Lech Poznań zaczyna z wysokiego C! Rapid Wiedeń rozjechany [PODSUMOWANIE]

Lech Poznań w wymarzony sposób rozpoczyna swoją przygodę w Lidze Konferencji, pokonując Rapid Wiedeń aż 4:1. Oj, działo się przy Bułgarskiej!

Lech Poznań wygrywa, dopisuje sobie trzy punkty w tabeli, a także podkręca wynik polskiej ligi w rankingu UEFA. Niels Frederiksen, choć dokonał zmian względem ostatniego ligowego meczu z Jagiellonią Białystok, to decyzje okazały się trafne. Kibice mają co świętować!

Lech Poznań wypunktował gości

„Kolejorz” tego wieczoru nie pozwolił na zbyt wiele swoim przeciwnikom, szczególnie w 1. połowie. Rapid Wiedeń ruszył odważnie, ale po zaledwie kilku minutach to Mistrzowie Polski przejęli inicjatywę, której przed przerwą już nie oddali. Luis Palma, serwując tego wieczoru koncert poznańskim fanom, rozpoczął strzelanie jeszcze przed upływem pierwszego kwadransa. Honduranin miał udział także przy golu podwyższającym prowadzenie. Osiem minut po swoim trafieniu oddał strzał w światło bramki. Niklas Hedl wypluł futbolówkę wprost pod nogi Mikaela Ishaka, a Szwed w takich sytuacjach się nie myli. Pomylić się najlepszemu strzelcowi „Lechitów” zdarza się za to z 11 metrów, gdyż niedługo później strzał napastnika z rzutu karnego wyłapał Austriak. Wynik i gra sprawiły, że trudno, aby któryś z fanów mógł się na swojego kapitana gniewać.

W końcu powiedzenie „2:0 to niebezpieczny wynik” nie ma znaczenia, kiedy „Poznańska Lokomotywa” jest tak rozpędzona. W rzeczywistości pędziła ona coraz szybciej. Taofeek Ismaheel na 3:0 strzelił tuż przed przerwą. A po niej… Lech Poznań chwilowo się wycofał. To jednak nie powinno dziwić – bezpieczny wynik, a trzeba zachiwać też siły na ligę. Zrobiło się więc nieco spokojniej, a Rapid Wiedeń za sprawą Andrija Radulovicia zdobył nawet bramkę honorową. Nawiązać walki Mistrzowie Polski im jednak nie pozwolili, gdyż Leo Bengtsson w 77. minucie cieszył się z bramki numer cztery, która doszczętnie zamknęła to widowisko. Wynik utrzymał się już do samego końca, a po końcowym gwizdku rozbrzmiała przyśpiewka „Rapid, Rapid, auf wiedersehen”.

Niels Frederiksen zaskoczył, ale plan się sprawdził

Rezultat i przebieg spotkania jasno pokazują, że trzeba pochwalić krytykowanego ostatnimi czasy Duńczyka. Niels Frederiksen wykorzystał słabe strony Rapidu Wiedeń, a jego zmiany w wyjściowym składzie wyszły na dobre.

Przed meczem Rapid Wiedeń wydawał się mieć dwie szczególne słabości – obsadę na pozycji bramkarza i lewego obrońcy. Niklas Hedl i Jannes Horn nie przeżywają najlepszego dla siebie czasu. Z tego powodu Lech Poznań od początku ruszył stroną Joela Pereiry oraz Taofeeka Ismaheela. Aby zaś pomylić się mógł austriacki golkiper, szkoleniowiec postawił na wrzutki i strzały z dystansu. Tak właśnie padły dwie pierwsze bramki. Najpierw po wrzutce z prawego skrzydła bramkarz wypiąstkował pechowo piłkę pod nogi Luisa Palmy, a parę minut później wypluł strzał zza pola karnego, co wykorzystał Mikael Ishak.

Bardzo dobrą decyzją było też postawienie na Timothy’ego Oumę. „Kolejorz” potrzebuje w drużynie „typowej szóstki”, która będzie wykonywała brudną robotę. „Poznańska Lokomotywa” z Kenijczykiem w składzie jeszcze nie przegrała. Sześć zwycięstw i jeden remis to bilans, jaki osiągnęła drużyna z 21-latkiem grającym od 1. minuty. Obroniła się też z pewnością decyzja o wystawieniu Kornela Lismana. Oczywiście trudno jest się przyczepić do Leo Bengtssona, który dzisiaj po raz kolejny pokazał się z bardzo dobrej strony, ale Polak tego wieczoru także dał radę.

I w defensywie w końcu na oczekiwanym poziomie zagrał Michał Gurgul. Nikolaus Wurmbrand dotychczas spisywał się świetnie w tym sezonie, ale lewy defensor całkowicie zniwelował jego atuty. Jedynym wyborem, do którego można by było się przyczepić, jest postawienie na Alexa Douglasa. Kilka dziwnych decyzji Szweda w tym meczu, ale ostatecznie zwycięzców ponoć się nie sądzi.

Rapid Wiedeń z głowy, czas popatrzeć w przyszłość

Austriacy obok Mainz i Rayo Vallecano z pewnością należeli do grona potencjalnie najtrudniejszych rywali „Kolejorza” w fazie ligowej. Ten mecz udało się wygrać, zdobywając cenne trzy punkty, a także pozwalając tym samym polskiej lidze na ucieczkę przed swoim rywalem w rankingu UEFA. Kolejny mecz w Lidze Konferencji Lech Poznań rozegra już po przerwie reprezentacyjnej, a ich przeciwnikiem będzie Lincoln Red Imps. Gibraltarczycy polegli w pierwszym swoim spotkaniu z chorwackim Zrinjskim aż 5:0. Mecz ten poznaniacy muszą wygrać najlepiej różnicą kilku bramek, gdyż wielkimi krokami zbliża się niezmiernie trudny wyjazd do Hiszpanii.

W lidze natomiast na „Lechitów” czeka teraz GKS Katowice. Po ostatnich dwóch remisach i porażce z Zagłębiem Lubin trener Niels Frederiksen nie może pozwolić sobie na większe roszady. Lech Poznań musi gonić czołówkę. Tym bardziej, że w następnych tygodniach Enea Stadion odwiedzi Pogoń Szczecin, a następnie „Poznańska Lokomotywa” ruszy w drogę do Warszawy Centralnej.

 

Mateusz Konsewicz

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze