Ma 28 lat i apetyt na wielki powrót na tenisowe salony. Kiedy wypadł poza czołową pięćdziesiątkę rankingu wielu wyrokowało, że najlepsze lata gry ma już za sobą. Działo się tak nie bez powodu, biorąc pod uwagę fakt, że przez ostatnie miesiące jego występy można było oceniać jako co najmniej rozczarowujące. Nic więc dziwnego, że w ćwierćfinałowym starciu z Federerem skazywano go na porażkę. Grigor Dimitrov miał na to spotkanie nieco inny plan. Ku zdziwieniu wielu zanotował pierwsze w karierze zwycięstwo nad legendarnym Szwajcarem, wysyłając wyraźny sygnał, że na tenisowej scenie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Strącony z raju

Kiedy w 2017 roku Bułgar triumfował podczas prestiżowego ATP Nitto Finals wydawało się, że jego kariera zmierza we właściwym kierunku. Właśnie wtedy sezon zakończył na rekordowo wysokiej – trzeciej pozycji, a na koncie miał m.in. zwycięstwo w Brisbane, Sofii, czy drugi w karierze wielkoszlemowy półfinał. W australijskim Melbourne zatrzymał go dopiero Rafa Nadal. Podczas zawodów rangi Masters 1000 w Cincinnati  w finale górował nad Nick’iem Kyrgiosem, po drodze pokonując m.in. Juana Martina Del Potro.  Był w światowej czołówce, a nad stylem jego gry zachwycali się kibice i eksperci na całym świecie.

Za sprawą eleganckiego, jednoręcznego backhandu upatrywano w nim nawet następcy Federera, choć ze szwajcarskim mistrzem wtedy nie wygrał. Zrobił to 4. września 2019 roku, kiedy w rankingu zajmował z kolei rekordowo niską – 78. pozycję, a o jego najlepszych latach krążyły tylko wspomnienia. Wydawało się, że jedyne co może rzucić na szalę w pojedynku z utytułowanym Szwajcarem to głód zwycięstwa i o dziesięć lat młodsze płuca. Być może skarżący się po meczu na ból pleców Federer nie pokazał na korcie pełni swoich umiejętności. Dla Dimitorva to jednak bez znaczenia, bo krok który wykonał może być dla niego przełomowy. Nawet jeśli w półfinale z Medvedevem przegra. 

Zobacz także: Podsumowanie ósmego dnia US Open! Obrończyni tytułu Naomi Osaka żegna się z turniejem

Amerykańskie odrodzenie

Obok Matteo Berettiniego Dimitrov jest niewątpliwie największą niespodzianką tegorocznego US Open. Oprócz niego w najlepszej ósemce zawodów nie utrzymał się żaden tenisista spoza czołowej trzydziestki rankingu. A Bułgar zasilił już przecież wąskie, czteroosobowe grono zawodników, którzy powalczą o wielki finał. Po fali nieudanych startów z ubiegłych miesięcy Grigor notuje w Nowym Jorku rezultat, który był dla niego nieosiągalny nawet w pamiętnym 2017 roku. 28-latek odpadł wtedy nieoczekiwanie już po drugim turniejowym meczu, pokonany przez młodziutkiego Andreya Rubleva. Jego najlepszymi osiągnięciami na Flushing Meadows były dotychczas czwarte rundy z 2014 i 2016 roku. Tym razem stanie do walki o prawo występu podczas ostatniego dnia prestiżowych zawodów. Po drodze do półfinału musiał udowodnić wyższość nad Andreasem Seppim, Borną Coricem(walkover), Kamilem Majchrzakiem, Alexem de Minaurem oraz Rogerem Federerem.

Pozdzierane kolana

Sukcesy Dimitrova skłaniają ku pytaniu czy sezon 2019 był w jego wykonaniu rzeczywiście tak dramatycznie słaby, jak wskazywałaby na to jego rankingowa pozycja. Odpowiedź nie jest wcale oczywista. Po nie najgorszym początku międzynarodowej rywalizacji (ćwierćfinał w Brisbane) Bułgar lawinowo tracił rankingowe punkty. Częściowo działo się to jednak za sprawą pechowych losowań, kiedy już na wczesnych etapach rywalizacji musiał stanąć naprzeciw zawodników pokroju Rafaela Nadala, czy Stana Wawrinki. Porażki po wyrównanej walce z “obiecującymi młodziakami” takimi, jak Frances Tiafoe czy Felix Auger-Alliasime także były jeszcze wytłumaczalne. Z czasem jednak Dimitrov zaczął ulegać przeciwnikom, którzy normalnie nie powinni byli mu zagrozić.

Czerwona lampka zapaliła się m.in. wtedy, gdy w Barcelonie Bułgar przegrał w drugiej rundzie z Nicolasem Jarrym. Następnie w Madrycie i w Rzymie już na otwarcie pokonali go odpowiednio Taylor Fritz i Jan-Lenard Struff. Kolejną “plamą na honorze” był dla niego trawiasty Wielki Szlem. W pierwszej rundzie Wimbledonu Bułgar nieoczekiwanie przegrał z  francuskim Corentinem Moutet (84. w rankingu). W Atlancie doszło do swoistej kulminacji – tam Dimitrov okazał się słabszy od 405. na świecie Kevina Kinga i wtedy nie można było mieć już wątpliwości, że jego formą pozostawia wiele do życzenia. 

 

“Wykonałem tylko kolejny krok”

Teraz jednak 28-latek ma za sobą imponujące występy, a na horyzoncie ambicje, by w Nowym Jorku zaskoczyć jeszcze większe grono osób. Po ćwierćfinałowej batalii Dimitrov w kilku zdaniach odsłonił kulisy tego, co dotychczas działo się w jego tenisowym świecie.

–  Ostatnie sześć-siedem miesięcy były dla mnie wyjątkowo trudne, ale miałem ludzi, na których mogłem się oprzeć – moich przyjaciół i rodzinę. Nadal wierzyłem w pracę jaką wykonywałem, w rehabilitację mojego ramienia, w ćwiczenia, w treningi, w przygotowanie moich rakiet. To było wiele drobnych elementów, które musiałem wyregulować przez ten krótki, ale jednocześnie długi czas- podkreślił.

– Nie będę kłamał, że to był dla mnie łatwy czas, ale dziś, choć może zabrzmi to zbyt skromnie rozegrał się dla mnie po prostu kolejny mecz. Nie chce powiedzieć, że nie miałem nic do stracenia, ale czułem, że tak właśnie było – zdradził bezpośrednio po ćwierćfinale.

Bułgar opowiedział także o emocjach, jakie towarzyszyły jego zwycięstwu nad Federerem. – To był jeden z takich dni, kiedy serwowałem, żeby wygrać mecz i czułem się zrelaksowany w tym sensie, że miałem przeświadczenie, że świetnie radzę sobie z nerwami,  kontroluje moje uderzenia i podejmuję właściwe decyzje. (…) Przyjechałem tutaj przygotowany najlepiej, jak tylko mogłem (…) Powoli wszystko zaczyna się układać w całość, a dziś po prostu wykonałem kolejny krok- dodał.

Dimitrov zatrzymał Majchrzaka! Na froncie zostali tylko debliści

O wszystko 

W półfinałowym meczu z Danillem Medvedevem Dimitrov ponownie stanie naprzeciw niekwestionowanego faworyta. Młody Rosjanin od początku  turnieju wymieniany jest w roli kandydata do zwycięstwa w zawodach, a od kilkunastu tygodni kontynuuje fantastyczną passę. Od czasu porażki z Rafaelem Nadalem w finale Rogers Cup nie przegrał żadnego singlowego spotkania, zdobywając po drodze tytuł w Cincinnati oraz notując zwycięstwo nad Novakiem Djokovicem. Tym samym od 19. sierpnia jest oficjalnie piątą rakietą świata, a w rankingu wyprzedza go tylko “wielka trójka” oraz Dominic Thiem. Co wobec takich argumentów przemawia na korzyść Dimitrova? Prawdopodobnie tylko przewaga doświadczenia, remisowy bilans bezpośrednich pojedynków, brak presji oraz nowojorska publiczność (Danilla Medvedeva łączą z nią dosyć drażliwe stosunki). Jeszcze kilka tygodni temu taka recepta na sukces brzmiałaby mało optymistycznie. Tyle tylko, że przed zwycięstwem nad Federerem Grigor nie miał po swoje stronie nawet tego.

fot. źródło:https://eu.usatoday.com./Danielle Parhizkaran USA TODAY Sports

UDOSTĘPNIJ
Avatar
Redaktor Radia Gol zajmująca się głównie tematami związanymi z tenisem i siatkówką. Niereformowalna fanka Rogera Federera ze słabością do gorzkiej czekolady. Na co dzień studiuje prawo w Poznaniu. Od zakupów woli mecze siatkarskiej reprezentacji, a w wolnych chwilach myśli o smaku wimbledonowskich truskawek.