Przez ostatnich kilka dni na brak emocji w rozgrywkach tenisa ziemnego z całą pewnością nie mogliśmy narzekać. Zarówno w cyklu WTA, jak i ATP działo się naprawdę wiele, a widzowie z całego świata byli świadkami przełomowych pod pewnymi względami rozstrzygnięć. Oto kilka najważniejszych faktów, które należy odnotować.

Piętnastolatka na którą czekaliśmy… piętnaście lat

Szerokiej publiczności znana od czasu popisu na tegorocznym Wimbledonie Coco Gauff w niedzielę dokonała kolejnego przełomowego wyczynu. Na kortach twardych w austriackim Linz młoda Amerykanka po raz pierwszy w karierze sięgnęła po tytuł mistrzowski cyklu głównego WTA. A osiągnęła to w nietypowych okolicznościach, po drodze łamiąc kolejne życiowe rekordy. Wystarczy przypomnieć, że w pierwszej rundzie omal nie wystąpiła. Nie udało jej się przecież przebrnąć się ostatniego etapu kwalifikacji, a do turniejowej drabinki “wskoczyła” za sprawą rezygnacji z gry kontuzjowanej Marii Sakkari. Podarowaną przez Greczynkę szansę Coco wykorzystała w najlepszy możliwy sposób.

Od pierwszej rundy pewnie pokonywała kolejne rywalki, notując zwycięstwa z faworyzowanymi przeciwniczkami bez straty seta. Na etapie ćwierćfinału po raz pierwszy w karierze wygrała z zawodniczką czołowej dziesiątki rankingu (ósmą na świecie Kiki Bertens), a ostatecznie zameldowała się w debiutanckim finale tej rangi. Już na tym etapie Gauff mogła opuszczać Linz z podniesioną głową, ale zdołała dokonać jeszcze więcej. W walce o trofeum pokonała zwyciężczynię French Open sprzed dwóch lat – Jelenę Ostapenko i stała się najmłodszą od czasów Nicole Vaidisovej mistrzynią turnieju WTA. Na tak imponujący wyczyn czekać musieliśmy od piętnastu lat.

“Zanim rozegrałam pierwszy mecz w ramach głównej drabinki tata powiedział mi, że nie mogę przegrać dwa razy w tym samym turnieju – wspominała ze śmiechem – Jestem pewna, że nie sądził, że to zajdzie tak daleko i zostanę mistrzynią, ale wygląda na to, że miał rację.”

Poza historycznym osiągnięciem oraz gratyfikacją pieniężną Coco zainkasowała także sporo rankingowych punktów. Dzięki temu będzie miała okazję zadebiutować w czołowej setce świata, a jeszcze na początku bieżącego roku plasowała się ponad pięćset pozycji niżej.

“Rosyjska maszyna” zepchnęła z podium Federera!

Po drugiej stornie półkuli, w Szanghaju kolejne już w tym roku momenty chwały świętował z kolei Daniil Medvedev. Rosyjska sensacja ostatnich miesięcy nie zwalnia tempa i po raz szósty z rzędu wystąpiła w wielkim finale turnieju cyklu ATP Tour. 23-letni tenisista po raz kolejny udowodnił, że zamierza dokonać poważnych roszad w światowym rankingu. Trofeum wywalczył pokonując w ostatnim w tym roku meczu na azjatyckich kortach twardych Aleksandra Zverevea 6-4, 6-1, ale szanghajski sukces ma dla niego dużo poważniejsze znaczenie. 

Zaledwie rok temu Medvedev odpadł w tym samym turnieju na etapie drugiej rundy, kiedy okazał się słabszy od Rogera Federera. Tym razem w pewnym sensie udało mu się zrewanżować utytułowanemu Szwajcarowi, choć na korcie panowie się nie spotkali. Dzięki triumfowi w trzecim z rzędu turnieju rangi Masters 1000 Rosjanin nie tylko utrzymał się na pozycji czwartego zawodnika globu, ale też awansował na najniższy stopień podium w prestiżowym zestawieniu “Race to London”. Dotychczas pozycja ta przypadała w udziale właśnie Federerowi, który jednak na etapie ćwierćfinału musiał uznać wyższość urodzonego w Hamburgu finałowego rywala Medvedeva. Jednocześnie Rosjanin przełamał swoistą dyktaturę  “wielkiej trójki”, zostając pierwszym w historii zawodnikiem spoza elitarnego klubu, który z Szanghaju wyjechał z pucharem mistrzowskim.

Roszady na szczycie

Tegoroczna rywalizacja na szanghajskich kortach przyniosła za sobą także inne, bardzo istotne dla tenisowego świata konsekwencje. Kiedy swoje ćwierćfinałowe spotkania przegrali nieoczekiwanie dwaj rozstawieni z jedynką i dwójką zawodnicy, jasnym okazało się, że nie pozostanie to bez wpływu na zestawienie rankingu ATP. Chociaż w najbardziej prestiżowym azjatyckim turnieju nie wystąpił Rafael Nadal, Hiszpan już teraz może cieszyć się z mającego nastąpić 4. listopada powrotu na fotel lidera.

Urodzony na Majorce zawodnik wycofał się z gry w chińskim Mastersie m.in. z powodu drobnego urazu nadgarstka. Do jego rezygnacji  z gry w znacznej mierze przyczyniła się także zbliżająca się ceremonia ślubna. Odpoczywający od rywalizacji Rafa nie ryzykował jednak zupełnie nic, ponieważ rok temu jesienią także pauzował. Tym samym nie musiał martwić się o obronę rankingowych punktów.

Awans na  pierwsze miejsce zapewnił mu mu Stefanos Tsitsipas, który paradoksalnie jeszcze w styczniu sam przegrał z Hiszpanem w półfinale Australian Open. Grek “odwdzięczył” mu się z kolei zwycięstwem nad popularnym Nole, uniemożliwiając Serbowi obronę szanghajskiego trofeum. Mimo to, należy przypomnieć, że różnice punktowe pomiędzy Serbem a Hiszpanem są niewielkie. O tym kto zakończy sezon na najwyższej pozycji przekonamy się zatem najprawdopodobniej dopiero podczas londyńskiego Nitto Finals.

fot.źródło: https://www.tennisworldusa.org

UDOSTĘPNIJ
Avatar
Redaktor Radia Gol zajmująca się głównie tematami związanymi z tenisem i siatkówką. Niereformowalna fanka Rogera Federera ze słabością do gorzkiej czekolady. Na co dzień studiuje prawo w Poznaniu. Od zakupów woli mecze siatkarskiej reprezentacji, a w wolnych chwilach myśli o smaku wimbledonowskich truskawek.