Mówią o niej, że urodziła się z rakietą w ręku. Rzeczywiście pewnie jej samej niełatwo byłoby przywołać wspomnienia z czasów, gdy tenis nie był centralnym punktem jej życia. Sport ukształtował jej osobowość, a ona nie pozostała mu dłużna.  Agnieszka Radwańska swoją spektakularną karierą na zawsze zapisała się w historii dyscypliny. Dowodzą tego napływające z wszystkich stron świata wyrazy szacunku w ramach reakcji na decyzję o jej zakończeniu. Choć ostatni okres gry przyniósł ze sobą falę krytyki, nie ma wątpliwości co do jednego. Dla polskiego tenisa Radwańska zrobiła na tyle dużo, że trudno wyobrazić sobie, by w najbliższym czasie ktoś mógł z nią na tym polu konkurować.

Agnieszka Radwańska wiesza rakietę na przysłowiowym kołku

Pierwsze kroki

Grać zaczęła niemal w tym samym czasie, co nauczyła się chodzić. Już w wieku czterech lat próbowała swoich sił na korcie. Jej siostra Ula w jednym z wywiadów zażartowała, że dziewczyny były wręcz skazane na tenis. Ich ojciec – pracownik niemieckiego klubu w Gronau zabierał córki na prowadzone przez siebie zajęcia. W ten sposób skutecznie zaszczepił w nich pasję do sportu. Obie siostry Radwańskie miały talent i dużo ambicji. Nie umknęło to uwadze taty-trenera, który zainwestował w ich rozwój. Właśnie tak otwarte zostały pierwsze drzwi na drodze do imponującej sportowej kariery.

Juniorskie wojaże

Zaangażowanie i ciężka praca zaskakująco szybko przełożyły się na satysfakcjonujące rezultaty. Już w pierwszym roku po przejściu na zawodowstwo Agnieszka Radwańska triumfowała w juniorskim Wimbledonie. Jednocześnie nieustannie szlifowała swoje umiejętności na innych turniejach w swojej kategorii wiekowej. W 2006 roku młodziutka Krakowianka mogła świętować kolejny poważny sukces. Właśnie wtedy przekroczyła magiczny próg pierwszej setki najlepszych zawodniczek sezonu.

Wszystkie oczy na „Isię”

Na świetnie rozpoczynającą swoją karierę tenisistkę zaczęto zwracać uwagę w kraju i za granicą. Ona sama nie zamierzała jednak spocząć na laurach. Po niespełna trzech latach gry Radwańska popisywała się coraz bardziej udanymi występami. Trzykrotnie zwyciężała w turniejach WTA. Tyle samo razy meldowała się w półfinałach, przegrywając z przeciwniczkami takimi, jak Sharapova, Woźniacki czy Ivanovic. W tym samym roku próbowała swoich sił w zawodach wielkoszlemowych. Kiedy po raz pierwszy zagrała w ćwierćfinałach Australian Open i Wimbledonu oczywistym stało się, że na tenisowych salonach znalazła się nie przez przypadek.

Ukochany kawałek trawnika

Wkrótce okazało się, że Polka nie pokazała jeszcze wszystkiego, na co ją stać. Przełomowy był dla niej rok 2012. Właśnie wtedy do listy „zdobytych” turniejów dopisała prestiżowe zawody w Dubaju, Miami, a także Brussels. Najważniejszym osiągnięciem tego okresu był jednak występ w wymarzonym finale jej ukochanego, wielkoszlemowego – Wimbledonu. Gdy niezapomniany Bohdan Tomaszewski wypowiedział na antenie słynne „Halo ! Wimbledon, Proszę Państwa.” przed odbiornikami zasiedli widzowie ze wszystkich stron kraju. Agnieszka Radwańska przegrała ostatecznie z Sereną  Williams 6-1, 7-5, 6-2, ale już sam fakt gry na tym etapie jednego z najbardziej rozpoznawalnych turniejów świata zasługuje na olbrzymie uznanie.

Wielkoszlemowe potyczki

Rok później Polka próbowała walczyć o kolejną szansę gry w finale na Londyńskiej trawie. Tym razem swój udział zakończyła krok wcześniej. Kilka miesięcy przedtem dotarła do ćwierćfinałów Australian Open oraz francuskiego Roland Garros. Nigdy nie udało jej się wywalczyć pucharu Wielkiego Szlema, ale w historii swoich startów w imprezach tej rangi zapisała imponującą liczbę 7 ćwierćfinałów, 4 półfinałów oraz jednego, legendarnego finału.

Niezachwiana dyspozycja

Jeszcze dwa lata temu Radwańska miała okazję świętować czwarte z rzędu zakończenie sezonu w czołowej piątce zestawienia WTA . Po drodze triumfowała m.in. w Shenzhen, New Haven, Beijing, Tokio, a nawet w Tianjin. Wśród zwycięstw, które odbiły się na świecie wyjątkowo szerokim echem wymienić należy kończący sezon BNP Paribas WTA Finals w Singapurze. W 2015 r. w starciu ośmiu najlepszych zawodniczek ówczesnego rankingu, Polka nie pozwoliła pokonać się żadnej z rywalek.

Kto w tym roku triumfował w BNP Paribas Finals ?

Nic nie trwa wiecznie

Mniej więcej od poprzedniego roku w grze Radwańskiej uwidaczniały się coraz bardziej niepokojące symptomy. Zaskakująco często zdarzało jej się przegrywać z dużo niżej notowanymi rywalkami albo była przez dłuższy czas wyłączona z gry ze względu na przeciągające się kontuzje. Wielu liczyło, że ten spadek formy ma charakter przejściowy. Znaleźli się i tacy, którzy nie oszczędzali tenisistki, komentując wydarzenia nad wyraz nieprzychylnie. Fakty były takie, że zanotowała ona gwałtowny, jak na poziom, do którego nas przyzwyczaiła spadek w rankingu. Sezon 2017 zakończyła na 28. pozycji i nie wygrała w nim ani jednego turnieju. W następnych miesiącach wypadała poza pierwszą 70 zestawienia.

Klasa sama w sobie

Informacja o zakończeniu kariery przez najlepszą polską tenisistkę wstrząsnęła kibicami oraz obserwatorami tej dyscypliny na całym świecie. W kierunku Radwańskiej obok mnóstwa ciepłych słów skierowane zostały się także głosy zawodu. Najwyraźniej dało się jednak odczuć zasłużony podziw wobec tego, co udało jej się osiągnąć na przestrzeni 13 lat zawodowej gry.  Ostatni rok należy słusznie uznać za wyjątkowo trudny w jej karierze. Mimo to w pamięci kibiców oraz pasjonatów tenisa Agnieszka Radwańska zostanie zapamiętana jako jedna z najbardziej wyjątkowych zawodniczek w dziejach. Swoją przewagę na korcie potrafiła wypracować w sposób niezwykły. Finezją uderzeń w połączeniu z inteligentnie konstruowanymi akcjami udowadniała, że tenis jest po prostu piękny.

fot. źródło: wtatennis.com

ŹRÓDŁONatalia Kupsik
UDOSTĘPNIJ