Lech Poznań nie dał rady, czas na Ligę Europy!

Lech Poznań próbował, walczył, nie poddawał się, ale to nie starczyło na doświadczoną Crvenę Zvezdę. To Serbowie awansują, a Lech Poznań zagra o Ligę Europy, gdzie rywalem będzie belgijski Genk.

Lech Poznań nie miał łatwego zadania. Tydzień temu poległ przy ulicy Bułgarskiej 1:3, więc poznaniacy, marząc o awansie, musieli wygrać różnicą przynajmniej dwóch goli. „Poznańska Lokomotywa” nabrała prędkości, ruszyła do ataku, ale nie udało jej się przebić przez defensywę rywali. To „Czerwono-Biali” wygrywają, broniąc wynik z pierwszego spotkania, i zagrają z Pafosem o Ligę Mistrzów.

Wola walki to za mało, Lech Poznań odpada

Niels Frederiksen musiał dokonać zmian względem ostatniego starcia. Niezdolni do gry byli Filip Jagiełło oraz Ali Gholizadeh. W rolę Polaka musiał wejść Gisli Thordarson, podczas gdy skrzydłowego miał zastąpić Robert Gumny. Trener chciał wrócić do wariantu z pierwszych meczów sezonu. Lech Poznań od razu ruszył do ofensywy za sprawą składnej akcji byłego zawodnika FC Augsburga, dla którego to był ostatni atak. Został sfaulowany, musiał opuścić boisko, a „Kolejorz” był zmuszony zagrać jeszcze inaczej, z Filipem Szymczakiem na skrzydle.

Mistrzowie Polski podeszli odważnie do tego spotkania i było widoczne, że szukają szybkiej bramki, aby od razu złapać kontakt z rywalem. Więcej utrzymywali się przy piłce. Od 1. minuty składnie próbowali konstruować akcje. Ciężar był w dużej mierze oparty na Luisie Palmie, który spośród graczy poznańskiej drużyny ma największe doświadczenie w pucharach. Plan wydawał się dobry i w ofensywie wyglądało to całkiem nieźle, ale presji nie do końca wytrzymywali defensorzy. Kilka popełnionych błędów – raz ratowała nieskuteczność rywala, a innym razem gimnastykować się musiał Bartosz Mrozek. Jedną z pomyłek był faul Mateusza Skrzypczaka w polu karnym. To po tym przewinieniu Cherif Ndiaye zamienił jedenastkę na bramkę, a gospodarze prowadzenie oddali dopiero na sam koniec meczu.

Na pochwałę zasługuje fakt, że Lech Poznań mimo trzybramkowej straty wyszedł wciąż zmotywowany po przerwie. Jednak tak jak i wcześniej, trudno było się przebić przez nisko ustawioną obronę rywali. Niewielkie nadzieje przywrócił Bengtsson, który minął rywala, dał się sfaulować, a obrońca przeciwników Rodrigao został ukarany czerwoną kartką. To jednak, jak się okazało, na niewiele się zdało. Rzut wolny prosto w mur, parę piłek do Ishaka, który jedną z nich w doliczonym czasie gry wykorzystał – i koniec. „Poznańska Lokomotywa” mimo zaangażowania zjeżdża do stacji o nazwie Liga Europy. Poznaniacy zaprezentowali się dobrze, ale Crvena Zvezda jakością swoich piłkarzy i doświadczeniem nie wypuściła z rąk wypracowanej przed tygodniem przewagi.

W Poznaniu robi się szpital

Jeśli marzy się o zwycięstwie z tak klasowym przeciwnikiem, to trzeba pokazać swoje wszystkie atuty. Niestety Lech Poznań z góry miał z tym problem, gdyż kadra nie była najsilniejsza z powodu kontuzji poszczególnych zawodników.

Radosław Murawski, Filip Jagiełło, Ali Gholizadeh, Patrik Walemark, Robert Gumny, Daniel Hakans, Alfonso Sousa – ci piłkarze z powodu urazów musieli opuścić ten dwumecz. Nie jest łatwo przygotować drużynę na mecz z takim przeciwnikiem przy aż siedmiu absencjach. Nie można oczywiście porażki tłumaczyć jedynie brakami kadrowymi, ale na pewno miały one spory wpływ na obraz tego dwumeczu.

Tu także pojawia się znak zapytania, jak będzie wyglądała kadra „Lechitów” na kolejną pucharową batalię. Do pełni sił powinien wrócić już Filip Jagiełło, ale z innymi piłkarzami może być w dalszym ciągu problem. Mówi się, że Lech Poznań nie skończył swoich działań na rynku. Spodziewać się więc można, że kontuzjowanych zastąpią nowe nabytki. Póki co najgłośniej mówi się o napastniku Andrim Guðjohnsenie, który miałby kosztować 2,5 miliona euro.

Lech Poznań – Liga Europy czy spadek do Ligi Konferencji?

Przed nami już ostatnia runda eliminacji europejskich pucharów. Lech Poznań zagra w przyszły czwartek z Genkiem, czyli rywalem wcale nie gorszym od Crveny Zvezdy. Zanim rozpoczął się pierwszy mecz zakończonej już rywalizacji, często przytaczano wartości obu klubów oceniane przez portal Transfermarkt. Lech Poznań wyceniany jest na 49,50 miliona euro, podczas gdy mistrzowie Serbii na prawie 80 milionów. Wartość Belgów natomiast to jeszcze prawie dwa razy tyle.

„Niebiesko-Biali” minioną kampanię ligi belgijskiej zakończyli na 3. miejscu, a wyprzedzili ich Union Saint-Gilloise i Club Brugge. Dzięki pozycji na pudle dostali się z miejsca do 4. rundy eliminacji Ligi Europy. W obecnym sezonie natomiast rozegrali już dwa spotkania, po których zgromadzili jeden punkt. Nie powinno to jednak mydlić oczu poznańskim kibicom, gdyż Genk mierzył się z czołówką ligi. Konstantinos Karetsas, Matte Smets, Bryan Heynen – to kilka wymienionych gwiazd, z którymi będzie musiał poradzić sobie „Kolejorz”. Sytuacja nie jest łatwa, ale rękawicę będzie trzeba podnieść. Na osłodę można przypomnieć, że zapewniony jest awans do Ligi Konferencji. Tam, choć są mniejsze pieniądze dla klubu, to łatwiej o dobry wynik i punkty do rankingu UEFA.

 

fot. Lech Poznań / Facebook

 

Mateusz Konsewicz

czytaj dalej...

udostępnij na:

REKLAMA

najnowsze