Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka
Źródło: commons.wikimedia.org | fot. Filip Bossuyt

Rok 2020 miał być jednym z najważniejszych w życiu dla wielu lekkoatletów – za sprawą igrzysk olimpijskich w Tokio, czy też mistrzostw Europy w Paryżu. Poprzez pandemię nastąpiło wiele zmian. Igrzyska zostały przełożone na 2021 rok, a mistrzostwa Europy całkowicie odwołano. W związku z tym imprezą docelową dla reprezentantów Polski stały się mistrzostwa kraju we Włocławku. 

To właśnie do nich w Bydgoszczy przygotowuje się Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka.

Najważniejsze będą mistrzostwa Polski we Włocławku. Nie chcę wyjeżdżać za granicę, jeśli nie ma takiej potrzeby. Po co w dobie pandemii ryzykować? My mamy bardzo dobrą infrastrukturę i znakomity poziom krajowej rywalizacji na 400 metrów

– powiedziała w rozmowie z Polską Agencją Prasową. 

W ostatnich miesiącach zaszło wiele zmian w życiu lekkoatletki. W październiku 2019 roku wyszła za mąż. Zmieniła także trenera, bo choć jej współpraca z Tomaszem Lewandowskim układała się bardzo dobrze, nie przedłużył on kontraktu z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki. Teraz Wyciszkiewicz-Zawadzka współpracuje z Iwoną Baumgart, która trenuje także swoją córkę, Igę. 

RELACJA Z TRENERKĄ

Oczywiście to relacja specyficzna, ale ja wiedziałam, jak ona wygląda i w co się włączam. Jeździłyśmy już wcześniej razem na zgrupowania i obserwowałam, jakie są relacje treningowe mamy i córki. Dla mnie było jasne od samego początku, że nie chcę w nie wchodzić. Każda z nas ma swoją pracę do wykonania, a mi się świetnie współpracuje z panią trener

 – powiedziała zawodniczka OŚ AZS Poznań.

Z Igą Baumgart-Witan od lat dogaduje się znakomicie. Zawsze mieszkały razem na zgrupowaniach, przyjaźniły się i nawet teraz, razem trenując na co dzień, wolny czas również spędzają wspólnie. Rywalizacja pojawia się tylko na bieżni, ale po minięciu mety zawsze sobie gratulują.

Jak zdecydowałyśmy się na współpracę z panią Iwoną, to wiedziałam jedno – nie chcę wchodzić między matkę i córkę. I też jasno chcę powiedzieć, że nigdy nie poczułam się gorzej traktowana czy pominięta. Współpraca jest super, a ja doskonale rozumiem, że Iga czasami potrzebuje więcej uwagi

– przyznała Wyciszkiewicz-Zawadzka. 

WZLOTY I UPADKI

Wyciszkiewicz-Zawadzka kilka lat temu uznawana była za jeden z największych lekkoatletycznych talentów. Mówiono o niej, że jest pracowita, zadziorna i ma wszelkie predyspozycje, by przez lata zdominować bieg na 400 m. Niestety stało się inaczej. W wieku 21 lat pokonała jedno okrążenie w 51,31 i od tamtej pory nie poprawiła tego wyniku. Ciągłe problemy zdrowotne zahamowały jej karierę.

Udało jej się „wystrzelić” dopiero w mistrzostwach świata w Dausze. W sztafecie zmierzono jej czas poniżej 50 sekund. Okazało się, że przejście do trenera Tomasza Lewandowskiego było strzałem w dziesiątkę. Tą współpracą nie cieszyła się jednak długo. Szkoleniowiec nie podpisał kontraktu z PZLAWyciszkiewicz-Zawadzka musiała szukać kolejnego rozwiązania. Takim sposobem trafiła pod skrzydła Iwony Baumgart.

Trening jest przemyślany, płynny, ciągły. Dobrany pode mnie z uwzględnieniem tego, w jakiej jestem danego dnia kondycji fizycznej i psychicznej. A co najważniejsze – widać efekty. Czuję się rewelacyjnie i mam nadzieję, że pokażą to też zawody

– zaznaczyła halowa wicemistrzyni świata w sztafecie (2018).

DECYZJA ZAPADŁA

Wyciszkiewicz-Zawadzka nie ma zamiaru w tym roku kusić losu i chce startować tylko w kraju. Teraz jest na zgrupowaniu w Bydgoszczy, potem czeka ją jeszcze obóz w Cetniewie i w sierpniu chce pojawić się na bieżni.

Najważniejsze będą mistrzostwa Polski we Włocławku. Nie chcę wyjeżdżać za granicę, jeśli nie ma takiej potrzeby. Po co w dobie pandemii ryzykować? My mamy bardzo dobrą infrastrukturę i znakomity poziom krajowej rywalizacji na 400 m

 – oceniła.

Z powodu pandemii wypadły lekkoatletom wszystkie imprezy docelowe. Najpierw przełożono igrzyska w Tokio o rok, a później postanowiono odwołać mistrzostwa Europy w Paryżu.

A może taki pusty sezon każdemu się przyda? To dobry czas na regenerację i wypróbowanie nowych bodźców treningowych. Nie ma oczywiście pewności, czy za rok coś się zmieni i czy rozegranie igrzysk będzie możliwe, ale jeśli wszyscy będziemy umieli utrzymać reżim sanitarny i będziemy świadomi, jak na siebie uważać, to powinno być dobrze

– dodała Wyciszkiewicz-Zawadzka.

Zwróciła też uwagę, że pandemia nadal jest, bo krzywa zachorowań w Polsce się nie wypłaszcza, a mimo wszystko powoli wszystko wraca do życia.

Bardzo ważne jest, jak sami o siebie dbamy i kim się wokół otaczamy. Trzeba wypracować pewne kompromisy, by można było spróbować wrócić do normalnego życia, ale jednocześnie być świadomym tego, że zagrożenie nadal jest. I właśnie my, sportowcy, powinniśmy być na to wyczuleni, bo tak naprawdę nie wiemy, jakie skutki ma zachorowanie na Covid-19 i jakie będą tego konsekwencje. Choroba ta atakuje płuca, czyli jeden z najważniejszych organów dla sportowców

– podsumowała.

Lekkoatletyczne Mistrzostwa Polski odbędą się w ostatni weekend – 28-30 sierpnia.

Źródło: sportowefakty.wp.pl

ZOBACZ TAKŻE: Portland: Rekordowe biegi długodystansowców

UDOSTĘPNIJ
Kamila Helwak
Studentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na UWM w Olsztynie.