W piątek odbył się dziewiętnasty etap tegorocznego wyścigu dookoła Hiszpanii. O wygranej na odcinku ze startem  i metą w mieście Talavera de la Reina zdecydował końcowy sprint, w którym najlepiej poradził sobie Mads Pedersen.

Tego dnia kolarze nie mieli przed sobą trudnego zadania. Na zaledwie 138-kilometrowej trasie znalazły się co prawda dwa podjazdy drugiej kategorii (oba pod Puerto del Pielago), lecz szczyt ostatniej wspinaczki został wyznaczony na ponad 40 kilometrów przed metą. Piątek zapowiadał się więc jako dzień odpoczynku, w trakcie którego specjaliści od jazdy pod górkę dostaną wolne, a przedostatni raz o triumf zawalczą sprinterzy (oczywiście tylko ci, którzy przetrwają trudności czyhające  na peleton trudności).

Mimo profilu dającego nadzieję na powodzenie odjazdu, próżno było szukać chętnych do ucieczki dnia. Ostatecznie na jazdę przed główną grupą zdecydowało się zaledwie trzech kolarzy: Ander Okamika, Jonathan Caicedo oraz Brandon McNulty. Odjazd bardzo szybko zakończył się niepowodzeniem – czołowa trójka została wchłonięta przez peleton jeszcze przed końcem drugiego podjazdu.

O zwycięstwie miał więc zadecydować finisz z peletonu. Do walki o wygraną nie mogli się włączyć wszyscy z najgroźniejszych sprinterów biorących udział w 77. edycji Vuelty – trudy piątkowych wspinaczek przerosły bowiem min. Tima Meliera oraz Kadena Grovesa. Na ostatnich kilometrach karty na czele stawki rozdawała ekipa Trek-Segafredo, która wzorcowo rozprowadziła swojego najlepszego sprintera. Mistrz świata z 2019 roku odniósł tym samym swój trzeci triumf w wyścigu oraz umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji punktowej, w której ma aż 205 punktów przewagi nad drugim Fredem Wrightem.

UDOSTĘPNIJ
Jarosław Truchan
Sympatyk sportów wszelakich, ale przede wszystkim tenisa, kolarstwa i biathlonu. Służbowo zawsze obiektywny, prywatnie ogromny fan Rogera Federera, Ronniego O'Sullivana oraz Realu Madryt.