Szukacie optymizmu, pocieszenia? Radzę od razu zamknąć kartę. Będzie znów życiowo, znów ze sportem. Dziś o tlenie dla każdego człowieka – o wierze w sukces, która jest bardzo ważna, ale i bardzo delikatna. Bo widzicie, wiara jest jak jajko.

Jeszcze raz mógłbym zmienić kształt
Rozpiąć skrzydła i frunąć nie zważając na strach
Jeszcze raz, przecież sposób znam
Tylko nie mam już siły
Tylko nie wiem jak
(“Piosenka pisana nocą”, tekst: Piotr Rogucki)

Czasem bywa tak, że życie nas budzi. To, co wydawało się być rzeczywistością, zostaje w tyle jak sen. Tymczasem trzeba żyć dalej, znaleźć jakiś nowy cel. I najważniejsze – chcieć. Każda porażka nieco podłamuje chęć dążenia dalej, frustruje. Człowiek jest bądź co bądź istotą na tyle mądrą, że jak ma dziesiąty raz spróbować osiągnąć coś, czego dotąd się nie udało, motywacja spada, bo boi się kolejnego rozczarowania. Chyba, że ma silną wiarę. Ale i ona po pewnym czasie upływa.

Obiecałem, iż nie będę pisał o kadrze już w tym tygodniu, bo tych tekstów macie już pewnie dość, ale czy nie macie wrażenia, że jest tak samo? Coś się buduje, pokonuje się kolejne etapy, przychodzi wiara, a na koniec czar pryska, balonik pęka. I tak już szósty raz w przeciągu 16 lat. A przecież hasła gotowe na „mecz o honor” znamy już przynajmniej od 12 wiosen! Odechciewa się wierzyć, kibice nie mają sił, a i turniej brzydnie w oczach. A przecież te w RPA i Brazylii były tak piękne, tak emocjonujące! Dlaczego nie jest tak teraz? A dlatego, że w poprzednich latach nasz czynnik dołujący został w domu. Dziś potrzeba przynajmniej dnia na podniesienie się po kolejnej porażce.

Zawsze powtarzam i widzę to – wiarę buduje sukces. To przecież normalne. Póki coś idzie zgodnie z planem, z oczekiwaniami, wierzymy, że cel zostanie osiągnięty. Spójrzcie na krzesełka żużlowej Motoareny! Pamiętam mecze fazy play-off, komplety na dwumeczu czy to z Falubazem czy też ze Stalą. Wsparcie było, stadion żył. Ostatnie półtora roku? Mizeria i to taka średnio doprawiona. Co się zatem stało? Get Well musiał walczyć o utrzymanie. Przeskok z TOPu na drugą połowę tabeli był dla kibiców zbyt dużym wstrząsem. Strach myśleć co byłoby po spadku.

Było piłkarsko, było żużlowo, czas na życie. Bo widzicie, w życiu też tak jest. W sferze prywatnej budujemy relacje (koleżeństwo, przyjaźń, miłość – wybierajcie, ale na pewno każdą z nich przerabialiście lub przerabiacie). Wszystko idzie zgodnie z planem, czasem jednak dzieje się coś, co te całe wyobrażenie o przyszłości rujnuje. I każdy ma poczucie winy, niezależnie od charakteru. W sferze zawodowej nabywamy umiejętności, zbieramy te wszystkie papierki, które mają pokazać jacy to cudni nie jesteśmy. Czasem się człowiek przebije, realizuje marzenia. Ale często też tak się nie dzieje. Często stawiamy wszystko na pewną szalę, ale ma efektów lub (co gorsza) efekty są złe. Mentalnie wówczas człowiek leży. Po chwili jednak wstaje, otrzepuje się i od nowa. I znów – część zaczyna lecieć, a część ponownie upada. Każdy jednak kolejny upadek, każde niepowodzenie, każda porażka jest boleśniejsza i coraz trudniej jest wstać. Człowiek boi się kolejnej, ma coraz mniej pozytywnych wizji. I tak jak przy tej naszej kadrze – czeka na „mecz o honor”, śpiewa „nic się nie stało”, ale już z coraz mniejszym przekonaniem. Część już nie wstaje. A Ci, którzy wstają zaczynają kolejne eliminacje. Eliminacje, w których nie ma podziału na koszyki. Można trafić na San Marino, Luksemburg, Liechtenstein i Andorę, a można i na Francję, Niemcy, Hiszpanię oraz Anglię. Niesprawiedliwe? Cóż, życie.

Chciałoby się zakończyć jakoś z nadzieją. Skończę jednak stwierdzeniem. Wiara jest jak jajko. Potrafi być naprawdę i smaczne i kolorowe (na Wielkanoc chociażby), ale każde kolejne uderzenie je uszkadza, każde pozostawia rysę. Najważniejsze jest to, by nie pozostawiło tego jajka miazgą.

Mateusz Dziopa

FOT.fot. Róża Koźlikowska
UDOSTĘPNIJ
Redaktor naczelny Radia Gol. Zakochany w żużlu, lubiący korfball, curling oraz whisky i kawę. Uwielbia ironię, sarkazm. Pisze także dla Przeglądu Sportowego, PoKredzie i Speedway Ekstraligi