Czy pięciu środkowych obrońców w kadrze zespołu grającego formacją z dwoma stoperami to dużo? Tak. Czy w Schalke były ważniejsze pozycje do wzmocnienia niż środek obrony? Tak. Czy mimo to transfer Todibo ma sens. Ależ oczywiście, że tak. Czemu? Przyczyn jest wiele.

Przede wszystkim – stan kadry

W zespole Schalke przed sezonem wydawało się, że środek obrony jest bardzo solidnie zabezpieczony. Podstawową parę stoperów stanowić mieli Nastasić i Sane, ściągnięto dodatkowo Kabaka, który w szerszej perspektywie miał prędko wskoczyć do wyjściowej jedenastki, a w ramach wsparcia pozostawał także Stambouli. Ponieważ z problemami zdrowotnymi zmagała się serbska połowa duetu obrońców, to zastępował go drugi kapitan Die Knappen. Już wtedy defensorzy nie dawali żadnych argumentów trenerowi Schalke, by wprowadzić jakiekolwiek zmiany. Sytuacja się jednak skomplikowała, gdy obaj doznali kontuzji… Sane i Stambouli wypadli na kilka miesięcy z dość poważnymi urazami, a David Wagner musiał sięgnąć po nieogranego w Schalke Kabaka oraz Nastasicia.

Coś się zmieniło? Otóż nie. Jakość w defensywie pozostała na najwyższym poziomie, a ściągnięty przed sezonem za 15 milionów euro Turek zaczął wyrastać na czołowego stopera całej ligi. Schalke pomimo wątpliwej jakości ataku i początkowych problemów z dobraniem idealnej taktyki imponowało solidnością w defensywie. Stare piłkarskie porzekadło mówi, że budowanie drużyny rozpoczyna się od obrony i ponieważ Wagner nie musiał w ogóle przejmować się tą formacją, mógł skupić się na organizacji gry pomocy i ataku. Można więc zatem wysnuć teorię, że to właśnie solidna obrona była kluczem Schalke do wykręcenia wyniku – bądź co bądź – ponad stan na półmetku sezonu. Problemy pojawiły się jednak, gdy w kadrze pozostał jeden zdrowy stoper (Ozan Kabak), a sztab drużyny z Zagłębia musiał wymyślać coraz to nowe rozwiązania na łatanie dziur w defensywie.

Pierwszy raz do gry nie-stoperem Wagner został zmuszony 7. grudnia w przegranym 1:2 meczu z Bayerem Leverkusen. Do końca rundy pozostały wówczas trzy spotkania, w których Schalke dysponowało tylko jednym stoperem. Na domiar złego kontuzji doznał grający obok Kabaka McKennie, więc na środek przesunięty został Oczipka. Poskutkowało to stratą punktów w meczach z Freiburgiem oraz Wolfsburgiem. I chociaż zastępcy nie byli bezpośrednimi winowajcami żadnej z bramek, to należy pamiętać, że ich gra na środku obrony wiąże się z dziurą i utratą jakości na naturalnej pozycji kolejno McKenniego i Oczipki.

Powyższe 320 słów dość jasno pokazuje, jaką drogę przeszła obrona Schalke – od monolitu z nie gorszymi rezerwowymi do desperacko łatanej sieci. A ponieważ Sane i Stambouli dalej nie są zdrowi oraz nie trenują z piłką, przyjście nowego stopera było niezbędne, żeby powtórki z końca rundy. Nastasić kojarzony jest z wątłym zdrowiem, a data powrotu ww. duetu jest nieznana. Nowy stoper? Ja, bitte.

Rzecz kolejna – transakcja

Jak już udało się ustalić – zdrowa obrona Schalke, to obrona dobra. Może nawet świetna – sam duet SaneKabak ma potencjał na bycie najlepszym w lidze, a na ławce pozostają bardzo solidni i posiadający inne zalety Nastasić oraz Stambouli. Może zatem wobec tego dla Die Knappen najlepsza opcją byłoby, tak jak rok temu, doraźne, półroczne wypożyczenie? Transakcja zadaniowa – zawodnik przychodzi na pół roku, łata dziury, dostaje kwiatki na pożegnanie i niedługo później nie pamięta, że w Gelsenkirchen w ogóle grał. Schalke natomiast po tym okresie wraca do swojej solidnej czwórki i trener ponownie musi brać tabletki na ból głowy, gdy przychodzi mu zmieścić w składzie maksymalnie dwóch.

Tak, byłoby to rozsądne rozwiązanie, ale obecne jest zdecydowanie lepsze. Todibo do Gelsenkirchen został wypożyczony na pół roku z opcją wykupu za 25 milionów euro. Jakie zatem tworzą się scenariusze?

Pierwszy – Todibo zalicza dobre wejście do klubu, gra regularnie, Schalke awansuje do europejskich pucharów i zostaje wykupiony.

Drugi – Todibo nie gra dużo, ale podopieczni Wagnera i tak są w stanie wywalczyć sobie promocję do europejskich rozgrywek. Jest zatem kasa, a Schneider już mówił, że jeśli będzie taka możliwość, to Francuz zostanie w klubie na stałe niezależnie od tego, ile w najbliższej rundzie występów zaliczy.

Trzeci – Todibo jest niewypałem pokroju Brumy, gra, gdy inni nie mogą i w gruncie rzeczy daje tyle, ile zawodnik z opisanej „transakcji zadaniowej”. Spełnia zatem plan minimum, Schalke nie decyduje się na wykup, a latem i tak ma czterech solidnych stoperów.

Dyrektor pionu sportowego w Gelsenkirchen, Jochen Schneider, rozegrał to zatem po mistrzowsku – zapewnił Schalke dobrego zawodnika na pół roku, który, jeśli się sprawdzi, może jedynie podnieść jakość defensywy. Jeśli nie – nie stanie się zupełnie nic.

Zaglądając dalej w przyszłość, letni transfer Todibo wiązałby się z odejściem jednego ze stoperów. Problem dobrobytu wciąż pozostaje problemem i nikt z serbsko-francusko-senegalskiego tercetu obrońców nie chciałby zasiąść na stałe na ławce. I tutaj pojawia się pierwsza perspektywa zarobku (a przynajmniej nie-straty) na transakcji z graczem Barcelony.

Salif Sane, jeden z, nie bójmy się tego określenia, najlepszych stoperów Bundesligi. Niedoceniany przez kibiców, ale wysoko ceniony przez ekspertów, do których grona zdecydowanie zaliczają się skauci klubów z Anglii. Niewykluczone, że w przypadku transferu definitywnego Todibo powrócą plotki o przenosinach Senegalczyka na Wyspy. Sane jest już dość doświadczonym, bo 30-letnim zawodnikiem, więc to ostatni moment dla Schalke, by na nim zarobić. A jak powszechnie wiadomo – o to w przypadku transakcji z Anglikami nietrudno. Perspektywa sprzedaży tego gracza za kwotę 20-30 milionów euro jest całkiem realna, a takie pieniądze byłby w stanie pokryć koszty transferu Todibo.

Inwestycją jest także samo kupno Francuza. Należy pamiętać, że ma 20 lat i status wybitnie utalentowanego stopera. Wydatek 25 milionów latem jest w szerszej perspektywie szansą na zarobek 50. Taką bowiem klauzulę odkupu posiada Barcelona. To jednak nie oznacza, że za dokładnie tyle Todibo, o ile jego rozwój pójdzie po myśli klubu i gracza, opuści Schalke. To jest minimum.

Komfort dla innych

W kontekście transferu głównego bohatera tego tekstu należy rozpatrzyć jeszcze jedno niepozorne nazwisko. Mowa tutaj o Omarze Mascarellu – nowym kapitanie i kluczowym zawodniku Schalke. Hiszpan od początku sezonu imponuje formą, sterując z pozycji numer 6 całym zespołem. Gdy on przyspiesza, przyspiesza Schalke, gdy zwalnia, zwalnia Schalke, gdy podaje do przodu, koledzy ruszają z szybką akcją, a gdy do tyłu, odbudowują formację i czekają na możliwość rozegrania piłki. Zadziorny pomocnik nie jest jednak robotem – poprzedni sezon Mascarella stał pod znakiem Laski Eskalupa i aż dziw bierze, że w obecnych rozgrywkach kontuzje omijają go szerokim łukiem. Gdyby jednak jakaś się zdarzyła, próżno szukać zastępcy w składzie.

Jedynym graczem w dotychczasowej kadrze Schalke, który mógłby wskoczyć w buty Hiszpana, jest Benjamin Stambouli. Francuz przychodził do klubu jako defensywny pomocnik, ale fatalnie sobie na tej pozycji radził i gdy wszyscy postawili już na nim krzyżyk, Domenico Tedesco postanowił przesunąć go do obrony. Tam odnalazł się znakomicie, a dyspozycję ustabilizował na tyle, że i powrót w razie potrzeby nie był problemem. Transfer Todibo przez najbliższe pół roku zwalnia jego rodaka z obowiązków w pierwszej linii przed bramkarzem i daje Wagnerowi znakomitego rezerwowego. Z jednej strony stopera, a z drugiej defensywnego pomocnika, którego Schalke do tej pory miało tylko jednego.

Oprócz tego sam zawodnik Barcelony może grać na tej pozycji, ale wydaje się, że do stylu Schalke bardziej pasują Mascarell i Stambouli.

I na koniec – symbol normalności

Tak, Jochen Schneider wprowadził w Schalke normalność. Zmiany są widoczne właściwie na każdej płaszczyźnie, ale nie ma sensu w tym miejscu roztrząsać tego tematu. Ważny jest jednak fakt, iż w Gelsenkirchen myśli się przyszłościowo. Nie ma bylejakości transferowej, nie ma Badstubera i Brumy, których w podobnych okolicznościach serwowali poprzedni dyrektorowie. I chociaż obaj panowie swoje zadania – z różnym skutkiem – spełnili, transakcje z ich udziałem były krótkowzroczne, nie dawały klubowi nic w szerszej perspektywie. Na wypożyczeniu Todibo Schalke może tylko zyskać. Ten ruch ma zatem dodatkowy, symboliczny wręcz wymiar – Die Knappen wciąż zgłaszają akces do europejskiej elity, a tego typu posunięcia są najlepszym możliwym sposobem do wyjścia na prostą – zarówno sportową, jak i finansową. Lepiej czasami podjąć drobne ryzyko – chociaż ta transakcja nie jest takowym obarczona – niż trwać w marazmie transferowym i ściąganiu półśrodków.

Wypożyczenie Todibo, a także przedłużenie kontraktów z kluczowymi zawodnikami skutkuje załataniem dziur, przez które z klubu uciekały pieniądze. W Schalke nie ma obecnie ani ryzyka straty finansowej przez odejście gracza po wygaśnięciu umowy, ani ogrywania nieswoich piłkarzy. Niby nic, ale poprzednie władze nie potrafiły zagwarantować nawet takich podstaw. Schalke zmierza zatem ku normalności, a transfery Kabaka czy Todibo (oba już za „czasów” duetu ReschkeSchneider) są symbolami powolnego zbaczania ze ścieżki ku przeciętności, na którą kurs ustawili słusznie zapomniani już w Gelsenkirchen Heldt czy Heidel.

UDOSTĘPNIJ
Krzysztof Bardel
"Redaktor naczelny" strony polskiego fanclubu Schalke - Schalke04.pl Poza tym fan ganiania za okrągłym balonem w wersji angielskiej, niemieckiej i polskiej :)