Nie udało się sprawić sensacji w meczu otwarcia polskich szczypiornistów na Mistrzostwach Europy. O pierwsze punkty w grupowej tabeli faworyzowana reprezentacja Słowenii musiała jednak ciężko powalczyć. Zawodnicy Patryka Rombla zagrali bez kompleksów, ale po szaleńczej końcówce nie zdołali doprowadzić do wyrównania.

Z nadzieją przed drugą połową

Od początku spotkania zdobywanie bramek dużo łatwiej przychodziło zawodnikom ze Słowenii. Podopieczni Patryka Rombla, który podobnie jak dziewięciu jego zawodników debiutował na Mistrzostwach Europy mozolnie budowali kolejne akcje, ale nawet kiedy udawało się przedrzeć przez szczelną defensywę rywali, ze zmiennym szczęściem znajdowali drogę do siatki. Tymczasem przeciwnicy imponowali skutecznością w ataku i szybko wyszli na prowadzenie 4-1. Nasi reprezentanci nie pozwolili jednak na powiększenie dystansu punktowego. Impuls do odrabiania strat dały m.in. skuteczna indywidualna akcja ze środka Macieja Pilitowskiego oraz kontra Przemka Krajewskiego.

Od tego momentu Polacy utrzymywali kontakt punktowy, a być może udałoby się im nawet wyrównać, gdyby nie fenomenalna postawa słoweńskiego bramkarza  – Klemena Ferlina. Poza kilkoma efektownymi robinsonadami w polu oraz ryzykownym przechwytem w odpowiedzi na próbę kontrataku, popisał się on także obroną dwóch rzutów karnych. Polakom nie można było odmówić waleczności w defensywie, dzięki czemu wynik oscylował wokół remisu. Poza tym sprawiło to, że gwiazdy drużyny przeciwnej takie, jak Dean Bombac czy Miha Zarabec nie mieli okazji rozwinąć skrzydeł i zdominować przebiegu spotkania. W polskim ataku szczególnie dobrze spisywali się z kolei obrotowy – Dawid Dawydzik oraz kreujący grę zza linii siedmiu metrów Maciej Majdziński i Szymon Sićko. Wiele opanowania i doświadczenia w trudnych momentach wnosił do reprezentacji 33-letni Krajewski. Pierwsza połowa zakończyła się dla Polaków nieudaną próbą wrzutki, ale wynik dawał nadzieje na walkę o korzystne rozstrzygnięcie. Do przerwy przegrywali oni ze Słoweńcami różnicą zaledwie dwóch goli.

Walecznie ale nerwowo…

Krótko po powrocie na parkiet faworyci ruszyli do odbudowywania bezpiecznego dystansu punktowego. W ich bramce nadal imponował Ferlin, ale naprawdę niebezpiecznie zrobiło się dopiero po serii błędów po obu stronach.  To rywale szybciej uporządkowali swoją grę i odskoczyli aż na cztery punkty.  Niemoc w szeregach naszych reprezentantów przełamał skuteczną interwencją w bramce Adam Morawski, a za ciosem poszedł w kontrataku Arkadiusz Moryto. Kiedy perfekcyjnym trafieniem z lewego skrzydła popisał się Krajewski starta stopniała do trzech punktów. Słoweńcy nie pozwolili jednak przeciwnikom na rozpędzenie się . Na piętnaście minut przed końcem spotkania na tablicy widniał wynik 20-15. Co gorsza w jednej z akcji urazu kolana doznał Krajewski, a boisko opuścił w asyście lekarzy.

Kiedy wydawało się, że sytuacja jest bardzo trudna nadszedł moment spadku koncentracji po stronie Słoweńców. Przytrafiły się im niedokładności, a po jednym z przechwytów Rafał Przybylski zanotował widowiskowe trafienie przez pół boiska. Przy stanie 21-18 skrzydłowego Słowenii ponownie zatrzymał Adam Morawski, ale Polacy nie wykorzystali szansy na zdobycie dziewiętnastego gola. W odpowiedzi to rywale celnie rzucili z siódmego metra odbudowując pięciopunktową przewagę.

Podopieczni Rombla nie stracili wiary i na nieco ponad trzy minuty przed końcową syreną po przechwycie Gębali zdobyli bramkę na 25-22. Mimo imponującej walki nie udało im się doprowadzić do remisu, ale dali kibicom nadzieję na to, że w trakcie rozgrywek o Mistrzostwo Starego Kontynentu dostarczą im jeszcze wiele emocji.  Przypomnijmy, że od kilku lat zespół nie występował na poważnych międzynarodowych turniejach, a starania o powrót do rywalizacji na najwyższym światowym poziomie stały się dla polskiego handballu priorytetem.

Na drugi ogień gospodarze

Dziś z całą pewnością mieliśmy okazję obserwować najlepszy występ polskich piłkarzy ręcznych od lat. Jak podkreślał selekcjoner drużyny na wyniku zaważyły w przeważającej mierze liczne błędy oraz nerwowość w rozgrywaniu kluczowych akcji. Mimo to Patryk Rombel zapewnił, że jego podopieczni chcą grać na najwyższym poziomie, a ze spotkania na spotkanie będą wymagali od siebie coraz więcej. Już w niedzielę czeka ich kolejny test. Około godziny 16 staną do walki z jednym ze współgospodarzy zawodów – Reprezentacją Szwajcarii. Jeżeli ich postawa w zbliżającym się starciu będzie przypominać tą  z meczu otwarcia, może okazać się, że wbrew przed turniejowym spekulacjom biało-czerwoni zapewnią widzom się dawkę naprawdę dobrego handballu.

fot. źródło: sport.radiozet.pl/ fot. Lukasz Kalinowski/East News

UDOSTĘPNIJ
Natalia Kupsik
Redaktor Radia Gol zajmująca się głównie tematami związanymi z tenisem i siatkówką. Niereformowalna fanka Rogera Federera ze słabością do gorzkiej czekolady. Na co dzień studiuje prawo w Poznaniu. Od zakupów woli mecze siatkarskiej reprezentacji, a w wolnych chwilach myśli o smaku wimbledonowskich truskawek.