Kibice wyzywający zawodników, rzecznik, który nie pomaga w tworzeniu pozytywnego wizerunku, trener odpowiadający w żenujący sposób, zawodnicy, którzy nie wytrzymują nacisku – to dzisiejszy obraz Falubazu. W Zielonej Górze nie dzieje się dobrze, a najważniejszy mecz sezonu już blisko.

Pressure pushing down on me
Pressing down on you no man ask for
Under pressure
That burns a building down
Splits a family in two
Puts people on streets
(Queen & David Bowie – Under Pressure)

Źle się dzieje w Zielonej Górze. Widmo spadku zajrzało w oczy na tyle głęboko, że ludzie dają upust najgorszym emocjom. Spora część kibiców postanowiła zwyzywać Grzegorza Zengotę, któremu nie wyszedł mecz w Grudziądzu, pomimo że przez większość sezonu prezentował niezłą dyspozycję i był ważnym ogniwem Falubazu. Warto tu podkreślić, że w żużlowym środowisku zielonogórscy kibice cieszą się renomą tych najwierniejszych. Niestety – walka o ekstraligowy byt nawet dla nich okazała się zbyt ciężka, a przynajmniej jej odsłona na stadionie GKMu.

Mentalnie pęka trener. Sezon w wykonaniu Adama Skórnickiego nie jest najwyższych lotów. Wszak wpływ na takie, a nie inne miejsce Falubazu miały też jego błędy taktyczne. Pretensje do szkoleniowca mają kibice i zawodnicy. Na pewno nie chciałbym być w jego skórze. Nacisk jest ogromny, co też powoduje wpadki. Owszem, presja może niszczyć, a niektóre pytania drażnić, ale odpowiadać w stylu szkoleniowca ekipy z Zielonej Góry po prostu nie wypada. Chciałbym tą wypowiedź określić inaczej, ale oprócz „chamstwa” nic innego nie przychodzi mi do głowy.

Boli mnie również działanie niektórych postaci z klubu. Według moich przekonań rzecznik powinien działać ku jego chwale, dbając o wizerunek. Tymczasem Pan Marcin Grygier nie dość, że odpowiada dość agresywnie na jakąkolwiek próbę krytyki, to jeszcze broni szkoleniowca po żenującej odpowiedzi, zrzucając winę na media. Protip dla tego Pana: oświadczenie z przeprosinami, bo niestety przez pewną wypowiedź na Twitterze, na odcięcie się od niej jest już za późno.

Ogromna presja zżera zawodników, zwłaszcza tych najmłodszych. Junior Falubazu, Mateusz Tonder, podczas ostatniego spotkania w Grudziądzu, trzykrotnie lądował na torze. Raz pociągnął za sobą jednego z liderów w tamtym spotkaniu – Piotra Protasiewicza. Na szczęście skończyło się na strachu. Kiedy jednak przypatrzymy tamtemu upadkowi, dostrzeżemy, że młodzieżowiec popełnił dość prosty błąd, którego dotąd unikał. Nie wierzę, że nie sprawiła tego głowa, którą po prostu stracił widząc jak przebiega spotkanie i wiedząc jaka jest jego stawka.

Falubaz to jednak tylko przykład. W ubiegłych latach podobne rzeczy działy się w Toruniu i Lesznie. Kluby z największymi żużlowymi tradycjami w Polsce nie dopuszczają myśli o tym, że zamiast walki o medale, może czekać je walka o utrzymanie w najlepszej lidze świata. Marzenie o wielkości i brutalne zderzenie z rzeczywistością frustruje klub, trenerów, zawodników i kibiców. Niestety, coraz częściej jedni dają tego upust w najgorszy możliwy sposób, co sprawia że sytuacja tylko się pogarsza.

W niedzielę największy test dla zielonogórzan. Test, który oddzieli ludzi wspierających ten klub od tych, którzy są z drużyną tylko przy tych dobrych chwilach. Akcja, w której całe miasto zachęca ludzi do przyjścia na stadion wygląda imponująco. Pytanie tylko jak będzie to wyglądało po 15. biegu?

FOT.fot. Rose Photography
UDOSTĘPNIJ
Redaktor naczelny Radia Gol. Zakochany w żużlu, lubiący korfball, curling oraz whisky i kawę. Uwielbia ironię, sarkazm. Pisze także dla Przeglądu Sportowego, PoKredzie i Speedway Ekstraligi