Nadzieje i oczekiwania były bardzo duże. Liczyliśmy gorąco, że po roku przerwy wrócimy do dywizji IA, czyli na zaplecze hokejowe elity. Niestety, okazało się, że na ten powrót musimy poczekać jeszcze przynajmniej rok. Wszystko przez jedną porażkę w turnieju – i to jeszcze poniesioną w dogrywce.

Marzenia o powrocie

Po długich i zaciętych play-offach Polskiej Hokej Ligi, reprezentacja Polski w hokeju na lodzie wybrała się do Estonii, gdzie odbywały się mistrzostwa świata dywizji IB. Kadra polskich hokeistów, prowadzona przez nowego selekcjonera Tomka Valtonena, miała walczyć o awans na wyższy szczebel. To właśnie z niego zostaliśmy zdegradowani przed rokiem na Węgrzech.

Brak wiary

Zanim rozpoczął się turniej w Tallinnie, nastroje wśród kibiców i ekspertów były mizerne. Reprezentacja przegrała bowiem dwa mecze towarzyskie z Węgrami (dywizja IA) oraz kiepsko zaprezentowała się w sparingach z Litwą (dywizja IA). Przed pierwszym starciem w Estonii polski selekcjoner zapowiedział jednak wyraźnie, że celem jest zwyciężanie w każdym spotkaniu i powrót tam, gdzie byliśmy przed rokiem.

Pewne wygrane na starcie

Początkowo wszystko układało się zgodnie z planem. Na inaugurację pokonaliśmy Holandię, która na Inflanty przyjechała tylko trzema piątkami, ponieważ czekała na posiłki, które zatrzymały przedłużające się play-offy. Choć pierwsi straciliśmy gola, a druga tercja zaczynała się przy wyniku 1:1, to wygraliśmy pewnie, bo aż 8:1. Dobrze poszło nam też w drugim spotkaniu, w którym naszym rywalem była Ukraina. Wschodnich sąsiadów pokonaliśmy 7:3, a wielki w tej wygranej był udział pięciu bramek Damiana Kapicy.

Mecz, który okazał się finałem

W trzeciej serii gier zmierzyliśmy się z Rumunią, która na swoim koncie także miała dwie wygrane (jedną po rzutach karnych). W pierwszej tercji straciliśmy bramkę podczas gry trzech na pięciu, a przez blisko 52 minuty spotkania nie mogliśmy znaleźć recepty na bramkarza rywali. W trzeciej odsłonie trafił niezawodny Kapica i już wydawało się, że najgorsze za nami. Niestety, kilka chwil później fatalnie zachował się nasz bramkarz Przemysław Odrobny. Niefortunnie interweniował kijem i krążkiem trafił w kolano Arkadiusza Kostka, przez co guma wślizgnęła się do naszej bramki.

Bolesny koniec

Biało-czerwoni walczyli do końca, a o podejmowanym ryzyku świadczyło chociażby wycofanie bramkarza na ostatnie dwie minuty spotkania. Udało się na 23 sekundy przed końcem regulaminowego czasu, kiedy golkipera przeciwników oszukał Krystian Dziubiński. Sędziowie zarządzili dogrywkę, a w niej więcej sprytu wykazali Rumuni, którzy wykorzystali grę w przewadze i zdobyli złotą bramkę na wagę wygranej.

Czytaj także: Mistrzostwo w bólach urodzone

Rywale nie pomogli

W skutek tej porażki straciliśmy prowadzenie w tabeli i od tamtej pory musieliśmy liczyć już nie tylko na siebie, ale także na potknięcie reprezentacji Rumunii. To – jak się później okazało – nie nastąpiło. Podopieczni Juliusa Penzesa wygrali z Ukrainą 5:1, a zwycięstwem 3:1 z Holandią przypieczętowali awans, o którym marzyła kadra biało-czerwonych.

Zwycięstwa na otarcie łez

Nasze dwa zwycięstwa na nic się już zdały. Wygrane 3:2 z gospodarzami oraz 7:4 z Japończykami okazały się jedynie kwestią honoru. Musieliśmy się pogodzić z brutalnością tabeli, która sklasyfikowała nas za plecami rumuńskich hokeistów. Pomimo równej liczby punktów, Polacy zajęli drugą pozycję, a tylko zwycięstwo w estońskim turnieju dawało prawo gry w dywizji IA w przyszłym roku. Na zapleczu elity w 2020 zagrają Rumuni, a my będziemy musieli ponownie walczyć o awans.

Bohater tragiczny

Z trzech naszych reprezentantów grających poza granicami Polski, do dyspozycji Tomka Valtonena od początku mistrzostw był jedynie Alan Łyszczarczyk (Misisauga Stealheads – Kanada). Aron Chmielewski, który zdobył mistrzostwo Czech (Ocelari Trinec), odmówił gry z powodów narodzin dziecka. Z delikatnym opóźnieniem stawił się Paweł Dronia, którego Ravensburg Towerstars wygrali play-offy drugiej ligi niemieckiej.

29-latek zrezygnował z hucznego świętowania z kolegami z drużyny, bo wolał grać z orzełkiem na piersi. Dotarł na mecz z Rumunią i we wszystkich trzech swoich występach był solidnym wzmocnieniem polskiego składu. Wystarczy nadmienić, że jako obrońca zanotował cztery asysty w trzech grach. Okazał się jednak bohaterem tragicznym. W pamiętnej dogrywce przeciwko Rumunii to on nie trafił w krążek w tercji rywala, a chwilę później sfaulował przeciwnika i powędrował na ławkę kar. Właśnie to wykluczenie wykorzystali Rumuni i strzelili bramkę, która pozbawiła nas wymarzonego awansu.

Wyniki

  • Polska – Holandia 8:1 (1:1, 2:0, 5:0)
  • Polska – Ukraina 7:3 (2:1, 4:1, 1:1)
  • Polska – Rumunia 2:3d (0:1, 0:0, 2:1, d.0:1)
  • Polska – Estonia 3:2 (1:0, 0:0, 2:2)
  • Polska – Japonia 7:4 (1:1, 4:0, 2:3)

Tabela

Miejsce Reprezentacja Punkty
1. Rumunia (awans) 13
2. Polska 13
3. Japonia 6
4. Estonia 6
5. Ukraina 4
6. Holandia (spadek) 3

 

Najlepiej punktujący reprezentanci Polski

  • Damian Kapica: 10 pkt (6g + 4a)
  • Filip Komorski: 7 pkt (6g + 1a)
  • Patryk Wronka: 5 pkt (2g + 3a)
  • Bartłomiej Neupauer: 5 pkt (2g + 3a)
  • Alan Łyszczarczyk: 5 pkt (1g + 4a)
  • Marcin Kolusz: 5 pkt (0g + 5a)
  • Krystian Dziubiński: 4 pkt (4g + 0a)
  • Mateusz Bryk: 4 pkt (1g + 3a)
  • Paweł Dronia: 4 pkt (0g + 4a)
  • Mateusz Gościński: 3 pkt (1g + 2a)
  • Mateusz Michalski: 3 pkt (0g + 3a)

 

UDOSTĘPNIJ