No, to lecimy dziś totalnym tabloidem. Wśród obecnych na tej stronie tekstów o spoconych facetach, chciałbym wyłożyć Wam kilka refleksji o kobietach. Wprawdzie pisanie o kobietach z celem mija się tak bardzo jak Liverpool od 1990 roku. Niemniej jednak temat kobiet w piłce nożnej okazuje się dość istotny.

Ooo… riana! Najważniejszy letni transfer Juventusu.

O tym, że do bianconerich dołączył Cristiano Ronaldo już wiecie. Żaden news. Nie jest tajemnicą, że CR7 potrafi grać w piłkę i będzie szalenie istotny dla Juve. Na pewno strzeli sporo bramek masakrując większość drużyn przeciwnych. W moich oczach jednak, istotniejszym wzmocnieniem ekipy Maxa Allegriego jest nowa dziewczyna Paulo Dybali – Oriana Sabatini. Tak, to ta Pani której zdjęcie skłoniło Was do kliknięcia w ten felieton. O, ta:

Dwudziestodwuletnia piosenkarka, modelka i aktorka rodem z Argentyny. Trzeba przyznać, że utalentowana. No chyba nie spodziewaliście się, że jest neurochirurgiem, hmm? Dlaczego uważam ją za czynnik, który pozytywnie wpłynie na grę Paulo Dybali, a w efekcie na siłę Juventusu? Aby to zrozumieć wymażmy na moment z głów obraz Paulo jako geniusza, piłkarskiego pół-boga z drugiego końca świata. Wyłączmy „gwiazdę z telewizji”, a w jego miejsce wciśnijmy młodego chłopaczka w fajnym domu. Gościa takiego jak Wy i ja. Dokładnie takiego, jakiego Mateusz Święcicki i Filip Kapica przedstawili w swojej produkcji.

Otóż ten właśnie sympatyczny Paweł Dybała lat ma dwadzieścia cztery, zarabia górę pieniędzy i znajduje się pod jedną z największych presji spośród profesjonalnych piłkarzy. Kibice Juve oczekują, że chłopaczyna w każdym meczu będzie czarował i wręcz wymyślał futbol na nowo. Trzeba znaleźć jakiś wentyl bezpieczeństwa, lub inaczej – trzeba zbudować solidny fundament, który pod tym naciskiem ani drgnie. Ludzka psychika w toku ewolucji czy też socjalizacji, wykształciła niewygodny mechanizm budowania takiego fundamentu poprzez tworzenie grup. Od społeczeństw, czy grup koleżeńskich, aż do najmniejszych i najefektywniejszych – rodzin. Czujecie do czego zmierzam? Choć na pierwszy rzut oka ciężko w to uwierzyć Oriana Sabatini jest bystrą, zaradną, ułożoną dziewczyną. Wobec tej sytuacji Paulo, chłopak o polskich korzeniach zdaje się kultywować dawną, polską myśl szkoleniową – żeńcie się, róbcie dzieci, a trener się Wami zajmie. Pochwalam. Zresztą nie tylko ja, bo wagę małżonek w karierze piłkarzy podkreślał wielokrotnie chociażby Sir Alex Ferguson, o czym za chwilę.

Rozumiecie już zapewne, że tak zdolnemu chłopcu z ambicjami, z presją oczekiwań nic nie zrobi tak dobrze jak „zabezpieczenie tyłów”. Satysfakcja, którą daje budowanie relacji z partnerką i spokój wynikający z budowania własnej rodziny z pewnością przełożą się na ogólną radość z życia Paulo, o co w sporcie wbrew pozorom nie jest tak łatwo. Komfort psychiczny pozwoli osiągnąć stuprocentowe skupienie na wykonywanym zawodzie i być może wskoczyć na jeszcze wyższy poziom umiejętności. W razie niepowodzeń i zmęczenia Sabatini umożliwi zapewne zatracenie się w sztuce… wypoczywania. Bądź co bądź, ona sama ze sportem od dziecka jest za pan brat – jest siostrzenicą Gabrieli Sabatini, świetnej argentyńskiej tenisistki przełomu lat 80. i 90. Rakieta!

Przez serce do głowy – Cathy Ferguson.

Jeśli wierzyć mediom i samemu Fergusonowi jego żona Cathy Ferguson jest podstawą dwudziestu sześciu lat sukcesów Manchesteru United pod jego… czy też jej wodzą. „My rządzimy światem, a nami rządzą kobiety” przeczytać możemy w Pieśni IV Ignacego Krasickiego (choć mógłbym przysiąc, że widziałem ten cytat przypisany Winstonowi Churchillowi!). W przypadku United za pontyfikatu Fergusona cytat ten idealnie obrazuje sytuację. Dość napisać, że Sir Alex nie mógł w domu mówić o pracy, trzymać na widoku swoich trofeów, a nawet czytać tekstów związanych ze sportem! Pani Ferguson jest też jedyną osobą, która „suszarkę” funduje mężowi, nie zaś, pada jej ofiarą. Podobno legenda Manchesteru do dziś besztana jest przez żonę za przyjęcie w 1999 roku tytułu szlacheckiego. Wspaniała kobieta.

Wymienione wyżej zachowania małżonki bez wątpienia przełożyły się na sukces Fergusona. Nie miał możliwości, aby zatracić się w pracy, czy wypalić. Od zawarcia małżeństwa w roku 1966 cały czas jest „pod prądem”. Wreszcie to właśnie dla żony podjął decyzję o tym by zejść ze sceny i trzeba przyznać, że wybrał na to bardzo dobry, chyba najlepszy moment. Przez wiele lat jednak odwlekał przejście na emeryturę popierając to twierdzeniem, że w domu Pani Cathy wykończy go ględzeniem już od siódmej rano.

Jednak nie tylko prywatne relacje z żoną pomagały w solidnej pracy dla Czerwonych Diabłów. Wedle tego, co zawarte w książce „Być liderem”, Sir Alex wykorzystywał partnerkę jako narzędzie w utrzymywaniu i pielęgnowaniu relacji z piłkarzami i tych właśnie piłkarzy dziewczynami, żonami i kochankami. Pani Ferguson odpowiedzialna była za kojenie dziewcząt tęskniących za przebywającymi na zgrupowaniach zawodnikami. Pomagała zrozumieć presję jaka ciąży na ich partnerach i doradzała jak podejść do niego i specyfiki jego pracy, by wytrzymać trudy kolejnych sezonów. Cathy Ferguson pomagała też zrozumieć mężowi zachowania zawodników. Rio Ferdinand na przykład, wspomina w swojej autobiografii sytuację, kiedy po rozmowie z żoną menedżer postanowił odwołać nałożoną na niego wcześniej karę. Ferguson zmienił decyzję! Niebywałe.

Takich zabiegów nie może się raczej spodziewać Oriana ze strony małżonki Massimiliano Allegriego. On akurat z żoną Glorią rozstał się przed dwudziestoma laty, zaś wysłanie do szatni Juve córki – Valentiny Allegri z całą pewnością doprowadziłoby do kompletnego rozluźnienia. Polecam cieplutko.

O mamo! Ależ bramka!

Logicznym jest, że matki piłkarzy nie są obecne w mediach tak intensywnie jak ich dziewczyny i żony. Zrozumienie dlaczego tak się dzieje jest proste, lecz jeszcze prostszą do zrozumienia jest rola odgrywana przez matki w karierze piłkarza. Ktoś przecież tym wszystkim gladiatorom i Neymarom uświadamiał co dobre, a co złe. Ktoś uczył ich biegać, ktoś karmił i ktoś prowadzał na treningi. Niedawno świat obiegł wywiad z Romelu Lukaku, który wspominał swoją matkę rozcieńczającą mleko wodą, aby synowie nie zauważyli skraju biedy na jaki znalazła się rodzina. Będąc obarczonym tego typu wspomnieniami wstydem byłoby dawanie z siebie zaledwie 99% na boisku. Przykładów cudownych, wspierających matek jest w sporcie dokładnie tyle ilu jest sportowców. Słowem zakończenia wróćmy do tytułu tego tekstu „Matki, żony i kochanki”. Kolejność absolutnie nie jest tu przypadkowa. Tak jak bez żon nie byłoby kochanek, tak bez matek nie byłoby żon. To że bez żon nie byłoby karier, już ustaliliśmy, matematyka w tym przypadku jest bardzo prosta.

Bartosz Brzoskowski

ŹRÓDŁO2angrymen.tv/
FOT.Oriana Sabatini Instagram
UDOSTĘPNIJ
Zakochany w futbolu student Psychologii w Biznesie. Wąbrzeźnianin. Komentarz sportowy & Marketing w Radio Gol