To już pewne! Ikona sportów walki wraca do oktagonu W sobotę została ogłoszona cała rozpiska gali UFC 329 która odbędzie się 11 lipca w Las Vegas. Na karcie znajdzie się mnóstwo ciekawych pojedynków a całe wydarzenie zwieńczy walka wieczoru w której były mistrz wagi piórkowej (2017-19) i mistrz BMF (2024-26) Max Holloway zmierzy się z legendarnym Connorem Mcgregorem. Dla charyzmatycznego Irlandzyka jest to powrót do okrągłej klatki po 5 latach przerwy. Starcie zostało zaplanowane w limicie kategorii półśredniej. Lipcowa gala amerykańskiego promotora zawierać będzie jednak parę ciekawych wcześniejszych walk. Zobaczymy m.in. debiut w organizacji mistrza olimpijskiego w zapasach z Tokio Gable’a Stevesona (3-0) który zmierzy się z Ellishą Ellisonem (5-2). Pierwszy z nich jest dużą nadzieją amerykańskiego MMA. Oprócz krążka z Igrzysk był też mistrzem Dywizji I NCAA (zawody dla elitarnych sportowców z uczelni) w 2021. Także jego trzy dotychczasowe walki w formule zawodowych mieszanych sztuk walki zakończyły się w 1 rundzie, najdłuższa z nich trwała niecałe 4 minuty. W ostatnim czasie kategoria ciężka UFC straciła swój dawny blask, a tacy perspektywiczni zawodnicy jak właśnie Steveson czy Josh Hokit mogą w niej mocno zamieszać. Rękawice skrzyżuje też były mistrz UFC wagi średniej Robert Whittaker (26-9). Sklasyfikowany na dziesiątym miejscu w rankingu tej dywizji Nowozelandczyk przechodzi do dywizji półciężkiej w której podejmie zajmującego trzynaste miejsce w rankingu Nikite Krylova (31-11). Wydaje się że jest to już ostateczna zmiana, gdyż Whittaker miał bardzo duże problemy z wypełnianiem limitu kategorii do 185 funtów (83,9 kg). Pierwszym krokiem w drodze do czołówki dywizji półciężkiej jest właśnie doświadczony Krylov, który walczy o utrzymanie miejsca w rankingu czując za plecami oddech młodszych zawodników. Wielkim hitem okazało się zestawienie w Co-Main Evencie dwóch zawodników wagi lekkiej- szóstego Paddyego Pimbletta (23-4) z piątym Benoit Saint-Denisem (17-3). Popularny Anglik ostatni raz walczył w styczniu, gdy w walce wieczoru gali UFC 324 uległ przez jednogłośną decyzję Justinowi Gaethjemu w walce o tymczasowy pas kategorii do 155 funtów (70,3 kg). Specjalista od walki w parterze chce potwierdzić swój status topowego zawodnika w obliczu spekulacji co do tego czy nie jest przereklamowany. Natomiast Saint-Denis jest rozpędzony serią czterech zwycięstw od maja zeszłego roku. Wszystkie walki skończyły się w pierwszych dwóch rundach, a ofiarami Francuza padli Kyle Prepolec, Mauricio Ruffy, Beneil Dariush czy Dan Hooker. ,,Bóg Wojny” zasłużył sobie na swoje miejsce w rankingu, a pokonanie medialnego Pimbletta umożliwi mu wejście do ścisłej czołówki swojej kategorii do której zaliczają się Ilia Topuria, Justin Gaethje, Arman Carukjan, Charles Oliveira oraz Max Holloway. Mimo tego że na szali tej walki nie stoi żaden pas to jednak ten pojedynek rozgrzewa kibiców MMA z całego świata do czerwoności. Z jednej strony Holloway (27-9), czyli niesamowity bokser który niejednokrotnie zachwycał fanów niezwykle ofensywnym stylem. Były mistrz, parokrotny pretendent do mistrzowskiego pasa. Ale to nie on 11 lipca będzie głównym aktorem. W tą rolę wcieli się najjaśniej świecąca gwiazda w konstelacji zawodników MMA. Człowiek-legenda, której nie trzeba przedstawiać chyba nikomu, nawet ludziom nie interesującym się tym sportem. Jego nazwisko przekroczyło wszelkie granice popularności jakie może osiągnąć sportowiec. Te nazwisko przy akompaniamencie irlandzkiej piosenki ,,Foggy Dew” wypowie na zwieńczenie Międzynarodowego Tygodnia Walk konferansjer organizacji Bruce Buffer dołączając zastrzeżony dla garstki, a stworzony specjalnie dla niego zwrot ,,The one and only”. Mistrz wagi piórkowej i lekkiej, pierwszy podwójny mistrz w historii UFC, najlepszy zawodnik świata w rankingu bez podziału na kategorie wagowe, autor najszybszego nokautu w walce o pas (13 sekund). Connor Mcgregor. I choć schyłek jego kariery został naznaczony porażkami (Nurmagomedow, 2x Poirier) i skandalami poza klatką to charyzma i sposób w jaki Irlandczyk zmienił świat MMA na zawsze pozostaną w sercach widzów do samego końca. Nie jest najlepszym zawodnikiem wszechczasów, być może nie jest w pierwszej dziesiątce ale Connor Mcgregor to Connor Mcgregor. W 2021 stoczył ostatni pojedynek, na 2024 zapowiadano jego powrót ale ostatecznie dopiero teraz napisze kolejny rozdział swojej wspaniałej kariery. Na drodze nieobliczalny Holloway, cały czas aktywny zawodnik. Nie wiemy w jakiej formie znajduje się Mcgregor, być może nie da rady kondycyjnie ale swego czasu znany był z szybkich, pierwszorundowych nokautów poprzedzanych bardzo odważnymi zapowiedziami. Stawką ostateczne potwierdzenie statusu legendy, przeszkodą ikona której pokonanie byłoby wspaniałym osiągnięciem po 5 latach przerwy. Starcie zakontraktowano w wadze półśredniej z wyraźną myślą o Irlandczyku, który czasy zrzucania wagi do limitu kategorii piórkowej czy lekkiej ma dawno za sobą. Piękne zwieńczenie Międzynarodowego Tygodnia Walk i fantastycznej kariery jedynego w swoim rodzaju.
Autor: Kazimierz Kamiński
Fot. Getty Images
Fot. Getty Images


