakiem Radom. Klub z województwa mazowieckiego, mimo że także do szatni schodził z korzystnym rezultatem, to po przerwie „GieKSa” genialnie wypunktowała swoich przeciwników. „Warchoły” tylko raz przez 45 minut gry zdołały oddać celne uderzenie. Samych strzałów Radomiak oddał natomiast trzy, co przy 16 próbach zawodników ze Śląska wygląda zwyczajnie blado. W obu tych spotkaniach z przebiegiem meczu „Trójkolorowi” rośli, zdobywając w nich aż sześć goli. Przy takiej postawie zespołu Rafała Góraka awans jest naprawdę realny.
Do zobaczenia w środę 👋
📢 Przypominamy, że na ten mecz NIE obowiązują karnety.
🎟️ https://t.co/tqSIy1oinF pic.twitter.com/02p0gxZyQM
— GKS Katowice (@_GKSKatowice_) August 10, 2026
Uszczelnić szyki obronne
Być może katowiccy fani mogą też pomóc zawodnikom w zachowaniu lepszej koncentracji. O problemach w defensywie sporo mówiło się już wiosną, ale wtedy nieco je przyćmiewała świetna ofensywa. Sam Rafał Górak był zdania, że lepiej wygrać 4:3 niż 1:0 lub, co gorsza – zremisować. Co innego jednak, kiedy zamiast wyniku 0:0 przegrywa się 2:0.
Choć Hapoel Tel Awiw bez wątpienia był drużyną lepszą, to bramki zdobył po kuriozalnych błędach w defensywie polskiego zespołu. Najpierw już w 5. minucie Borja Galan zdecydował się na zupełnie nieudany przerzut na drugą stronę boiska. Po stracie „GieKSa” nie zdążyła odbudować ustawienia i niepilnowany Stav Turiel strzałem z dystansu zdobył pierwszego gola w tamtym spotkaniu. Niespełna kwadrans później gospodarze objęli dwubramkowe prowadzenie. Gola strzelili znów po odbiorze futbolówki na połowie polskiego zespołu. Arkadiusz Jędrych zbyt długo holował piłkę, a po jej stracie, na domiar złego, kilka metrów przed bramką znalazł się Gabriel Kobylak, który został przelobowany. Jeszcze przed końcem 1. połowy po nieudanej interwencji stopera arbiter wskazał na 11. metr, ale na szczęście wcześniej odgwizdany został spalony.
O tak prostych błędach w rewanżu nie może być mowy. W ostatnich 14 spotkaniach tylko raz Katowiczanie zdołali zachować czyste konto – 10 maja w Gliwicach. Jest to pewna zmiana względem wcześniejszych miesięcy, gdyż ekipa Rafała Góraka była znana także ze szczelnej defensywy. Trio Resta-Jędrych-Klemenz musi wejść na swój optymalny poziom, aby awans faktycznie był możliwy. Wypada też więcej wymagać od wahadłowych, czyli Borji Galana oraz Erika Jirki.
Bartosz Nowak sercem drużyny, co z napastnikiem?
Zwycięstwo „Trójkolorowych” w rewanżu najpewniej będzie oznaczało kolejny świetny występ Bartosza Nowaka. Z sezonu na sezon pomocnik coraz wyżej zawiesza sobie poprzeczkę i ani myśli, aby ją obniżyć. Podobnie jak w zeszłej kampanii, to 32-latek jest sercem zespołu. W rundę jesienną wszedł znakomicie. Już na tym etapie zawodnik może się pochwalić czterema asystami i bramką. O gorszym występie Nowaka można jedynie mówić w kontekście pierwszego meczu z Hapoelem Tel Awiw, a bez błysku jego geniuszu „GieKSy” w ataku praktycznie nie było.
To w końcu były gracz Rakowa Częstochowa dwukrotnie posłał genialne piłki w pole karne na głowy Zrelaka i Wdowiaka, dzięki czemu GKS Katowice zdołał objąć prowadzenie, a następnie awansować. W lidze pomocnik także zachwyca. Bartosz Nowak w meczu z Wisłą Kraków zanotował cztery kluczowe podania, a z Radomiakiem Radom aż pięć. O serwis więc żaden z napastników nie powinien się martwić. Pytanie, czy o dobre wykończenie nie będą musieli martwić się kibice?
Oto on! Najlepszy zawodnik 2. kolejki! ⭐️Bartosz Nowak 🔝
👕@_GKSKatowice_ pic.twitter.com/8Pn8fr7QUo— PKO BP Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) August 5, 2026
O bolączce Rafała Góraka co do obsady pozycji napastnika mówiło się sporo. To właśnie ta pozycja miała odbiegać poziomem od reszty, a dowodem na tę tezę miał być przegrany mecz z „Białą Gwiazdą”. Tymczasem zarówno Adam Zrelak, jak i Ilja Szkurin zaskakują. Są to zawodnicy o różnych profilach, co daje jeszcze większy komfort trenerowi. Białorusin popisał się pięknym trafieniem z MSK Zliną, a swoją dobrą formę udowodnił tydzień później z Radomiakiem, zdobywając kolejną bramkę, a w dodatku dokładając do tego asystę. Do Słowaka także nie można mieć pretensji. To on rozpoczął strzelanie w czwartek przed dwoma tygodniami. Co prawda na Węgrzech dwójka snajperów już tak nie błyszczała, ale wynikało to też z powodu, iż polski zespół pod pole karne rywali zbyt często nie podchodził. Jeśli duet ten zachowa wcześniejszą pewność siebie, to fani ze stolicy Śląska będą mogli być spokojni.
GKS Katowice napisze historię?
GKS Katowice to klub, który do elity po latach przerwy wrócił całkiem niedawno. Do europejskich rozgrywek „GieKSa” wróciła po 23 latach przerwy. W 2003 roku „Trójkolorowi” polegli w eliminacjach do Pucharu UEFA z Cementarnią Skopje. Zaledwie sezon później Katowiczanie grali już w 4. lidze, ale teraz znowu piszą historię. Dwa tygodnie temu, wygrywając ze słowacką drużyną, swoją ostatnia próbę podboju Europy przebili, ale piękna przygoda trwa przecież nadal.
Na przełomie lat 80. i 90. XX wieku klub z powodzeniem rywalizował w Pucharze Zdobywców Pucharów czy Pucharze UEFA. To te drugie z wymienionych rozgrywek były ostatnimi, do których GKS Katowice oficjalnie się zakwalifikował. Wtedy to jeszcze w eliminacjach pokonali Inter Cardiff, a następnie już po rozpoczęciu turnieju francuskie Girondins Bordeaux. Swoją przygodę Katowiczanie zakończyli dopiero na 1/8 finału, gdzie lepszy okazał się Bayer Leverkusen.
Mimo że Liga Konferencji to trzeci poziom rozgrywek w Europie – po Lidze Mistrzów i Lidze Europy – to sukces wcale nie będzie prostszy jak przed laty. Po wtopie na Węgrzech „GieKSa” musi zagrać niemalże doskonale. Nawet gdyby udało się awansować, to w ostatniej rundzie eliminacji na Polaków czekałaby Atalanta. Może jednak to doskonała okazja, aby napisać kolejną piękną historię, którą fani wspominaliby latami?


