W trakcie wyścigu MotoGP w Austrii o mało nie doszło do tragedii. Johann Zarco uderzył w innego zawodnika, Franco Morbidellego, po czym ich rozpędzone motocykle minęły o włos Valentino Rossiego i Mavericka Vinalesa.
Serca kibiców zamarły po tym, gdy Johann Zarco zderzył się z Franco Morbidellim. Ich rozpędzone maszyny o kilka centymetrów minęły innych rajdowców, mianowicie Valentino Rossiego i Mavericka Vinalesa. Na szczęście zawodnik Petronas Yamahy nie doznał większych urazów, lecz nie krył wściekłości do Johanna Zarco:
„Zarco jest pół mordercą. Przepraszam, ale nie mogłem nic zrobić. Zacząłem hamować, a on zmienił kierunek jazdy, by chronić samego siebie. Dlatego doszło do zderzenia. Na szczęście czuję się w dobrej kondycji fizycznej, więc w przyszłym tygodniu powinienem wziąć udział w GP Styrii– mówił rozemocjonowany Franco Morbidelli.
Zarco był już kilkukrotnie krytykowany przez innych rajdowców za agresywne i nierozważne jeżdżenie. – „To było niebezpieczne zdarzenie dla mnie, dla niego, Rossiego i Vinalesa. Oni byli z przodu, pokonywali wolny zakręt, a nagle zobaczyli jak w ich stronę leci motocykl z prędkością 300 km/h i do tego ważący kilkaset kilo. Przecież niewiele brakowało, a on trafiłby ich w twarz” – dodał zawodnik Petronas Yamahy.
Na Instagramie mogliśmy przeczytać odpowiedź Johanna Zarco – „Na pewno mi i Franco jest przykro z powodu tego, co się stało. To był incydent wyścigowy, którego czasem trudno uniknąć, gdy pędzi się z taką prędkością. Nasze motocykle nikogo nie trafiły, więc możemy mówić o szczęściu. Wszystko jest w porządku, przeanalizuję jeszcze to zdarzenie i będę gotowy na kolejny wyścig za tydzień.
W tą niedzielę, 23 sierpnia odbędzie się wyścig MotoGP w Styrii. Miejmy nadzieję, by taka kraksa, jak w MotoGP w Austrii się nie powtórzyła.
Autor:Adam Stelmaszczyk
UDOSTĘPNIJ
Avatar
Miłośnik piłki, zwłaszcza tej we Włoskim wydaniu. Redaktor również na portalu SerieAPolonia.pl. Poza piłką nożną zafascynowany literaturą grozy, w szczególności twórczością Stephena Kinga oraz H.P. Lovercrafta.