Choć Paryż ma swojego bezsprzecznego króla, na jeden dzień w roku Rafael Nadal musiał odstąpić scenę na korcie centralnym Novakowi Djokoviciowi. W niedzielę Serb nie dał szans w finale Roland Garros Casperowi Ruudowi i zdobył rekordowy 23. wielkoszlemowy tytuł w karierze.

Przed początkiem meczu wiadome było, że stawienie oporu przez Norwega będzie zadaniem bardzo trudnym. Panowie do tej pory grali ze sobą pięciokrotnie i wszystkie spotkania bez straty seta wygrał Djoković. Poza tym Ruud nigdy nie pokonał gracza z tenisowego topu, a Novak przecież w pod tym względem zaczyna tworzyć nowe, własne kategorie wspaniałości. Casper  w głowie miał również nauczkę z zeszłoroczny finał, w którym Rafael Nadal przejechał się po nim niczym walec ubijający paryską mączkę. Wszystkie znaki na ziemi wskazywały na wygraną Serba, a największą bronią Ruuda było zamienienie się w ścianę i nieustanne przebijanie w celu szukania słabości przeciwnika.

I kłamstwem nie będzie stwierdzenie, że taka taktyka w pierwszym secie faktycznie procentowała. Novak popełniał wiele często szkolnych i aż szokujących błędów. To Ruud wykorzystał już przy pierwszej okazji, przełamał, w następnie uciekł z wynikiem na 3:0. Jednakże Djoković jest za bardzo doświadczonym aktorem na tej scenie, aby oddać dogranie tego aktu wielkoszlemowej sztuki młodszemu koledze. Reprezentant Serbii zaczął się prezentować coraz lepiej. Dzięki temu zdołał on odebrać później serwis rywalowi. Kolejne gemy wygrane przez podających doprowadziły do tie-breaka. Mimo wyrównanej gry do tej pory dogrywka należała w zupełności do Djokovicia, który zwyciężył oszałamiającym stosunkiem 7-1 .

Wiedzieliśmy, że atrakcyjność dalszej części meczu zależy tylko od postawy Caspera. Po powrocie na kort Norweg nie przypominał jednak siebie sprzed paru chwil. Można powiedzieć, że trwający półtorej godziny set bardziej dał się we znaki młodemu Ruudowi niż 36-letniemu Djokoviciowi. Dobra dyspozycja Serba sprawiła, że zobaczyliśmy niezwykle jednostronną odsłonę meczu, bez żadnej historii. 

Przed rozpoczęciem trzeciego seta realizator wyświetlił niezwykłą statystykę zamykającą się w cyfrze 1 – dokładnie tyle spotkań na turniejach wielkoszlemowych Djoković przegrał prowadząc 2:0 w setach. Gwoli ścisłości należy również, że taka sytuacja miała miejsce również na Roland Garros, lecz w… 2010 roku! Powtórzenie się takiej historii akurat w tym meczu i przy tak rozpędzonym i zdeterminowanym Novaku wydawało się jednak mało realne nawet największym sympatykom Ruuda. Tenisista ze Skandynawii podniósł rękawice i tym razem nie dał się przełamać na początku. Choć panowie szli gem za gem. Lecz choć na tablicy wyników gra wyglądała na wyrównaną, w rzeczywistości jednak taką nie była. Djoko przez gemy serwisowe szedł z prędkością wiejącego podczas tego turnieju wiatru, podczas gdy Ruud miał problemy przy podaniu. Żartobliwi powiedzą, że w pewnym momencie Djoković uznał, że już najwyższa pora kończyć. W końcówce przełamał pierwszy raz w tej partii, po czym dołożył wygranego gema serwisowego i mógł położyć się na korcie w celu celebracji wielkiego triumfu.

Dlaczego wielkiego? Chociażby dlatego, że Novak opuścił dwuosobowe grono dotychczasowych liderów i został samodzielnym rekordzistą pod względem wielkoszlemowych tytułów. Co prawda wciąż jednego szlema wygranego więcej ma Australijska legenda Margaret Court, lecz wśród mężczyzn nie ma już nikogo lepszego. Ponadto Serb ustanowił nowy, własny rekord – został pierwszym człowiekiem w dziejach, któremu udało się zwyciężyć w każdym z turniejów wielkoszlemowych co najmniej trzykrotnie. 

Novak Djoković jest wielki. Można go lubić lub nie, zachwycać się jego grą na korcie i kwestionować jego poglądy światopoglądowo-romantyczne. Lecz trzeba go bezwzględnie szanować. Jest wybitnym tenisistą, najlepszym obecnie grającym zawodnikiem. Odłóżmy wszelką dyskusję na temat jego wyższości, lub niższości nad innymi – to nie jest czas na rozstrzyganie takich kwestii. Teraz cieszmy się, że możemy nadal oglądać jego tenis, radujmy się ze sposobności wpatrywania się w jego grę – grę wielkiego Novaka Djokovicia. 

UDOSTĘPNIJ
Jarosław Truchan
Sympatyk sportów wszelakich, ale przede wszystkim tenisa, kolarstwa i biathlonu. Prywatnie ogromny fan Rogera Federera, Ronniego O'Sullivana oraz Realu Madryt.