Polska bramka nigdy nie była bezpańska. Praktycznie każdy trener miał w swoim składzie pewniaka na tę pozycję. Dziś Adam Nawałka w przededniu mundialu ma problem, oczywiście nie wynikający z deficytu, bo to w naszym przypadku po prostu niemożliwe, ale bogactwa. Fabiański czy Szczęsny? Który z nich wyjdzie na mecz z Senegalem? Po piątkowym sparingu nadal wiemy tyle, co nic.

Kiedyś między słupkami stały takie postaci jak Jan Tomaszewski, Józef Młynarczyk, Adam Matysek, Jerzy Dudek, czy Artur Boruc. Biało-czerwoni zawsze wiedzieli, że jeśli rywal będzie groźny, to mimo nie zawsze najlepszej obrony, między słupkami stoi ktoś, kto da radę, nawet jeśli będzie musiał uwijać się z robotą, jak niejedna pszczoła na wiosnę. Dziś obronę mamy lepszą (choć możliwa nieobecność Kamila Glika może to negatywnie zweryfikować), a kto wie, czy i bramkarzy nie lepszych. Wybór pomiędzy Łukaszem Fabiańskim, a Wojciechem Szczęsnym to jeden z kilku wyborów, z którymi przyjdzie się zmierzyć Nawałce w najbliższych dniach.

Dobry sezon zakończony spadkiem

Tegoroczna kampania Swansea, Łukasza Fabiańskiego, zakończyła się spadkiem. Ekipa z Walii w przyszłym sezonie po raz pierwszy od 7 lat będzie występowała na zapleczu Premier League. Sezon zupełnie nie ułożył się po myśli Łabędzi, ale jak wypadł w nim nasz bramkarz? Polak zagrał we wszystkich 38 kolejkach od pierwszej do ostatniej minuty. Rozegrał 3.420 minut, w których puścił 56 bramek i 9 razy zachował czyste konto. Bilans niezbyt imponujący, ale skoro miał on przed sobą 4 lub 5 osobowy ser szwajcarski to nic dziwnego. Gdyby nie Łukasz, jego drużyna miałaba jeden z gorszych bilansów bramkowych w całej lidze, a w rezultacie straciła zaledwie 5 goli mniej od Arsenalu, który zakończył sezon na 6 miejscu! Jak to możliwe? A no tak, że nasz goalkeeper zanotował drugi wynik w angielskiej ekstraklasie, a trzeci spośród najlepszych pięciu lig europy, co do skutecznych parad. Fabiański interweniował z powodzeniem aż 136 razy. I choć jego drużyna pożegnała się z PL, to nie może on mieć sobie nic do zarzucenia, ponieważ swoją postawą udowodnił, że jest bramkarzem co najmniej bardzo dobrym. Dlatego były gracz Legii Warszawa i Kanonierów nie musi się martwić o przyszły sezon, bo prawdopodobnie zgłosi się po niego klub z najwyższej klasy rozgrywkowej w Anglii. Zresztą podobno już wpłynęła bardzo konkretna oferta z West Hamu, 13 zespołu minionej kampanii.

Nadspodziewanie wiele minut i dwa puchary na koncie

Na nieco innym biegunie “koczował” w tym sezonie Wojciech Szczęsny. Nie bez powodu użyłem tu tego słowa, ponieważ po mundialu ma on być numerem 1 w bramce Juventusu, a podczas swojego pierwszego roku był on zmiennikiem wielkiego Gianuligiego Buffona. Dlaczego inny biegun? Szczęsny, który podobnie jak Fabiański ma za sobą przeszłość w Legii i Arsenalu, jest zawodnikiem jednego z najlepszych klubów świata. Stara Dama w tym sezonie po raz 7 z rzędu została Mistrzem Włoch i po raz 4 z rzędu zgarnęła krajowy puchar, a poza tym dotarła do ćwierćfinału Champions League. W tym samym czasie Łukasz spadł z Premier League… Niemałą zasługę miał w tym bramkarz naszej reprezentacji. Wojtek wystąpił w 21 spotkaniach, w których wpuścił zaledwie 10 bramek i aż 14-krotnie zachowywał czyste konto. Liczby wyglądają rewelacyjnie i mimo zapewnień działaczy Juve przed sezonem, że Polak będzie grał dużo, nie wszyscy chyba spodziewali się aż tak wielu występów i to w dodatku nie zawsze z przeciętnymi rywalami. Szczena zagrał m.in. przeciwko Fiorentinie, Interowi, 2x Romie. Teraz stoi przed nim ogromne wyzwanie – wejść “w rękawice” najlepszego bramkarza w historii włoskiej piłki, a może i w ogóle historii piłki nożnej. Ten sezon i nauka u Gigiego pokazały, że może on podołać.

Różne doświadczenie, a i tak wychodzi remis

Obaj Panowie mają na swoim koncie wiele występów w reprezentacji Polski. Łukasz Fabiański ma ich 44, a Wojtek Szczęsny 34. Różnica jest niewielka. Jednak jeśli spojrzymy na doświadczenia, to tu mamy już pewne rozbieżności. Fabian był już na Mundialu, dwukrotnie na Euro, gdzie w 2016 został jednym z bohaterów, bo wskoczył do bramki za…Szczęsnego, który doznał kontuzji podczas pierwszego meczu biało-czerwonych. Podobnego pecha bramkarz Juventusu miał w trakcie Euro 2012, gdzie również w inaugurującym występy Polaków spotkaniu otrzymał czerwoną kartkę i nie zagrał już do końca turnieju. Łukasz ma więcej doświadczenia w wielkich meczach na turniejach, Wojciech z kolei w wielkich meczach w Lidze Mistrzów. Plusy i minusy w ich przypadku równoważą się niezwykle precyzyjnie.

Obaj Panowie są fachowcami w swoim zawodzie. Obaj gwarantują dużą jakość między słupkami. Kogo selekcjoner nie wybierze na numer 1 będzie to i tak słuszny wybór. Na pewno będzie nam potrzebny bramkarz, który pod nawałem pracy będzie w stanie sobie poradzić z interwencjami. Tu patrząc na Łukasza mamy pewność, co do tego, że da radę. Wojtek w tym sezonie nie miał zbyt wiele pracy, ale jeśli rywale już go zatrudniali to radził sobie wyśmienicie, więc można być pewnym, iż również jest gotowy. Jeśli ja miałbym wybierać, to skłoniłbym się w kierunku Fabiana. Śledzę bacznie jego karierę na wyspach i wiem, jak tam ciężko pracował na swoją “markę”. Kiedy trzeba było wejść do bramki na Euro, był w życiowej formie. Jest to tylko moja subiektywna opinia, bo nie będę ukrywał, Łukasza darzę ogromną sympatią. Jeśli Nawałka wybierze Szczęsnego, to łezka się zakręci. Absolutnie nie mam żadnych uprzedzeń do Wojtka – broń Boże! Wręcz przeciwnie, jest także jednym z moich ulubieńców spośród naszych reprezentantów. Cieszę się, że nie mi wybierać i to nie mój ból głowy. Bo wybierać między Goliatem, a Goliatem to ciężki orzech do zgryzienia. A Wy na kogo byście postawili?

PS: O karne się nie martwcie, Łukasz już nad tym pracował i obronił najwięcej spośród wszystkich bramkarzy w Premier League w minionym sezonie.

Aleksy Kiełbasa