W czwartkowy wieczór Manchester City podejmie u siebie Napoli. Dla obu drużyn jest niezmiernie ważne, aby rozpocząć fazę ligową od zwycięstwa.
Przez parę ostatnich lat Manchester City Pepa Guardioli przed startem rozgrywek zawsze był wymieniany jako jeden z głównych kandydatów do triumfu w Lidze Mistrzów. Teraz „Obywatele” mierzą się jednak ze swoimi problemami i próbują odnaleźć swój dawny blask.
Napoli natomiast wraca do Ligi Mistrzów po dwóch latach przerwy i to jako Mistrzowie Włoch. Jeśli Serie A ma nawiązać do swoich najlepszych lat, to od zwycięzców tamtejszej ligi oczekiwać trzeba sporo.
Manchester City – niegdyś szczupak, teraz okoń?
Używając wędkarskiego porównania, można stwierdzić, że szczupak zamienił się w okonia. Król wód mógł być powstrzymany tylko przez innego wielkiego wodnego stwora – suma, a jeśli nie było go w łowisku, to ten był najlepszy w Europie jak w 2023 roku. Teraz Manchester City bardziej przypomina okonia. Choć dalej jest to drapieżnik, to już nie tak okazały. Ostre żeby ma, więc obawiać się go trzeba, ale zarazem znajdziemy większe ryby w łowisku. Pytanie, czy ten okoń jest w stanie połknąć Napoli?
Po słabym poprzednim sezonie, gdzie Manchester City nie zdołał zdobyć żadnego trofeum. Wszystko miało się odmienić za sprawą wydania kolejnych setek milionów euro. Tijjani Reijnders, Rayan Aït-Nouri, Rayan Cherki, James Trafford mieli drużynie zapewnić odpowiedni balans po odejściu chociażby takiej gwiazdy jak Kevin de Bruyne. Część z tych piłkarzy miała sukcesy już zapewnić na Klubowych Mistrzostwach Świata, tam jednak Obywatele ulegli Al-Hilal. To co prawda nie jest turniej największej marki, ale na krajowym podwórku także podopieczni Pepa Guardioli nie zachwycają. Porażki z Tottenhamem i Brighton pokazały, że drużynie ciągle trochę brakuje do odzyskania swojej najlepszej wersji.
Pomóc w tym ma kolejne wzmocnienie na pozycji bramkarza w postaci Gianluigiego Donnarummy. Ederson w ostatnich latach nie zachwycał, a wymieniany wyżej James Trafford także nie zaliczył najlepszego wejścia do drużyny. Mistrz Europy z 2021 roku natomiast zaliczył już świetny występ w wygranym 3:0 spotkaniu z Manchesterem United. Bez wątpienia klocki do układanki hiszpański szkoleniowiec ma, ale pytanie, czy jeszcze raz będzie w stanie zbudować z nich wielką i stabilną wieżę.
Napoli rusza do walki o TOP 8!
Napoli po wygraniu Serie A jest gotowe do rywalizowania w Lidze Mistrzów. Tutaj Antonio Conte ma jeszcze swoje do udowodnienia. O ile na krajowym podwórku wiele razy budował naprawdę mocne ekipy, tak w Europie nie zawsze wyglądało to tak dobrze.
„Azzurri” po sukcesie z zeszłego sezonu wzmocnili się jeszcze takimi piłkarzami jak Kevin De Bruyne, Sam Beukema, Rasmus Højlund czy Vanja Milinković-Savić. Wygląda to o wiele lepiej i widać to po wynikach na krajowym podwórku. Komplet punktów oraz pewne zwycięstwo z Fiorentiną – zdecydowanie jest się czym chwalić. Stosunkowo nie najgorsze losowanie przeciwników w fazie ligowej sprawia, że w Neapolu zacierają ręce na TOP 8.
Manchester City czy Napoli – wspomnienia sprzed lat
Manchester City w ostatnich latach czterokrotnie mierzył się z Napoli. Wszystkie te starcia miały miejsce w ramach fazy grupowej Ligi Mistrzów. Sezon 2011/2012 to zwycięstwo w dwumeczu włoskiej drużyny. „Azzurri” wywalczyli na wyjeździe cenny punkt po remisie 1:1, aby w rewanżu u siebie wygrać 2:1 i zepchnąć tym samym „Obywateli” do Ligi Europy. Co ciekawe, wszystkie trzy gole przeciwko Anglikom zdobyła tamtejsza gwiazda Napoli – Edinson Cavani. W tamtym czasie w błękitnej koszulce był on nie do zatrzymania.
Kolejny dwumecz mieliśmy okazję oglądać w 2017 roku, kiedy to Manchester City był już prowadzony przez Pepa Guardiolę. Projekt hiszpańskiego szkoleniowca rozkręcał się w najlepsze i dwukrotnie udało mu się pokonać włoskiego przeciwnika – 2:1 u siebie i 4:2 na wyjeździe. W tamtych spotkaniach brylowali tacy piłkarze jak Raheem Sterling, Nicolás Otamendi, John Stones, Sergio Aguero czy obecny zawodnik Napoli Kevin De Bruyne. Tym razem za strzelanie goli ma odpowiadać rozpędzony Erling Haaland. Może jednak wspomniany Belg ze Scottem McTominayem powstrzymają Anglików?
Mateusz Konsewicz


