Finał tegorocznego Australian Open będzie szczególny. Daniił Miediwediew i Jannik Sinner zagrają nie tylko o tytuł wielkoszlemowy, który już sam w sobie jest czymś niebotycznym. Jeden z nich strąci Novaka Djokovicia z tronu na Rod Laver Arena, gdzie zasiadał od ponad 2000 dni. Kto lepiej zniesie presję i zaprezentuje lepszy tenis w ostatnim meczu 112. edycji australijskiego turnieju?

Z teoretycznego punktu widzenia władzę nad Australią sprawuje brytyjski król Karol. Jednakże z tenisowego punktu widzenia ową funkcję przez ostatnie lata pełnił Novak Djoković. Serb od 2019 roku był w Melbourne niepokonany (nie zagrał w 2022 roku z powodu słynnej afery). Tymczasem w turnieju nie ma już Djokovicia, a w finale nie zagra żaden z przedstawicieli tzw. wielkiej trójki – po raz pierwszy od 2005 roku! Australian Open to jeden z turniejów zawłaszczonych przez trzech najwybitniejszych tenisistów w dziejach. Dominacja gracza z Belgradu, którą oglądaliśmy przez ostatnie edycje, sprawiła, że w naszej świadomości nie do pomyślenia było, że rozgrywki może wygrać ktoś inny. Djoković nie obroni jednak tytułu, został pokonany w półfinale. Jego pogromcą w piątek okazał się Jannik Sinner.

W opisywaniu gry Włocha niezbędnym i kluczowym wyrazem jest słowo „nareszcie”. Jannik nareszcie zaczął prezentować agresywny, ofensywny tenis i nareszcie doszedł do wielkoszlemowego finału. Przez turniej tenisista urodzony w północnej części Italii szedł niczym burza. Nie pozostawiał rywalom złudzeń i pewnie meldował się w kolejnych fazach turnieju. Być może gładkie zwycięstwa sprawiały, że o Sinnerze na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni wcale nie było głośno. Pozostawał w cieniu głośnych nazwisk, które miały swoje problemy. W sześciu dotychczasowych meczach stracił zaledwie jednego seta – dopiero w meczu o finał z Djokoviciem. Jannik wykonał w ostatnim czasie olbrzymi progres, który jest bardzo widoczny w jego grze. Nie okopuje się za linią końcową i coraz częściej posyła agresywne uderzenia, wchodząc przy okazji w kort. Ta taktyka przynosiła świetne efekty w poprzednich meczach i powinna sprzyjać mu również w finale, którego (przynajmniej według bukmacherów) jest faworytem. 

Po drugiej stronie siatki stanie Daniił Miedwiediew. O ile można powiedzieć, że jego rywal przeszedł przez turniej suchą stopą, tak Rosjanina te rozgrywki doświadczyły z każdej strony. Pięciosetówki kończące się po północy w Melbourne, irytacja, złość w stronę sztabu trenerskiego, czy rzucanie rakietą – to wszystko mogliśmy zaobserwować u Daniiła. W półfinale odwrócił losy meczu z Alexandrem Zverevem i pomimo przegrywania 0-2 w setach udało mu się zameldować w finale. Na pewno trzeci tenisista światowego rankingu wyjdzie w niedzielę na kort centralny mając za sobą zdecydowanie większy bagaż zmęczenia od przeciwnika. Z drugiej jednak strony niewielu jest tenisistów mocniejszych fizycznie od Miedwiediewa. Daniił wydaje się być stworzony do rozgrywania długich meczów. W końcowej fazie często wygląda lepiej pod kątem fizycznym od rywala, mimo że wcześniej nieraz słania się na nogach. 

Przechodzimy w tym momencie do mniej wymiernych aspektów spotkania, siedzących często w głowach samych graczy. Dla Sinnera mimo wszystko będzie to zupełnie nowe przeżycie. Włoch po raz pierwszy w karierze stanie przed szansą na wielkoszlemowy triumf. Trudy finału, na który patrzy cały (nie tylko tenisowy) świat bywają trudne do udźwignięcia. Pod tym względem Miedwiediew jest zdecydowanie bardziej doświadczony. Daniił dotąd pięciokrotnie grał w finałach wielkoszlemowych, z czego jeden (podczas US Open 2021) rozstrzygnął na swoją korzyść. Jego relacja z kortami w Melbourne zdecydowanie nie należy do najprzyjemniejszych. Dotąd grał dwa razy o triumf w Australian Open i oba mecze przegrywał – w 2021 roku z Djokoviciem i rok później z Nadalem. Rosjanin za wszelką cenę będzie więc chciał odczarować kort centralny w Melbourne podczas ostatniego dnia turnieju. Ponadto jego rywalem tym razem nie będzie nikt w „wielkiej trójki”, co może wpłynąć na jego większą determinację w osiągnięciu celu.

Z czysto rozsądkowego punktu widzenia faworytem wydaje się Sinner, który w Australii w tym roku jest nie do zatrzymania, Wiemy jednak dokładnie, że finały turniejów wielkoszlemowych często piszą zupełnie odmienne historię. To tylko jeden mecz, od którego tak wiele zależy. Dotychczas panowie rywalizowali ze sobą dziewięciokrotnie, a częściej z kortu w lepszym humorze schodził Miedwiediew, który wygrał sześć z tych potyczek. To Sinner okazywał się jednak lepszy w ich trzech ostatnich meczach, szczególnie podczas ATP Finals oraz turnieju we Wiedniu. Wtedy panowie zaprezentowali nam wspaniałe widowiska i mamy nadzieję, że nieinaczej będzie tym razem. To będzie wyśmienite spotkanie. Początek o godzinie 9:30 czasu polskiego – obecność obowiązkowa.   

UDOSTĘPNIJ
Jarosław Truchan
Sympatyk sportów wszelakich, ale przede wszystkim tenisa, kolarstwa i biathlonu. Prywatnie ogromny fan Rogera Federera, Ronniego O'Sullivana oraz Realu Madryt.