W sobotę odbył się ostatni górski etap tegorocznej edycji wyścigu Vuelta a Espana. Swoją dominację w górach potwierdził Richard Carapaz, który odniósł swoje trzecie etapowe zwycięstwo. Natomiast koszulkę lidera bez problemów obronił Remco Evenepoel, gwarantując sobie tym samym triumf w  klasyfikacji generalnej.

Organizatorzy przedostatniego dnia rywalizacji na hiszpańskich szosach przygotowali dla kolarzy prawdziwe wyzwanie. Peleton tego dnia miał do pokonania aż pięć górskich premii, z których trzy nosiły rangę pierwszej kategorii. Kluczowy miał być podjazd pod Puerto de Cotos, po którym następował niespełna 10-kilometrowy odcinek prowadzący na metę. Co prawda w „generalce” wszystko było już praktycznie rozstrzygnięte, lecz walka o etapowy triumf zapowiadała się pasjonująco.

Proces formowania się ucieczki dnia był dość długi i trwał do zjazdu z pierwszego wzniesienia (ponad 35 kilometrów po starcie). Odjazd był dość liczny, bowiem w jego skład weszło ponad dwudziestu kolarzy, w tym min. Thibaut Pinot, Richard Carapaz, Sergio Higuita, Hugh Carthy, czy Jesus Herrada. Taki stan nie trwał zbyt długo, bowiem już przed kolejnym podjazdem (Puerto de Navafira) Marc Soler oraz Robert Stannard postanowili zaatakować i oddalili się od pozostałych uciekinierów na mniej więcej minutę. Podczas wspinaczki zawiązała się nowa grupa liderująca, w której składzie tym razem jechało tylko pięciu kolarzy (do Solera i Stannarda dojechali Pinot, Muhlberger oraz Mader). Ta grupa wzbogaciła się o kolejne trzy nazwiska na podjeździe pod Puerto de Canencia (trzeciej tego dnia premii górskiej) – byli to Carapaz, Valverde i Higuita. Jednakże niedługo później goniący zdołali dojechać do liderującej ósemki i powróciliśmy do punktu wyjścia – z przodu ponownie jechała duża grupa.

Kluczowym momentem okazało się przedostatnie wzniesienie, czyli Puerto de la Morcuera – to właśnie wtedy na atak zdecydował się Louis Meintjes. W ślady za reprezentantem Republiki Południowej Afryki poszli Carapaz oraz Higuita, którzy wraz z kolarzem Intermarche-Wanty-Gobert zdołali odjechać rywalom (na krótko dołączył do nich również Robert Gesink). U podnóża ostatniego podjazdu na tegorocznej Vuelcie czołowa trójka miała około 40 sekund przewagi nad goniącymi. Długo z przyśpieszeniem nie krył się Ekwadorczyk, który już na początku około 10-kilometrowego wzniesienia szarpnął tempo dzięki czemu zgubił Meintjesa. Z przodu pozostali więc już tylko dwaj kolarze z Ameryki Południowej. Ich przewaga nad resztą stawki, czyli grupą lidera, która zdołała dogonić pościg) wahała się, momentami schodziła do mniej niż 20 sekund, ale prowadzący wciąż dzielnie walczyli w nadziei na końcowy triumf.

Tuż przed premią górską wszystko na jedną kartę postawił kolarz INEOS-Grenadiers, który zaatakował i zostawił z tyłu swojego rywala. Płaski teren jaki pozostał do mety nigdy nie sprzyja samotnej jeździe, lecz Carapaz zdołał utrzymywać się za peletonem. Z grupy postanowił ruszyć Thymen Arensman, lecz atak młodego Holendra wydawał się za późny zwycięzca jednego z poprzednich etapów nie miał dużych szans na odrobienie kilkudziesięciu sekund do Richarda.

Carapaz dał radę i na metę wjechał 8 sekund przed drugim Arensmanem. „Lokomotywa” udowodnił swoją wielkość w górach, bowiem sobotnie zwycięstwo było jego trzecim etapowym łupem na tegorocznej Vuelcie. Po problemach w pierwszym tygodniu Ekwadorczyk może ostatecznie zapisać tegoroczną edycję wyścigu dookoła Hiszpanii do udanych.

Wraz z zakończeniem dwudziestego etapu poznaliśmy również najlepszego górala wyścigu, którym został sobotni triumfator. Zwycięstwo w klasyfikacji punktowej odniósł natomiast Mads Pedersen. Zwycięzcą tego najważniejszego zestawienia został oczywiście Remco Evenepoel – Belg nie krył swojego wzruszenia na mecie.

Niedziela będzie dniem świętowania, w trakcie którego zostanie rozegrany klasyczny etap przyjaźni z metą w Madrycie gdzie o zwycięstwo powalczą sprinterzy.

UDOSTĘPNIJ
Jarosław Truchan
Sympatyk sportów wszelakich, ale przede wszystkim tenisa, kolarstwa i biathlonu. Służbowo zawsze obiektywny, prywatnie ogromny fan Rogera Federera, Ronniego O'Sullivana oraz Realu Madryt.