Gdy majowe słońce świecące nad trasami Giro d’Italia dawno już zaszło, a kurz po Tour de France na dobre opadł na francuskie drogi, światowy peleton staje przed trzecim, zdecydowanie najbardziej niedocenianym z wielkich tourów. Vuelta a Espana bez wątpienia skrywa w sobie perłę wyjątkowości – nie budzi wielkiego zainteresowania wśród szerszej publiki, media nie mówią o niej w takim stopniu jak robią to przy okazji TdF i Giro, ale jednocześnie hiszpańskie ściganie zawsze jest niezwykle zacięte i interesujące. Vuelta to kolarski odpowiednik Kopciuszka, który na początku sezonu jest traktowany jako „ten trzeci” i nikt nie przywiązuję do niego uwagi, a gdy przychodzi jego czas, błyszczy na balu, w którym biorą udział wszystkie wyścigi świata.

Kolarski kalendarz przepełniony jest prestiżowymi imprezami o niezwykle bogatej historii. Gdy przychodzi wiosna, kibice emocjonują się wyścigami monumentalnymi oraz klasykami rozgrywanymi w Belgii i Holandii, po czym nadchodzi maj i oczy wszystkich skupione są na Giro d’Italia. Następnie  czas na absolutną kulminację popularności kolarstwa, czyli na Tour de France – największy i najbardziej medialny wyścig w roku, o którym słyszą nawet ci, którzy z tym sportem na co dzień nie mają nic wspólnego. Później obecność kolarstwa w przestrzeni publicznej znacznie maleje, a przecież do rozegrania jest jeszcze jeden, „ten trzeci” Tour. I niewątpliwym plusem Vuelty jest to, że hiszpański wyścig rozgrywany jest właśnie jako ostatni z trójki trzytygodniowych imprez. W każdej z nich bierze udział 176 zawodników, a wygrywa tylko jeden. Ponadto w trakcie całego sezonu zawodników trapią przeróżne kontuzje i urazy, a zakłócenie w przygotowaniach powoduje, że nie wszyscy przyjeżdżają do Włoch i Francji w optymalnej formie. Mentalność sportowca budzi więc żądzę rewanżu. A czy jest lepsza ku temu okazja niż kończąca sezon na wielkie wyścigi etapowe Vuelta? I w taki oto sposób na początku niewielu z wielkich garnie się do udziału w hiszpańskim wyścigu ze względu na inne cele w sezonie, a gdy nadchodzi czas zgłaszania przez ekipy kolarzy i ci, którym nie poszło w Apeninach i Pirenejach głodni sukcesu decydują się wystartować w imprezie rozgrywanej na przełomie sierpnia i września, wielkie nazwiska na listach pojawiają się niczym grzyby po jesiennym deszczu. Vuelta to wyścig, którego nikt nie chce, ale każdy w nim startuje. A brak medialności porównywalnej z Tour de France i Giro to jej broń, ponieważ ściganiu po Hiszpanii nie towarzyszy sztuczność, a rywalizacje obserwują wyłącznie prawdziwi kibice kolarstwa, którzy relację włączają nie przez przypadek.

Trasa

Tym razem również nie będzie odstępstwa od reguły, w myśl której tegoroczne wielkie toury zaczynają się dzień wcześniej niż zwykle. Giro d”Italia stratowało z Węgier, Tour de France z Danii, a trzy początkowe etapy Vuelty będą miały miejsce w Holandii. Pierwsze trzy etapy w kraju van Gogha wymuszą dodatkowy dzień przerwy na transport w głąb Półwyspu Iberyjskiego i aby koniec wyścigu nastąpił w niedzielę, będzie on musiał zacząć się w piątek 19 sierpnia.

Początek rywalizacji będzie wyjątkowy, jak wyjątkowa jest cała Vuelta a Espana, bowiem po raz pierwszy od trzech lat kolarze na wielkim tourze zmierzą się z jazdą drużynową na czas, która będzie liczyła 23 kilometry i zostanie rozegrana w Utrechcie. W kolejnych dniach peleton pokona dwa zupełnie płaskie etapy będące idealną okazją dla sprinterów, po czym opuszczą Holandię. Wjazd do Hiszpanii będzie oznaczał pojawienie się lekkich podjazdów, które wypełnią trasę wtorkowego i środowego etapu. Pierwszy sprawdzian dla liderów nastąpi w czwartek – meta 6. etapu

Została bowiem usytuowana na końcu 12-kilometrowego podjazdu. Podobnie będzie w sobotę i niedzielę, gdy odcinki również zakończą się po wspinaczkach.

Drugi tydzień zmagań otworzy licząca ponad 31 kilometrów jazda indywidualna na czas z Elche do Alicante. Na środę organizatorzy przygotowali dzień wytchnienia dla górali i zupełnie płaski etap wydający się być idealną okazją dla sprinterów. W czwartek i sobotę decydujące role odegrają specjaliści od jazdy po górach – na końcu etapów numer 12. i 14. zostały ulokowane premie górskie pierwszej kategorii. Jeśli ktoś myśli, że na koniec drugiego tygodnia kolarze dostaną okazję do rozkoszowania się ostatnimi chwilami hiszpańskiego lata, jest w błędzie. Tego dnia z pewnością dowiemy się, kto przegrał wyścig – wszystko za sprawą 22-kilometrowej wspinaczki pod Alto Hoya de la Mora, która nosi rangę ponad wszelkimi kategoriami. Po niedzielnym piekle nastąpi dzień odpoczynku.

Ostatnia część rywalizacji rozpocznie się od sprinterskiego etapu, po którym nastąpi odcinek zakończony 10-kilometrowym podjazdem. Czwartek ponownie będzie okazją na zwycięstwo dla lubiących jazdę pod górkę, a po piątkowym etapie przelotowym zostanie rozegrany odcinek, który powinien uformować ostateczny kształt klasyfikacji generalnej – będzie nim 175-kilometrowa przeprawa z Moralzarzal do Puerto de Navacerrada, z pięcioma górskimi premiami (w tym trzema pierwszej kategorii) na trasie. Tegoroczny wyścig Vuelta a Espana zakończy klasyczny etap przyjaźni z metą w Madrycie. Na ulicach stolicy Hiszpanii o triumf powalczą sprinterzy.

Uczestnicy

Wśród nazwisk pretendentów do zwycięstwa w całym wyścigu najczęściej wymienia się Primoza Roglica, który w Hiszpanii czuje się jak w domu (wygrywał Vueltę trzy razy z rzędu, a czwarty triumf wysunąłby go na samodzielne prowadzenie w tej klasyfikacji). Ponadto Słoweniec będzie chciał sobie powetować niepowodzenie na Wielkiej Pętli, z której wycofał się na skutek obrażeń. To mocno skomplikowało przygotowania Roglicia do trzeciego z wielkich tourów – Primoz wznowił swoje treningi niedawno i z pewnością nie stanie na stracie pierwszego etapu w takiej dyspozycji, jaką prezentował w przeszłości na tym wyścigu.

Jego plany o czwartym z rzędu wjechaniu do Madrytu w czerwonej koszulce będzie chciało pokrzyżować spore grono kolarzy – na czele „grupy pościgowej” z pewnością możemy umieścić zwycięzcę Giro Jaia Hindleya, który będzie mógł liczyć na wsparcie Sergio Higuity oraz Wilco Keldermana. Napierać powinna również młodzież za sprawą Remco Evenepoela oraz Joao Almeidy, który będzie chciał lepiej wywiązać się z roli lidera swojej ekipy, niż zrobił to we Włoszech. Jak zwykle bardzo mocny skład, w którym na dobrą sprawę moglibyśmy się doszukać paru liderów, wystawił zespół INEOS Grenadiers. W barwach Brytyjskiej drużyny na rozpoczynającym się w piątek wyścigu pojadą min. Richard Carapaz, Carlos Rodriguez, Pavel Sivakov oraz Tao Geoghegan Hart. W walkę o najlepszą dziesiątkę klasyfikacji generalnej powinni się również wmieszać tacy kolarze jak Simon Yates, Miguel Angel Lopez, Ben O’Connor, Enric Mas, Mikel Landa, czy Hugh Carthy.

Do rywalizacji stanie również całkiem zacne grono sprinterów, dla których (jak na Vueltę) organizatorzy przygotowali całkiem sporo szans na etapowe zwycięstwa. W peletonie 77. edycji hiszpańskiego wyścigu znajdą się min. Pascal Ackermann, Sam Bennet, Tim Merlier oraz Kaden Groves.

Na starcie pojawi się również dwójka reprezentantów Polski: Kamil Małecki i Łukasz Owsian.

Fakt, iż Vuelta  kończy nam sezon na wielkie toury, z pewnością przerodzi się w piękne ściganie. Nie będzie bowiem już drugiej okazji do wygrania trzytygodniowego wyścigu w tym roku, a co za tym idzie wpisania się do księgi kolarskich herosów. Nikt nie dostanie później szansy na etapowe zwycięstwo, które na wielkim tourze smakuje jak żadne inne. Wszystkie hamulce zostają zwolnione, każdy na szalę rzuci resztkę swoich sił, daje z siebie absolutnie wszystko bo wie, że jeśli nie wykorzysta tej okazji, będzie musiał czekać aż do maja. To nie może się nie udać – przed nami wspaniałe trzy tygodnie spędzone w towarzystwie hiszpańskich tras.

UDOSTĘPNIJ
Jarosław Truchan
Sympatyk sportów wszelakich, ale przede wszystkim tenisa, kolarstwa i biathlonu. Służbowo zawsze obiektywny, prywatnie ogromny fan Rogera Federera, Ronniego O'Sullivana oraz Realu Madryt.