Miłe złego początki
W pierwszym fragmencie pierwszego spotkania w ramach sezonu 26/27 na boiskach Bundesligi ekipa Sebastiana Hoenessa zaprezentowała odważny i bezkompromisowy futbol. Wysoki pressing, utrudnienie w rozegraniu piłki graczom Bayernu, czy stosowanie indywidualnego krycia. Jednak pary na taką grę nie wystarczyło na długo. W 21 minucie po świetnej centrze Joshuy Kimmicha z rzutu rożnego i wygraniu pojedynku główkowego przez Upamecano padła pierwsza w tym sezonie bramka dla mistrzów Niemiec. Po otwarciu wyniku Bayern przyspieszył. Do przerwy wynik się jednak nie zmienił, a w grze przyjezdnych utrzymywał golkiper Fabian Bredlow.
Nieoczekiwane wyrównanie i przebudzenie giganta
Pierwsza faza 2 połowy przyniosła bramkę dla Stuttgartu. Co z przebiegu spotkania, szczególnie po utracie bramki przez gości musiało budzić zaskoczenie. Dobra centra z lewego skrzydła zwiastowała problemy, jednak początkowo Manuel Neuer dokonał bardzo dobrej instynktowej interwencji po strzale defensora Stuttgartu – Chabota. Brak zdecydowania, przykrycia rywali, chaos w szeregach defensywnych był wodą na młyn dla Joshy Vagnomana. Prawy defensor bardzo silnym strzałem przyniósł kolegom upragnione wyrównanie. Jednak jak wielu rywali Bayernu się przekonało, najgroźniejsi Bawarczycy to podrażnieni Bawarczycy. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. 3 minuty później niezmordowany w tym meczu Joshua Kimmich wykorzystał dezorganizację w szeregach obronnych VFB i otwierającym podaniem utorował sytuację sam na sam dla Olise, który to nie myli się w takich sytuacjach. Padł gol na 2-1. Bayern postanowił Stuttgartowi odjechać, gdy 2 minuty po tej akcji Davies ruszył wyjątkowo prawą flanką i doprowadził do błędu Vagnomana. Zdobywca bramki dla Stuttgartu poślizgnął się i po mocnym zgraniu Kanadyjczyka na pole karne niefortunnie skiksował i zanotował trafienie samobójcze. Miał więc już 2 gole na swoim koncie… A to nie był koniec. Na boisku zameldował się były gracz PSV i rewelacja mundialu Ismael Saibari. Asystował on w końcowych minutach meczu najpierw na 4-1 do Pavlovicia w świetnej indywidualnej akcji prawym skrzydłem, a potem wyprowadził Luisa Diaza na 100% sytuację, którą ten przekuł w 5-1.
Bez gola, ale z wpływem. I co czeka ekipy po inauguracji sezonu
Na listę strzelców nie wpisał się natomiast Harry Kane, co jest stosunkowo rzadkością w jego występach na niemieckich, jak i światowych boiskach. Jednak nie można powiedzieć, że nie miał on wpływu na grę Bayernu. Cofanie się do środkowych stref boiska i wyciąganie defensorów Stuttgartu pozwoliło skrzydłom wchodzić w wolne przestrzenie i raz po raz załamywać strukturę VFB. Popisał się też 2 kluczowymi podaniami, kreującymi zagrożenie dla Stuttgartu , a także wygrał 5 stoczonych pojedynków. Serwis Sofascore ocenił zawody Anglika na 7,2 – co jest dobrym wynikiem, choć Harry przyzwyczaił kibiców do kosmicznych standardów. Na odpoczynek nie będzie dużo czasu, bo już 2 września Bawarczycy podejmą na wyjeździe VFL Osnabruck w ramach rozpoczynającej się kampanii w DFB Pokal. 3 dni później podejmą natomiast Schalke 04, tradycyjnego i odwiecznego rywala. Mecz zostanie rozegrany również w delegacji, na Veltins Arena. Natomiast ekipa z Badenii-Wirtembergii okazję do rehabilitacji i zdobycia 3 punktów będzie miała w pierwszy piątek września, u siebie z FC Koeln. 5 dni później gracze Sebastiana Hoenessa ruszą w bój w Lidze Mistrzów. Pierwszy mecz rozegrają u siebie z norweskim Viking FK.
Fotografia: GettyImages
Autor: Emanuel Rozwadowski


