Reprezentacja Polski zremisowała z Chile B 2:2. Parafrazując słowa Adama Nawałki ten mecz dostarczył naszemu selekcjonerowi obszerny materiał do analizy. Gra zaprezentowana przez biało-czerwonych nie napawa jednak optymizmem. Do pierwszego spotkania na mundialu w Rosji pozostało 10 dni. Bicie na alarm będzie błędem, ale powodów do niepokoju jest kilka.

Po ponad tygodniu intensywnych zajęć w Arłamowie przyszedł czas na pierwszy sprawdzian z drużyną, która w teorii swoim stylem miała przypominać grupowego rywala – Kolumbię. W składzie Chile próżno było szukać liderów, mimo to w pierwszych fragmentach rywalizacji to podopieczni Ruedy dominowali. W grze biało-czerwonych widoczna była nerwowość, której przejawem było nieudane wybicie piłki przez Michała Pazdana. Pod nieobecność Kamila Glika, Pazdan miał pełnić rolę lidera defensywy, ale kompletnie sobie z tymi obowiązkami nie poradził. Można odnieść wrażenie, że bez Glika Pazdan traci pewność siebie, co przekuwa się na proste błędy.

Linetty i Zieliński zawiedli

Polacy w pierwszej połowie zagrali w ustawianiu 1-4-2-3-1. Po raz kolejny ustawienie z osamotnionym Lewandowskim okazało się niewypałem. Bardzo słabo wyglądali Karol Linetty oraz Piotr Zieliński. Pomimo zdobycia bramki, gracz Napoli przypominał piłkarza z Euro 2016, który nie był w stanie wziąć ciężaru rozgrywania akcji na swoje barki. Styl gry Piotrka w drużynie z Neapolu ewoluował, a występując obok Krychowiaka i rozpoczynając akcję w głębi pola, jest w stanie zaoferować naszej reprezentacji znacznie więcej.

Najlepiej wyglądamy w formacji 1-4-4-2

I tutaj rodzi się wniosek, że na MŚ Nawałka musi wrócić do gry w systemie 1-4-4-2. Druga połowa obnażyła słabości naszej gry przy wariancie z trójką środkowych obrońców. Starając się ubrać w ramy formację, w jakiej Polacy grali po zmianie stron, graliśmy 3-4-3, choć niektórzy twierdzą, że było to 3-5-2. Mniejsza o to, każdy oglądający ten mecz, widział nieporadność i brak pomysłu w postawie podopiecznych Adama Nawałki. Jedyna akcja warta uwagi to wymiana piłki między Teodorczykiem i Milikiem zakończona niecelnym strzałem napastnika Napoli.

Bednarek podołał

Najlepszym piłkarzem meczu w Poznaniu był Grzegorz Krychowiak. To defensywny pomocnik odebrał piłkę na połowie Chilijczyków, podał do Lewandowskiego, który pokonał bramkarza. Również przy drugiej bramce Krychowiak miał duży udział (przerzut piłki na skrzydło, błąd obrońcy i w konsekwencji trafienie Zielińskiego). Na duży plus zasługuje również Błaszczykowski. W grze Kuby absolutnie nie było widać braku rytmu meczowego, lecz pewność siebie i pełne zrozumienie z resztą zespołu.

Piłkarzem, którego występ z dużą uwagą śledziła cała Polska był Jan Bednarek. Gracz Southampton zdał egzamin dojrzałości. Oczywiście przy golu na 2-1 mógł zachować się lepiej, ale w tej akcji zawiodła cała defensywa z Piszczkiem na czele. W swoim drugim meczu w reprezentacji emanował pewnością siebie (z wyjątkiem pierwszych minut). Tak naprawdę nie ma wątpliwości, że z Senegalem wystąpi od pierwszej minuty.

Gorsze drugie połowy

Zjawiskiem, które najbardziej niepokoi, jest postawa Polaków w drugiej połowie. To kolejne spotkanie, gdy w pierwszej części spisujemy się lepiej, schodzimy na przerwę z prowadzaniem, a po zmianie stron czar pryska i pojawiają się jedynie demony słabej, wręcz beznadziejnej gry. W dekalogu naszego selekcjonera koncentracja to jedna z najważniejszych zasad, której w ostatnich meczach brakuje. Nie wiadomo z czego to wynika, ale jeśli Nawałka nie rozwiąże tego problemu, to trudno o sukces na Mistrzostwach Świata.

We wtorek Polacy zagrają z reprezentacją Litwy (relacja od 17:00 na kanale 1 Radio Gol). W pierwszej połowie prawdopodobnie wyjdziemy najmocniejszym składem i należy liczyć na to, że w tym spotkaniu zaprezentujemy się zdecydowanie lepiej. Mamy świadomość, że z dnia na dzień nasi reprezentanci będą zyskiwać świeżość. Być może sytuacja sprzed Euro 2016 znów zatoczy koło i na turnieju będziemy w najlepszej formie.

Kamil Wlazło