Hiszpan Jesus Herrada wygrał piątkowy etap kolarskiej Vuelty. Kolarz Cofidisu był częścią kilkuosobowej ucieczki, której udało się dojechać na metę przed peletonem.

Siódmy odcinek prowadził z Camargo do Cistierny i liczył 191 kilometrów. Pomimo solidnej trudności w postaci dziewiętnastokilometrowego podjazdu prowadzącego na premię górską pierwszej kategorii, nic nie wskazywało na włączenie się do walki kolarzy wysoko sklasyfikowanych w „generalce” – Puerto de San Glorio kończyło się bowiem na 60 kilometrów przed metą. Najprawdopodobniejszym scenariuszem był więc sprint z okrojonego peletonu lub walka o pierwszy etapowy łup dla uciekinierów.

Nic więc dziwnego, że do przodu ruszył solidny odjazd, w którym znaleźli się: Samuele Battistella, Fred Wright, Jesus Herrada, Harry Sweeny, oraz Jimmy Janssens. Nie była to co prawda najliczniejsza grupa, lecz przy wspólnej i mocnej pracy harcownicy mieli szansę na wypracowanie bezpiecznej przewagi do tego, aby powalczyć o triumf. Kluczowy w tym kontekście był ostatni podjazd – jeśli po jego zakończeniu różnica pomiędzy grupami byłaby spora, notowania odjazdu natychmiastowo by wzrosły.

Gdy stawka przejechała Puerto de San Glorio, myśli wszystkich fanów kolarstwa oglądających relacje moglibyśmy streścić w słynnym stwierdzeniu Sokratesa: „Wiem, że nic nie wiem” – około dwie minuty straty, jakie peleton miał wtedy do prowadzących to było jednocześnie za dużo aby przesądzać o losach ucieczki, ale i za mało by uczestnicy odjazdu byli pewni dojechania na ulice Cistierny przed główną grupą. Określeniem, jakie najlepiej oddawałoby emocje towarzyszące ostatniej fazie wyścigu, była niepewność.

Owa niepewność ciągnęła się aż do ostatnich metrów. Przewaga uciekinierów spadała z każdym kilometrem, ale nie drastycznie – na 10 kilometrów do końca obie grupy dzieliła minuta. Od tego momentu zaczęło się przeciąganie liny – gdy peletonowi udawało się uszczknąć parę sekund, jadący z przodu odpowiadali. Wszystkiego byliśmy pewni, gdy na ostatnim kilometrze przewaga czołowej piątki nad resztą wynosiła około 40 sekund. Rozpoczęło się wtedy słynne kolarskie czarowanie.

Jako pierwszy ruszył Wright. Wczesna akcja Brytyjczyka początkowo przynosiła efekty, lecz tuż przed kreską wyprzedziła go dwójka Battistella-Herrada. Włoch i Hiszpana na metę wjechali niemal jednocześnie, kamera filmująca z przodu nie dawała pewności kto został zwycięzcą. Dopiero po obejrzeniu powtórki z helikoptera wszystko stało się jasne – mocniejszy okazał się Herrada, który odniósł tym samym swój drugi triumf na Vuelcie.

Po raz pierwszy w 77. Edycji hiszpańskiego wyścigu po etapie nie doszło do zmiany lidera. Czerwoną koszulkę utrzymał Remco Evenepoel.

Ósmy etap będzie kolejnym sprawdzianem dla specjalistów od jazdy po górach. 153 kilometry pełne wzniesień 2. i 3. Kategorii oraz finałowy podjazd liczący ponad 10 kilometrów z pewnością przyniosą pasjonującą walkę zarówno o zwycięstwo, jak i wśród pretendentów do wygrania klasyfikacji generalnej.

UDOSTĘPNIJ
Jarosław Truchan
Sympatyk sportów wszelakich, ale przede wszystkim tenisa, kolarstwa i biathlonu. Służbowo zawsze obiektywny, prywatnie ogromny fan Rogera Federera, Ronniego O'Sullivana oraz Realu Madryt.