W ostatnią sobotę (18 kwietnia) byliśmy świadkami powrotu Konfrontacji Sztuk Walki na warszawski Torwar po ponad 2 latach. Z tej okazji największy promotor MMA w Europie przygotował niezwykle interesującą kartę walk. Łącznie zapowiedziano 9 pojedynków, w tym dwa mistrzowskie. Na karcie znalazły się największe gwiazdy KSW, więc przy Łazienkowskiej 6a pewne były wielkie emocje. Na początku fanów czekały dwie walki karty wstępnej. W pierwszej z nich Nacim Belhouachi (5-4) zmierzył się z Janem Maskiem (3-3). Francuz bez większych problemów kontrolował przebieg pojedynku w parterze, korzystając ze swojego grapplingowego doświadczenia. Ostatecznie wypunktował swojego przeciwnika jednogłośną decyzją sędziów (30-27, 30-27, 30-27).
Nieudany powrót legendy, serie mistrzów dalej trwają- podsumowanie gali KSW 117 W tę sobotę byliśmy świadkami powrotu Konfrontacji Sztuk Walki na warszawski Torwar po ponad 2 latach. Z tej okazji największy promotor MMA w Europie przygotował niezwykle interesującą kartę walk. Łącznie zapowiedziano 9 pojedynków, w tym dwa mistrzowskie. Na karcie znalazły się największe gwiazdy KSW, więc przy Łazienkowskiej 6a pewne były wielkie emocje. Na początku fanów czekały dwie walki karty wstępnej. W pierwszej z nich Nacim Belhouachi (5-4) zmierzył się z Janem Maskiem (3-3). Francuz bez większych problemów kontrolował przebieg pojedynku w parterze, korzystając ze swojego grapplingowego doświadczenia. Ostatecznie wypunktował swojego przeciwnika jednogłośną decyzją sędziów (30-27, 30-27, 30-27). W kolejnej walce dotychczas niepokonany Sebastian Decowski (6-1 po tej starciu) zmierzył się z zajmującym 10 miejsce w rankingu wagi koguciej Tobiaszem Le (7-2). Mimo paru interesujących akcji ze strony Decowskiego ostatecznie to Le całkowicie zdominował tą walkę, wyraźnie zaznaczając swojemu przeciwnikowi różnicę poziomów. Czech polsko-chińskiego pochodzenia zwyciężył 30-27, 30-26, 30-27. Po tym starciu rozpoczęła się karta główna warszawskiej gali, na której niestety nie mógł wystąpić zapowiadany przez federację Arkadiusz Wrzosek. Związany z kibicami Legii Warszawa były kick-boxer wypadł z walki przeciwko Stefanovi Vojcakowi ze względu na kontuzję żebra. Z tego względu walka pomiędzy dwoma zawodnikami ze ścisłej czołówki kategorii ciężkiej została przeniesiona na planowaną na czerwiec galę w Radomiu, natomiast na Torwarze zamiast nich zmierzyli się ze sobą Jacek ,,Siexa” Gać i Luka Vrtacić, brat Andiego. Wspierany przez zgromadzonych na trybunach fanów Legii ,,Siexa” został znokautowany przez debiutującego Chorwata po zaledwie 45 sekundach. Dla Vrtacicia zwycięstwo to otwiera drogę do podboju kategorii średniej KSW. Po pierwszym nokaucie wieczoru kibice długo nie musieli czekać na drugi. Hugo Deux (7-1) rozbił siódmego w kategorii półśredniej Wellisona Paivę (12-5-2) pod koniec drugiej rundy. Kolejny jednostronny pojedynek został zakończony przez sędziego na sekundę przed końcem drugiej odsłony, gdy Francuz rozbił Brazylijczyka łokciami w parterze. Okazję do wyrównania wyniku zawodników z Kraju Kawy miał rodak Paivy, Werlleson Martins (19-9). Także i on odbił się od rywala, którym był Marcello Morelli (8-4). ,,El Diablo” brutalnie pozbawiał złudzeń rywala w stójce, skutecznie neutralizując zapędy Kolumbijczyka do przeniesienia walki do parteru. Walka była na tyle jednostronna że podobnie jak przy starciu Decowski-Le, jeden z sędziów odjął punkt Martinsowi, który przegrał 30-26, 30-27, 30-27. Następnym pojedynkiem była walka Andiego Vrtacicia (9-3) z Albertem Odzimkowskim (16-8). Po fantastycznym występie młodszego brata presja niewątpliwie spoczywała na faworyzowanym Chorwacie. Obaj zawodnicy od początku przystąpili do ciekawych wymian w stójce. Pierwsza runda była bardzo przyjemna dla oka, w przeciwieństwie do poprzednich pojedynków walka była wyrównana, a poziom intensywności też mógł zadowalać. Po sygnale oznajmiającym 10 sekund do zakończenia rundy nie zamierzali czekać do ostatecznego gongu i dalej angażowali się w aktywną wymianę, która doprowadziła do nokdaunu na Odzimkowskim. Vrtacic oczywiście nie zwlekał i szybko przystąpił do dobijania przeciwnika łokciami, zmuszając sędziego do zakończenia walki. Tymsamym znany z efektownego stylu Chorwat wypełnił zapowiedź brata, który po znokautowaniu ,,Siexy” oznajmił że Andi także skończy swój pojedynek w pierwszej rundzie. Zanim jednak przeszliśmy do walk mistrzowskich czekało nas starcie wracającego do formuły MMA Daniela ,,Rutka” Rutkowskiego (18-4) z Oleksiyem Polischuckiem (15-7). Na drodze chcącego odzyskać dawne miejsce w czołówce kategorii piórkowej radomianina stanął niezwykle mocny w parterze Ukrainiec, walczący o pierwsze zwycięstwo po opuszczeniu kategorii koguciej. Starcie dwóch zawodników z pewnością mających coś do udowodnienia nie zawiodło oczekiwań publiczności. Trwająca 15 minut walka obfitowała w ciekawe akcje zarówno w stójce jak i efektowne obalenia na które postawił Rutkowski. Ostatecznie jego solidny boks w połączeniu z umiejętnościami zapaśniczymi zneutralizowały atuty dobrze wypadającego w tej walce Polischucka. Sędziowski werdykt, który brzmiał 30-27, 30-27, 30-27 dla ,,Rutka” był sprawiedliwy, aczkolwiek należy także pochwalić jego przeciwnika. Nadszedł czas na dwie wisienki na torcie który nazywał się KSW 117. Będący na fali 16 zwycięstw z rzędu, przystępujący do czternastej obrony pasa KSW wagi ciężkiej, niekwestionowany czempion królewskiej kategorii Phil ,,and still” de Fries po raz kolejny udowodnił że jest człowiekiem z innej planety. Wskutek pokonania przez Anglika całej czołówki do walki o pas przystąpił były półciężki Marcin Wójcik. Nie trzeba chyba mówić że absolutnym faworytem był cięższy o 15 kg od rywala de Fries. Były zawodnik UFC i Bellatora swoimi umiejętnościami grapplingowymi wybił z głowy pas mistrzowski KSW już wielu i chciał to zrobić po raz kolejny. Przed walką z Wójcikiem mówiło się trochę o świetnej formie Polaka, o znakomitym przygotowaniu które poczynił do tej walki, ale powiedzmy sobie szczerze- do starcia z de Friesem nie da się przygotować dobrze. Nie da się zapobiec jego parterowej dominacji ani obronić przed jego siłą. Planem Wójcika było utrzymanie walki w stójce i szukanie dogodnych okazji do naruszania obrony rywala. Niedługo jednak było to możliwe, gdyż od samego początku broniący pasa Anglik rzucił się do ataku, rzucając przeciwnika do parteru. Niewiele miał szans Wójcik na wyswobodzenie się z ataku de Friesa i po 4 minutach dramatycznej obrony uległ rywalowi przegrywając duszeniem zza pleców. ,,And still” z ust prowadzącego galę przy nazwisku de Friesa wybrzmiało po raz czternasty z rzędu, potwierdzając nienaruszalność w tej federacji tego fenomenalnego zawodnika. Po krótkim starciu o pas wagi ciężkiej przeszliśmy do Main Eventu warszawskiej gali. W nim niepokonany od blisko ośmiu lat mistrz wagi średniej Paweł Pawlak (26-4-1) skrzyżował rękawicę z legendą KSW, jedynym w swoim rodzaju Mamedem Khalidovem (38-9-2). Ikona MMA w Polsce wracała do oktagonu po półtorarocznej przerwie, ostatnim jego przeciwnikiem był Artur Bartosiński, którego poddał dźwignią na rękę. Tym razem stawką pojedynku była szansa na czwarte w karierze zdobycie pasa KSW wagi średniej. Rywal Khalidova, Pawlak stawał do pojedynku z jasnym celem podsumowanym słowami ,,jeśli chce zostać legendą, to muszę pokonać największą z nich”. Nie bez znaczenia był też fakt, że Bartosiński jest klubowym kolegą ,,Plastinho”. Emocje towarzyszące temu starciu sięgały zenitu jeszcze przed skrzyżowanie rękawic. Wyjście Khalidova do klatki na Torwarze (gdzie debiutował w KSW w 2007 roku) doprowadziła niektórych fanów do łez wzruszenia. Od początku pierwszej rundy Polak czeczeńskiego pochodzenia wykazywał dużą aktywność, pracując w półdystansie i próbując ekwilibrystycznych obrotowych kopnięć, poruszając się jakby 45 lat byłoby tylko cyfrą w PESEL-u. Pawlakowi udawało się dzięki nieustannej uwadze i trzymaniu dystansu bronić się przed akcjami Khalidova, a na koniec rundy po jednej z nich pretendent poślizgnął się, szybko jednak wybrzmiał gong kończący rundę. Do drugiej odsłony Khalidov nie wniósł już tak dużej energii, Pawlak spokojnie wypunktował go leg-kickami, osłabiając pozycję rywala. W trzeciej rundzie Mamed przebudził się nieco, starał trafiać celnie przeciwnika, ta odsłona starcia była w miarę wyrównana i wielu kibiców uwierzyło że może jeszcze złapać kontakt w tej walce. Czwarta runda, pierwsza z dystansu mistrzowskiego ujawniła jednak prawdę, że 45 lat na karku znacznie zmniejsza szansę rywalizowania na najwyższym poziomie. Specjalizujący się w końcówkach ,,Plastinho” obalił Khalidova, tocząc z nim parterowe szachy o pozostanie na górze. Ta część pojedynku była dla Mameda wyjątkowo ciężka, przyjął dużo łokci pod siatką, jednocześnie wydawało się że mimo genialnej formy jak na swój wiek, kondycyjnie nie dawał już rady. W ostatnich sekundach rundy Pawlak przebił się przez jego obronę i na sekundę przed gongiem skończył pojedynek łokciami. Nie udał się powrót Khalidova, co nie zmienia jego statusu legendy KSW. Cała gala była wyjątkowo ciekawa i obfitowała w wiele momentów które zapadną w pamięć kibicom.
Autor: Kazimierz Kamiński
Zdjęcie: MMA Rocks!


