Reprezentacja Polski w siatkówce rozpoczęła sezon 2019. W katowickim Spodku najpierw udało się odprawić Australię. Potem przyszedł trudniejszy, ale również wygrany mecz ze Stanami Zjednoczonymi. Na koniec, w niedzielę tryumfowała już Brazylia. Przed podopiecznymi Vitala Heynena wyprawa do Azji.

Przyzwoity start w postaci dwóch zwycięstw

Biorąc pod uwagę, że selekcjoner naszej reprezentacji szafował składem można uznać, że dwa zwycięstwa i pięć punktów podczas pierwszego weekendu z Ligą Narodów to całkiem przyzwoity dorobek. W piątek, na sam start Polaków czekała najłatwiejsza przeprawa z niżej notowaną Australią. W wyjściowym składzie zabrakło chociażby Michała Kubiaka. Bardzo dobre zawody rozgrywał Dawid Konarski, który zdobył 22 punkty, a jego skuteczność oscylowała wokół 70 procent. Rywale przeciwstawiali się głównie poprzez grę vis a vis naszego atakującego — Lincoln Williams w przeciągu całego spotkania na swoim koncie miał tylko sześć oczek mniej od wspominanego wcześniej gracza Jastrzębskiego Węgla i kiedy tylko pojawiał się w polu serwisowym, można było mieć obawy, czy za chwilę nie ustrzeli któregoś z polskich przyjmujących. Ostatecznie drużynie prowadzonej przez Marka Lebedewa udało się urwać mistrzom świata jeden set, ale w przeciągu całego starcia to gospodarze turnieju byli stroną przeważającą.

Znacznie większym testem dla naszej kadry miało być sobotnie starcie ze Stanami Zjednoczonymi. Nie bez powodu wcześniej wspomniałem o Michale Kubiaku, który tym razem dostał swoją szansę na parkiecie i walnie przyczynił się do wygranej po tie-breaku. „Biało-czerwoni” główne kłopoty mieli przy zagrywce przeciwnika. Goście w całym meczu mogli dopisać sobie aż dwanaście asów serwisowych. Amerykanie dość wysoko, bo do 17 tryumfowali w pierwszej partii. Bardzo ważna dla losów całego starcia okazała się druga odsłona, gdzie w decydujących momentach na wysokości zadania stawał kapitan naszej drużyny. Polska wygrała na przewagi 34:32, mimo, że wcześniej broniła kilku piłek setowych dla przeciwka. Następne dwa to również walka na pograniczu, ale koniec końców zespoły postanowiły znów podzielić się wygranymi i doszło do tie-breaka. Tam podopieczni Vitala Heynena wygrali już wyraźnie, 15:9. Dzięki temu kibice po nie najkrótszym, bo trzygodzinnym spotkaniu, mogli odetchnąć z ulgą.

Podczas spotkania z Australią zadebiutował Tomasz Fornal. Polski przyjmujący zdobył trzy punkty atakiem, dwa blokiem oraz jeden serwisem.

Porażka z Brazylią 

Szkoleniowiec polskiej kadry nieco przeszarżował w trzecim spotkaniu, gdzie przeciwko dobrze dysponowanej Brazylii od pierwszego gwizdka sędziego wystawił do gry Bartłomieja Bołądzia. Skuteczność w ataku 24-latka wyniosła przez dwa pierwsze sety niespełna 17 procent. Sam zawodnik przyznał po meczu, że zdaje sobie sprawę, „iż nie pomógł drużynie”. Dla byłego gracza Czarnych Radom reprezentacja to jednak rzecz tak nowa, jak dla widza oglądanie Dawida Konarskiego w czarnej koszulce przeznaczonej dla libero. Vital Heynen postanowił, że da odpocząć Konarskiemu i ten pojawił się na parkiecie, tylko podczas przedmeczowej prezentacji. Tak jak wspomniałem, jego ubiór już przed meczem dawał znać, że pojedynek z Brazylią będzie tylko oglądać. Sztab szkoleniowy mistrzów świata w trakcie spotkania próbował reagować. Za Bołądzia na placu gry pojawiał się chociażby nominalny przyjmujący, Aleksander Śliwka, ale to również nie ustrzegło nas przed porażką i to zupełnie zasłużoną, 1:3. Najzwyczajniej trudno mierzyć się z Canarinhos grając bez atakującego.

Co działo się na innych halach?

Oprócz turnieju w Katowicach odbywały się również trzy inne Ligi. Oglądając mecze w argentyńskiej Mendozie można było mieć wrażenie, że siatkarze znajdują się na Antarktydzie — kibice gospodarzy poubierani w kurtki i niemal trzęsący się z zimna mogli jednak podziwiać swoją reprezentację, jak ta z wysokiego C ruszyła w sezon reprezentacyjny. Argentyńczycy w trzech setach ograli zarówno Portugalię, jak i Bułgarię. Wydawało się, że po pierwszym weekendzie Albicelestes mogą być liderem klasyfikacji ogólnej, jednak spektakularnie zaprzepaścili swoją szansę i dość nieoczekiwanie w ostatnim dniu turnieju ulegli Kanadzie 1:3. Uwagę powinna zwrócić także fatalna postawa Bułgarów, którzy w niedzielę postanowili rozpocząć konkurs pod tytułem „Największa kompromitacja sezonu” i przegrali w słabiutkim stylu z Portugalią 1:3. To nie pierwszy taki popis w wykonaniu reprezentacji Bułgarii na przestrzeni ostatnich lat. Nie da oprzeć się wrażeniu, że ta drużyna rokrocznie sama degraduje się z siatkarskiej czołówki do roli średniaka.

Argentyńska publiczność podczas meczów turnieju Mendozie. Na hali panowała niska temperatura, co z pewnością nie zachęcało do przyjścia na spotkania.

Mocno w nowy sezon wszedł natomiast Iran. Siatkarze z narodu, który nie istnieje dla Michała Kubiaka pokazali w Chinach, że mimo wszystko jednak są i trzeba będzie się z nimi liczyć. Przez trzy spotkania Irańczycy oddali rywalom raptem jedną partię i dość pewnie odprawiali z kwitkiem kolejne przeszkody. Przegrane przełknąć musieli odpowiednio: Włosi, Chińczycy oraz Niemcy. Układ sił podczas całego weekendu był dość jasny — nad Niemcami i Chińczykami bez straty seta tryumfowali Włosi, a dla wcześniej wspomnianych dwóch ekip bezpośredni mecz był jedną szansą by spędzić na parkiecie nieco więcej niż godzinę. Jedni i drudzy postanowili skrzętnie skorzystać i rozstrzygnąć potyczkę w tie-breaku, gdzie lepsi okazali się nasi sąsiedzi i ostatecznie wygrali 3:2.

W Nowym Sadzie Serbowie gościli Japonię, Rosję oraz Francję. Jak się okazało, miejscowi ustrzelili hat-tricka przegranych polegając z każdym przeciwnikiem. Najbardziej dziwić mogła oczywiście porażka z Japonią, dla której było to jedyne zwycięstwo podczas całego weekendu. Do drużyn niepokonanych dołączyli ostatecznie Francuzi, którzy w decydującym starciu okazali się lepsi od Rosjan tryumfując 3:1.

Tabela po pierwszym weekendzie Ligi Narodów. Na turniej finałowy w Stanach Zjednoczonych pojedzie pięć najlepszych drużyn oraz gospodarze.

Co czeka nas w drugi weekend?

Reprezentacja Polski wybierze się do Ningbo, gdzie rozegra drugi turniej Ligi Narodów. Jej rywalami będą Chińczycy, Francuzi oraz Bułgarzy. Prawdopodobnie będziemy świadkami znów wielu roszad, ale celem są zwycięstwa. Można by rzec, że dwa z nich to obowiązek. Mowa tu o starciu z gospodarzami, którzy do czołówki siatkarskiego świata nie należą oraz meczu z Bułgarami, którzy podczas pierwszego weekendu znów zaskoczyli negatywnie. Najciekawiej zapowiada się konfrontacja z Francuzami, a to właśnie od niej rozpoczną się zmagania.

Piątek:
Godz. 10.00 Polska – Francja
Godz. 13.30 Bułgaria – Chiny

Sobota:
Godz. 10.00 Polska – Bułgaria
Godz. 13.30 Chiny – Francja

Niedziela:
Godz. 10.00 Bułgaria – Francja
Godz. 13.30 Chiny – Polska

UDOSTĘPNIJ
Avatar
Miłośnik piłki nożnej i siatkówki. Prywatnie kibic Valencii, Lecha Poznań oraz Asseco Resovii. Ponadto trener piłki nożnej w SMS Rzeszów.