W niedzielę odbyła się dziewiąta część ścigania podczas tegorocznej hiszpańskiej Vuelty, która zakończyła pierwszy, nieco przedłużony tydzień zmagań. Zwycięzcą etapu kończącego się na szczycie krótkiego podjazdu został Louis Meintjes.

Podczas dziewiątego dnia rywalizacji peleton miał do pokonania 171 kilometrów prowadzących z Villaviciosy do Les Praeres. Na trasie ulokowano łącznie cztery wzniesienia, lecz kluczowy miał być ostatni podjazd prowadzący na metę. Cztery kilometry wspinaczki o średnim nachyleniu wynoszącym 13% miały rozstrzygnąć o wszystkim – zarówno o zwycięstwie etapowym, jak i o wyglądzie klasyfikacji generalnej po pierwszym tygodniu ostatniego z wielkich tourów. Wiele wskazywało na to, że szansę na etapowy triumf dostaną uciekinierzy, a kibice będą mieli okazję do obejrzenia „dwóch wyścigów”.

Odjazd nie mógł się zawiązać przez ponad godzinę jazdy. Ataków próbowali wtedy tacy kolarze jak np. Thomas De Gendt, lecz akcje te były kasowane przez peleton, a właściwie przez ekipę lidera, czyli Quick-Step Alpha Vinyl. Ucieczkę dnia utworzyło w sumie dziesięciu zawodników, wśród których znaleźli się Louis Meintjes, Dylan van Baarle, czy Samuele Battistella. Początkowo wśród harcowników znalazł się również Thymen Arensman, który tracacił zaledwie 3 minuty i 18 sekund do Remco Evenepoela w klasyfikacji generalnej. Holender szybko powrócił jednak do grupy lidera, w wraz z nim z grona uciekających uciekło największe (i jedyne) zagrożenie dla „watahy”, dzięki czemu pozostała dziewiątka mogła spokojnie kontynuować jazdę nie obawiając się o to, że peleton będzie chciał trzymać ją na krótkiej smyczy.

Przewaga ucieczki zaczęła więc stopniowo rosnąć i w szczytowym momencie osiągnęła około pięć minut. Taka różnica pomiędzy grupami dawała pewność tego, że zwycięzcą etapu zostanie ktoś z czołowej dziewiątki. To, co na trasie działo się przed dojechaniem do podnóża Les Praeres z pewnością nie zapisze się w historii kolarstwa. Samo określenie „działo się” jest w tym przypadku sporym nadużyciem, bowiem senna atmosfera bardziej sprzyjała niedzielnej poobiedniej drzemce, aniżeli uważnemu śledzeniu rywalizacji. W ucieczce próżno było o walkę na premiach górskich, na których komplet punktów zgarnął Robert Stannard (było to jednak za mało do przegonienia w klasyfikacji górali swojego kolegi z ekipy Jay’a Vine’a). Wszystko miało się rozstrzygnąć na ostatnich czterech kilometrach, które wiodły pod ostrą górę.

Jeszcze przed rozpoczęciem finałowej wspinaczki ataku z odjazdu spróbowali Janssens oraz Battistella.  Kluczowy moment nastąpił jednak już na podjeździe pod Les Praeres, gdy do przodu ruszył Meintjes. Reprezentant Republiki Południowej Afryki z łatwością wyprzedził jadącą przed nim dwójkę i zaczął samotny rajd po etapowy triumf. W kontekście walki o zwycięstwo nic później się nie działo – kolarz Intermarche-Wanty-Gobert bez problemów przejechał ostatnie kilometry i odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w trzytygodniowym wyścigu.

O wiele ciekawsze rzeczy na ostatnim podjeździe działy się za plecami niedzielnego zwycięzcy. Mocne tempo w gronie liderów sprawiło, że już na początku finałowej wspinaczki z główną grupą pożegnali się min. Pavel Sivakov, Carlos Rodriguez oraz Simon Yates. Kolarska rzeź prowadzona przez kolarzy ekipy lidera spowodowała, że gdy Remco Evenepoel został osamotniony na ostatnim wzniesieniu, obok niego jechało tylko trzech rywali: Enric Mas, Primoz Roglic oraz Juan Ayuso. Taki obrót spraw wskazywał na to, że Belg znajduje się w świetnej dyspozycji, jest pewny siebie i planuje zaatakować po powiększenie swojej przewagi w „gemeralce”. I tak się faktycznie wydarzyło – Remco ruszył na trzy kilometry przed końcem podjazdu zostawiając za swoimi plecami wszystkich rywali. Największy kryzys dopadł wtedy trzeciego w klasyfikacji generalnej Słoweńca. Fenomenalna postawa lidera wyścigu sprawiła, że Evenepoel na metę wjechał 32 sekundy przed Ayuso, 42 przed Masem oraz 58 przed Roglicem.

To, co w końcówce dziewiątego etapu wyczynił Remco, z pewnością udowodniło, że jest gotowy do osiągnięcia wielkiego wyniku w trzytygodniowym wyścigu. Belg w niedzielę dał niewiarygodny pokaz swojej mocy i zmusił nas do zaprzestania myślenia o nim jako liderze tymczasowym, a upatrywania w kolarzu Quick-Step Alpha Vinyl kandydata do zwycięstwa w Vuelta a Espana 2022/ W klasyfikacji generalnej 22-latek powiększył swoją przewagę do minuty i 12 sekund nad drugim Masem oraz prawie dwóch minut nad trzecim Roglicem.

Na kolarzy czeka teraz zasłużony dzień przerwy. Na wiele pytań dotyczących układu sił dostaniemy odpowiedź już we wtorek, gdy zawodnicy zmierzą się z jazdą indywidualną na czas.

UDOSTĘPNIJ
Jarosław Truchan
Sympatyk sportów wszelakich, ale przede wszystkim tenisa, kolarstwa i biathlonu. Służbowo zawsze obiektywny, prywatnie ogromny fan Rogera Federera, Ronniego O'Sullivana oraz Realu Madryt.