W niedzielę zakończył się drugi tydzień rywalizacji podczas ostatniego z tegorocznych wielkich tourów. Na 15. Etapie Vuelta a Espana 2022 najlepiej poradził sobie Holender Thymen Arensman, który wygrał po solowym rajdzie. Ciekawie działo się również w grupie lidera – Remco Evenepoel stracił kolejne sekundy przewagi w klasyfikacji generalnej.

Niedzielny odcinek bez wątpienia moglibyśmy nazwać mianem królewskiego podczas 77. edycji wyścigu dookoła Hiszpanii. Liczył on co prawda zaledwie 153 kilometry a na jego trasie znalazły się tylko trzy kategoryzowane podjazdy, lecz ich trudność (a szczególnie ostatniego z nich) stanowiła zdecydowanie trudniejsze od pokonania niektórych etapów o profilu góra-dół. Wyzwaniem, które o gęsią skórkę przyprawiało zarówno kolarzy jak i wszystkich oglądających, była wspinaczka pod Alto Hoya de la Mora – ponad 20-kilometrowego podjazd, którego średnie nachylenie wynosiło 7 procent. Meta piętnastego etapu została usytuowana na wysokości ponad 2500 m n.p.m. Organizatorzy tego dnia przygotowali na zawodników prawdziwy test, który mogli zdać tylko ci, którzy po dwóch tygodniach rywalizacji zachowali najwięcej sił.

Jak można było się spodziewać, ucieczka dnia za sprawą ogromnych szans na zwycięstwo etapowe była bardzo liczna. Tym razem w odjazd zabrało się aż 30 kolarzy, w tym min. Richard Carapaz, Hugh Carthy, Rudy Molard, Marc Soler, czy jadący w koszulce lidera klasyfikacji górskiej Jay Vine. Pierwszy atak dość nieoczekiwanie nastąpił już na 80 kilometrów przed metą, a jego sprawcą był Lawson Craddock. Po wielu kilometrach samotnej jazdy do kolarza Team BikeExchange dołączył Jay Vine -jeden z bohaterów tegorocznej Vuelty, który przed szczytem Alto del Purche (podjeździe pierwszej kategorii) postanowił ruszyć po pewne punkty do rywalizacji o miano najlepszego górala. Amerykańsko-australijska akcja nie przyniosła jednak żadnego rezultatu, bowiem jeszcze przed rozpoczęciem finałowej wspinaczki do prowadzącej dwójki dołączyli kolejni kolarze – utworzona tym samym nowa grupa liderująca liczyła trzynastu kolarzy.

Pierwszy z ataków po zwycięstwo nastąpił dość wcześnie, bo na 21 kilometrów przed metą. Do przodu ruszył wtedy Marc Soler – Hiszpan, który zwyciężył na jednym z poprzednich etapów bardzo szybko zdołał zbudować przewagę wynoszącą 40 sekund. Od tego momentu dla reprezentanta gospodarzy zaczęły się jednak trudności. Zdobywanie kolejnych sekund różnicy pomiędzy goniącymi szło coraz trudniej, z czasem pościg zaczął odrabiać straty, a kolarzowi UAE Team Emirates zaczęło brakować sił. Tę sytuację wykorzystał zawodnik, który jeszcze przed miesiącem błyszczał w jeździe indywidualnej na czas podczas Tour de Pologne. Arensman na 7 kilometrów przed szczytem zdecydował się na przyśpieszenie, zostawił swoich towarzyszy z pościgu, po chwili wyprzedził Solera i ruszył po swój pierwszy triumf na wielkim tourze. I w tym momencie opis walki o zwycięstwo etapowe mógłby się zakończyć – Holender bez większych problemów zdołał pokonać ostatnie kilometry wspinaczki i linię mety przekroczył z pewną, prawie półtoraminutową przewagą nad rywalami. Ten dzień młody kolarz Team DSM z pewnością zapamięta do końca życia – Thymen dał prawdziwy popis godny specjalisty od pokonywania najbardziej wymagających podjazdów świata.

Skupmy się teraz na tym, co działo się w peletonie. W niedzielę kibice oglądający relację z piętnastego etapu Vuelty mogli zobaczyć dwa wyścigi – pierwszym z nich była walka o triumf, a drugim rywalizacja wśród pretendentów do wygrania całego wyścigu. Od początku finałowego wzniesienia tempo nadawała ekipa Jumbo-Visma. Kolarze holenderskiej drużyny już na pierwszych kilometrach zdołali zgubić takich kolarzy jak Joao Almeida, Juan Ayuso, czy Carlos Rodriguez. Wszystko wskazywało na to, że trwają przygotowania do ataku Primoza Roglica, który będzie chciał sprawdzić, czy podczas wspinaczki na metę lidera wyścigu nawiedzi kryzys (tak jak to miało miejsce w sobotę). Wszyscy oglądający napisali już w sowich głowach scenariusz, wszystko układało się w logiczną całość, pomocnicy Roglica zakończyli już swoją pracę, w wyniku której peleton został okrojony do sześciu nazwisk i nagle… kolarstwo znowu przypomniało, że czasami nie ma za wiele wspólnego z czystą logiką.

Zamiast oczekiwanego ataku Słoweńca mogliśmy zaobserwować, że trzykrotny zwycięzca Vuelty zjeżdża na ostatnie miejsce w grupie a tempo w niej zaczyna dyktować Evenepoel, którego później wspomógł jadący wcześniej w ucieczce Louis Vervaeke. Kolejny obrót wydarzeń rozpoczął się wraz z atakiem Miguela Angela Lopeza. Kolumbijczyk, który w drugim tygodniu rywalizacji spisuje się znakomicie, bez żadnego oporu ze strony rywali zdołał odjechać od peletonu. Wykorzystał to trzeci kolarz klasyfikacji generalnej Enric Mas, który również postanowił ruszyć do przodu. Ku zaskoczeniu wszystkich nie spotkało się to z żadną reakcją ze strony Evenepoela ani Roglica – Hiszpan połączył więc siły z  Lopezem i wraz z drużynowym kolegom tego drugiego zaczęli zyskiwać kolejne sekundy przewagi nad konkurentami.

Wreszcie bierność ze strony posiadacza czerwonej koszulki postanowił wykorzystać Roglic. Słoweniec zostawił z tyłu Evenepoela, lecz jego atak nastąpił zdecydowanie za późno na to, aby kolarz Jumbo-Visma mógł myśleć o znacznym zredukowaniu swojej straty w klasyfikacji generalnej. Ponadto Remco wcale nie wyglądał tragicznie – Belg jechał swoim tempem, którego nie forsował.

Ostatecznie Primoz na swoim ataku ugrał zaledwie 15 sekund i przed ostatnimi sześcioma etapami wyścigu traci do lidera minutę i 34 sekundy. Więcej start w niedzielę odrobił Enric Mas, lecz przewaga Evenepoela nad kolarzem Movistaru wciąż wynosi ponad dwie minuty.    

Teraz na kolarzy czeka dzień przerwy, po którym do końca 77. Edycji hiszpańskiej Vuelty pozostanie już tylko ostatni tydzień zmagań.

UDOSTĘPNIJ
Jarosław Truchan
Sympatyk sportów wszelakich, ale przede wszystkim tenisa, kolarstwa i biathlonu. Służbowo zawsze obiektywny, prywatnie ogromny fan Rogera Federera, Ronniego O'Sullivana oraz Realu Madryt.