<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Archiwa napaść na Ukrainę - RadioGOL.PL</title>
	<atom:link href="https://radiogol.pl/tag/napasc-na-ukraine/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://radiogol.pl/tag/napasc-na-ukraine/</link>
	<description>W DRODZE PO EMOCJE!</description>
	<lastBuildDate>Tue, 22 Oct 2024 08:49:32 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://radiogol.pl/wp-content/uploads/2024/10/cropped-GOL-FAVICON-32x32.png</url>
	<title>Archiwa napaść na Ukrainę - RadioGOL.PL</title>
	<link>https://radiogol.pl/tag/napasc-na-ukraine/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Czego (nie) nauczył nas Jesse Owens</title>
		<link>https://radiogol.pl/wyroznione/czego-nie-nauczyl-nas-jesse-owens/</link>
					<comments>https://radiogol.pl/wyroznione/czego-nie-nauczyl-nas-jesse-owens/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[RadioGol]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 21 Apr 2022 13:48:19 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>
		<category><![CDATA[Wyróżnione]]></category>
		<category><![CDATA[Adolf Hitler]]></category>
		<category><![CDATA[Andriej Rublow]]></category>
		<category><![CDATA[Artiom Łaguta]]></category>
		<category><![CDATA[Berlin 1936]]></category>
		<category><![CDATA[Daniił Miedwiediew]]></category>
		<category><![CDATA[Gleb Czugunow]]></category>
		<category><![CDATA[Jesse Owens]]></category>
		<category><![CDATA[Luz Long]]></category>
		<category><![CDATA[napaść na Ukrainę]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://radiogol.pl/?p=64853</guid>

					<description><![CDATA[<p>Nie wiemy, jaka jest prawda, nie siedzimy ludziom w głowach. Pozostaje nam tylko wiara w dobro lub w zło.</p>
<p>Artykuł <a href="https://radiogol.pl/wyroznione/czego-nie-nauczyl-nas-jesse-owens/">Czego (nie) nauczył nas Jesse Owens</a> pochodzi z serwisu <a href="https://radiogol.pl">RadioGOL.PL</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>Berlin, 1936. Zapewne w tym momencie wzdrygnęli się miłośnicy sportu, zwłaszcza ci wierni idei olimpijskiej, a niekoniecznie wersji komercyjnej, zdecydowanie popularniejszej w naszych czasach. Wielka hańba Ruchu Olimpijskiego? Tak się przyjęło. Można debatować, czy pierwsza. Na pewno nie ostatnia, choć powinna być nauczką na przyszłość.<br /></strong></p>
<p>Konkurs skoku w dal mężczyzn. Zapewne wielu z was zna tę historię – czarnoskóry Amerykanin Jesse Owens kontra duma III Rzeszy, Luz Long. Wygrywa Owens. Kontekst rasistowskiej polityki ówczesnych Niemiec jest oczywisty. <em>„</em><em>Moglibyście przetopić wszystkie medale i puchary, które mam i nie dorównałby 24-karatowej przyjaźni, którą czułem do Lutza”</em> – powiedział po latach Amerykanin.</p>
<p>Gdyby jednak zobrazować to zdjęciem z podium – czarnoskórego Amerykanina, dyskryminowanego w swojej ojczyźnie z powodu koloru skóry, ale z wojskowym salutem podczas hymnu, a także Longa w geście salutu nazistów – wydaje się to teatrem absurdu. To zdjęcie nie jest tak znane, jak sama historia. Ile prawdy jest w tym, że Long pomógł Owensowi wygrać dobrymi radami? Są ślady wskazujące, że to tylko legenda – wymyślona przez Owensa właśnie dlatego, że przyjaźń pomiędzy nimi była prawdziwa. Podobno to w ostatnim liście do Owensa Long poprosił, żeby ten przyjechał kiedyś do Niemiec, spotkał się z jego synem i opowiedział o tym, jak dwoje ludzi na tym świecie może się przyjaźnić.</p>
<p>Czy to nie ciekawe? Nie wystarczył sam fakt – nigdy niepodważany – że Owens i Long, Afroamerykanin i „heilujący” przy nim na podium pilot Luftwaffe, byli serdecznymi przyjaciółmi. Owens miał tę historię jeszcze podkoloryzować – żeby ją uwiarygodnić. Przyjaźń powinna być taką zwykłą rzeczą, taka wielka nie miała wcale wielkiej historii, przysłowiowej „beczki soli”. Poznali się na zawodach, rywalizowali, jeden drugiemu pogratulował – nawet na oczach Hitlera, co, jak sam Owens podkreślał, wymagało wielkiej odwagi. Wystarczyło, aby Owens nie zwracał uwagi na wyciągniętą w nazistowskim pozdrowieniu rękę. On sam grał swój „teatrzyk” – salutował do hymnu kraju, który nim gardził nie mniej niż Hitler. „Gdy wróciłem do kraju, nadal nie mogłem zajmować miejsca na przodzie autobusu. Musiałem też wsiadać do niego tylnymi drzwiami” – opowiadał po latach. Obaj doskonale się rozumieli. Dzisiaj nikt nie ma wątpliwości – teatrzyk czy nie, ich przyjaźń była prawdziwa.</p>
<p>Co by się stało, gdyby te igrzyska nie odbyły się w Berlinie? Do późniejszych okrucieństw hitlerowskich zapewne i tak by doszło – może nawet wcześniej. Na pewno niejeden aspekt historii Owensa i Longa byłby mocno zatarty. Zapewne Long i tak pogratulowałby Owensowi, ale bez obecności Hitlera w loży Olympiastadion nie jest już to „gest wielkiej odwagi”. Czy narodziłaby się ta przyjaźń?</p>
<p>Może to właśnie dobrze, że te igrzyska odbyły się w Berlinie? Możemy wskazywać wiele przykładów hańby, dziś mówilibyśmy o tym w kategoriach „sportwashingu”, jak o igrzyskach w Soczi czy Pekinie. Ale dzięki tym igrzyskom świat wie jedno – obergefreiter Carl Ludwig „Luz” Long, pilot Luftwaffe, stojący na podium olimpijskim z ręką wyciągniętą w nazistowskim pozdrowieniu był po prostu dobrym człowiekiem. Historia przyjaźni Owensa z Longiem dotarła do nas prawdopodobnie w nieco zniekształconej już po śmierci Longa wersji. Dzisiaj przepływ informacji jest dużo szybszy. Widzisz heilującego Niemca na podium? Łatka przypięta do końca życia.</p>
<p>Dzisiaj nawet nie potrzeba gestów ani symboli. Nie trzeba mieć „Z” na dresie. Możesz być nawet obywatelem Polski i od dłuższego czasu wypowiadać się publicznie przeciwko Putinowi, jak Gleb Czugunow. Obrzucą cię wyzwiskami czy butelkami przy pierwszej okazji. Możesz opowiedzieć się publicznie przeciw wojnie, ale jeśli zrobisz to w sposób „dyplomatyczny”, jak Andriej Rublow („No war, please”), to usłyszysz wokół siebie jak echo cytat z tanga Maanamu – „to mało, to mało”. Nie daj Boże, jeśli opowiesz się przeciwko wojnie, a później usuniesz ten wpis, może w obawie o swoich bliskich, którzy zostali w tym nieludzkim kraju, zabraniającym swoim obywatelom bycia po prostu dobrymi ludźmi. Artiom Łaguta został w oczach wielu kibiców i niektórych dziennikarzy zwykłym koniunkturalistą. Nie trzeba być nawet Rosjaninem – wystarczy grać w rosyjskim klubie, już krzywo na ciebie patrzą.</p>
<p>Nie zamierzam wybielać ani igrzysk w Berlinie, ani tym bardziej nie odważyłbym się wybielać tego, co dzieje się teraz. Może faktycznie Rublow i Łaguta lawirują wokół tego, co dobre i co złe. Może gdy Daniił Miedwiediew mówił o tym, że „chciałby jak najszybciej zagrać pod flagą rosyjską” wcale nie przekazywał między wierszami tego, że to oznaczać będzie, że wojna skończona – może on faktycznie kocha ten zbrodniczy kraj? Może.</p>
<p>Nie wiemy też, czy dobrymi ludźmi byli pozostali niemieccy sportowcy startujący w 1936 roku w Berlinie. Może niektórzy wierzyli w Führera i III Rzeszę? Zapewne i tacy byli. Ale czy nie uderza was to, z jaką łatwością wydajemy sądy o ludziach, których podziwialiśmy przez lata, a teraz lekką ręką wykluczamy ich z naszej sportowej społeczności, nawet nie pytając o to, co myślą naprawdę, a co mogą pokazać? A może my się boimy tej odpowiedzi? „Mniej wiesz, lepiej śpisz!” Wygodniej nam stosować odpowiedzialność zbiorową – ewentualnych niesłusznie pokrzywdzonych wpiszemy w koszty – „bo tak trzeba było” – a nie wiemy, kto jest faktycznie niesłusznie pokrzywdzonym. Włączniki w krześle elektrycznym też są trzy – a działa tylko jeden.</p>
<p>Gest Longa wobec Owensa wymagał wielkiej odwagi – dziś oczekujemy takich „na pęczki”, choć nam samym jej brakuje (<span style="text-decoration: underline;">wiem, co mówię</span>). Ale chwilę później wykonał inny, hańbiący go gest. Mimo to określamy go jednoznacznie – na podstawie opowieści człowieka, który miał być jego nie rywalem, tylko wrogiem, a został przyjacielem.</p>
<p>Nie wiemy, kto popiera napaść na Ukrainę, bo jest zastraszony, kto ma „wyprany mózg”, a kto naprawdę wierzy w „specjalną operację wojskową”. Nie wiemy, kto milczy, bo się boi, kogo ta sprawa w ogóle nie interesuje (tak, są tacy ludzie bez uczuć – może nawet są szczęśliwsi w swoim świecie?), a kto nie chce się ujawnić, że popiera. Nie wiemy, kto naprawdę jest przeciwko tej napaści, a kto tylko koniunkturalnie próbuje przymilić się światu cywilizowanemu. Nie wiemy, jaka jest prawda, nie siedzimy ludziom w głowach.</p>
<p>Pozostaje nam tylko wiara w dobro lub w zło. Z tego samego gestu możemy wyczytać koniunkturalizm albo szczerość – w jedną lub drugą stronę. Możemy też dojrzeć niepewność tego drugiego człowieka i odczytać ją również dwojako – strach czy wola przeczekania. Interpretacja zawsze zależy od odbiorcy – może się mylić. Ale to, jak zinterpretuje dane słowo czy gest, świadczy tylko o nim.</p>
<blockquote>
<p>„Chcę znów wierzyć w miłość,<br />Mieć siłę, by wstrzymać łzy,<br />Mieć prawo do walki/życia,<br />Znów dotknąć gwiazd,<br />Zatrzymać czas.”</p>
</blockquote>
<p> </p>
<p>Autor: Wojciech Nowakowski<br />Foto: Bundesarchiv, Bild 183-G00630 / Autor nieznany / CC-BY-SA 3.0, via Wikimedia Commons</p>
<p>Artykuł <a href="https://radiogol.pl/wyroznione/czego-nie-nauczyl-nas-jesse-owens/">Czego (nie) nauczył nas Jesse Owens</a> pochodzi z serwisu <a href="https://radiogol.pl">RadioGOL.PL</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://radiogol.pl/wyroznione/czego-nie-nauczyl-nas-jesse-owens/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
