Szalony szturm Huberta Hurkacza w Indian Wells dobiegł końca. Polak nie zdołał skutecznie przeciwstawić się swojemu wielkiemu idolowi – Rogerowi Federerowi. Legendarny Szwajcar zagrał bardzo pewnie i praktycznie przez cały czas kontrolował przebieg wydarzeń na korcie. Wrocławianin momentami zachwycał i wypracował sobie kilka szans, ale nie zdołał wykorzystać żadnej z nich. Kalifornijska publiczność doceniła jednak umiejętności perspektywicznego Polaka i pożegnała go owacjami na stojąco. Mecz zakończył się niekorzystnym dla Hurkacza rezultatem 6-4, 6-4, ale całokształt jego występu na kortach twardych kompleksu Indian Wells zasługuje na słowa uznania. Młody tenisista czyni coraz większe postępy i na wyrównanym poziomie rywalizuje z najlepszymi zawodnikami świata.

Mistrz nie wybacza potknięć

Początek spotkania wyglądał obiecująco. Hurkacz wydawał się być spokojny, a Federer nie zachwycał. Przy własnym serwisie Szwajcar przypomniał jednak, że jest w wybornej dyspozycji. Otwarcie trzeciego gema wywołało na widowni zasłużone owacje, kiedy Polak rozrzucił rywala, kończąc akcję efektownym zagraniem przy siatce. Wrocławianin asem serwisowym doprowadził do stanu 2-1. Po chwili Federer wyrównał gemem wygranym “na sucho”. 22-latek znalazł się w trudnej sytuacji gdy po podwójnym błędzie serwisowym Szwajcar zaskoczył go atomowym returnem. Federer pewnie wykorzystał pierwszą szansę na przełamanie. Następnie wygrał przy swoim podaniu, by ustalić wynik seta na 4-2.

Polak nie bez problemów zapisał na swoim koncie kolejnego gema. Sympatyków Hurkacza cieszyć mógł fakt, że coraz lepiej wyglądała jego dyspozycja w polu serwisowym. Mimo to, przeciwnik nie zwalniał tempa. Przy stanie 5-3 wrocławianin serwował, by utrzymać się w secie. Właśnie wtedy podczas jednej z wymian popisał się cudownym minięciem po crossie. Gema wygrał w równie widowiskowy sposób, gdy atakującego przy siatce Federera zmusił do błędu agresywnym passing-shotem. To utytułowany Szwajcar cieszył się jednak przewagą przełamania. Nadzieja na walkę w końcówce pojawiła się, gdy Federer popełnił dwa niewymuszone błędy przy własnym podaniu. Po chwili zawodnik rozstawiony z numerem 4. odrobił straty i wypracował pierwszą piłkę setową. Hurkacz wydobył się z tarapatów, ale przy drugim match-ballu posłał piłkę w aut. 

Przebłyski to za mało

Po krótkiej przerwie zawodnicy wrócili na kort. Hurkacz znów pewnie rozpoczął, ale po dwóch dobrych akcjach popełnił podwójny błąd serwisowy. Następnie posłał piłkę na minimalny aut. Mimo chwil grozy przy stanie po 30 udało mu się zwycięsko zakończyć gema. Federer nadal imponował, nie pozwalając rywalowi na zagrożenie break-pointem. Polakowi dużo trudniej przychodziła gra przy własnym serwisie. Młody tenisista był skupiony i waleczny, ale jego idol stawiał mu arcytrudne warunki. Returnujący Szwajcar nakładał na podającego olbrzymią presję. W ten sposób doprowadził do drugiej w meczu szansy na przełamanie. W kluczowym momencie wymiany Hurkacz posłał piłkę w siatkę, a jego rywal wyszedł na prowadzenie 2-1.

Po kilku minutach przy stanie 30:15 Polak znów wytrzymał bardzo wymagający atak rywala i zachwycił publikę precyzyjnym lobbem. Jeszcze więcej uznania wywołała kolejna wymiana, w której wrocławianin miał przewagę sytuacyjną. Popełnił jednak błąd taktyczny, pozwalając przeciwnikowi na wybronienie się w krytycznym położeniu. W efekcie nie udało  mu się zagrozić serwisowi Szwajcara. W szóstym gemie drugiego seta Polak miał okazję na przełamanie powrotne dzięki nieoczekiwanym błędom tenisisty z Bazylei. Federer błyskawicznie podniósł  jednak poziom gry i opanował sytuację. Na tablicy widniał wynik 4-2. Hurkacz pokazał charakter, kiedy ponownie zdołał przetrwać kunsztowną konstrukcję ofensywy doświadczonego rywala. Nie pozwolił sparaliżować się niebezpieczeństwem kolejnego break-pointa, ale przełamanie z początku partii nadal owocowało niekorzystnym wynikiem. W dziesiątym gemie pojawiła się ostatnia dla Polaka szansa na odwrócenie losów spotkania. Hurkacz zagrał odważnie i zdobył break-pointa. Federer wybronił się jednak bez większych problemów, by następnie wykorzystać pierwszą piłkę meczową. Utytułowany Szwajcar jutro wystąpi w półfinale zawodów. Naprzeciw niego stanie zwycięzca meczu Khachanov-Nadal. Jeśli uda mu się pokonać następnego rywala będzie miał okazję powalczyć o swój 101 tytuł mistrzowski w cyklu ATP Tour.

fot. bnpparibasopen.com

UDOSTĘPNIJ
Natalia Kupsik
Redaktor Radia Gol zajmująca się głównie tematami związanymi z tenisem i siatkówką. Niereformowalna fanka Rogera Federera ze słabością do gorzkiej czekolady. Na co dzień studiuje prawo w Poznaniu. Od zakupów woli mecze siatkarskiej reprezentacji, a w wolnych chwilach myśli o smaku wimbledonowskich truskawek.