Raków Częstochowa pokonał przy Limanowskiego MSK Żylinę 3:0 i jest w bardzo komfortowej sytuacji przed rewanżem. „Medaliki” są o krok od awansu do 3. rundy.
Pavel Staňo po raz kolejny doświadczył złych wspomnień w starciu z piłkarzami Marka Papszuna. Kiedy był trenerem Wisły Płock Raków rozgromił jego drużynę 7:1. Wprawdzie dziś doznał mniejszego rozmiaru porazki, gospodarze zdominowali rywala, ale dopiero w drugiej połowie meczu padły wszystkie bramki.
Przed przerwą goście byli bliżej objęcia prowadzenia, lecz dzięki interwencji Stratosa Swarnasa słowcaki zespół nie zdołał wpić piłki do pustej bramki. Raków też miał swoje szanse, ale wszystkie akcje kończyły się marnym powodzeniem. Dopiero po wznowieniu gry wicemistrzowie Polski zagrali bardziej intensywnie i byli skuteczniejsi w ataku.
Pierwsza bramka padła z rzutu rożnego. Po odbiciu piłki przez Ľubomíra Belko Oskar Repka stojąc metr przed bramką, dołożył tylko nogę. Prowadzenie udało sie podwyższyć z rzutu karnego, skutecznie wykorzystanego przez Jonatana Brunesa. Wynik meczu ustalił w 73. minucie Lamine Diaby-Fadiga. Ponadto gospodarze od 63. minuty grali w przewadze jednego zawodnika. Ján Minárik po ostrym faulu na Patryku Makuchu otrzymał po raz drugi żółtą kartkę i w konsekwencji musiał opuścić boisko.
Przed rewanżem w Żylinie gracze częstochowskiej drużyny są w idealnym położeniu. Raków wypracował dla siebie mocną zaliczkę i wystarczy po prostu nie przegrać wysoko.



