Rok 2002 był rokiem przełomowym w polskiej piłce, ponieważ pojechaliśmy na Mistrzostwa Świata po 16 latach przerwy. Nasza reprezentacja wracała na wielkie salony światowej piłki. Uskrzydleni eliminacjami, które wygraliśmy jechaliśmy do Korei z nadzieją, że powtórzymy sukces godny temu, który osiągnęliśmy w 1974 roku. 

Wybór zamieszkania oraz tajna kryjówka

Niewątpliwie jak spojrzymy na każdego z poszczególnych selekcjonerów naszej reprezentacji, to po składach możemy odczuć, że każdy z nich miał pomysł. Co by nie mówić taki pomysł również miał Jerzy Engel. W Eliminacjach zagraliśmy bardzo dobrze, co skutkowało tym, że wygraliśmy naszą grupę eliminacyjną. Po 1984 roku doczekaliśmy się Polski na Mundialu. Jakie to było wydarzenie, w które zaangażowany był nawet ówczesny Prezydent – Aleksander Kwaśniewski, czy nawet Edyta Górniak, która “odśpiewała” hymn.

Jednak na przestrzeni lat również możemy zauważyć, jak ważną rolę, w wyborze miejsca pobytu na mistrzostwach grają uwarunkowania klimatyczne. Czy to spowodowało, że nasza kadra poniosła porażkę zamiast oczekiwanego zwycięstwa?

Delegacja wysłana przez PZPN wybrała ośrodek treningowy Samsunga w Daejeon. Panował tam akurat klimat porównywalny do tego, z którym piłkarze mogli obcować na co dzień. Tego samego nie da się powiedzieć o mieście Pusan, w którym to nasi rozgrywali pierwszy na Mistrzostwach Świata. Warunki klimatyczne, które dało się tam odczuć, były zbliżone do tych w Sochi (baza treningowa Polski na MŚ w 2018 roku). Warunki klimatyczne w bardzo dużej mierze wpłynęły na końcowy wynik spotkania Korea Południowa – Polska.

Zawodnicy ośrodek treningowy w Daejeon opuszczali tylko wtedy kiedy jechali na treningi. Cała reszta przypominała pilnie strzeżoną amerykańską bazę wojskową, w której to byłyby snute plany ataku na przeciwnika. Engel oraz jego przełożeni sądzili bowiem, że na dachach budynków siedzą szpiedzy, którzy mieliby filmować treningi naszej kadry.

Spotkania grupowe

 

KOREA PŁD – POLSKA

Nasi pierwsi rywale – Koreańczycy z południa w swoich mediach byli przedstawiani jako drużyna złożona z 11 kapitanów Tsubasa – bohatera słynnej japońskiej Mangi pt: “Kapitan Tsubasa”. Oni żyli tym mundialem, a Mundial był dla nich okazją aby zaprezentować się światu. A przecież nikt nie myślał, że będą czwartą drużyną tamtejszych Mistrzostw Świata.

W pierwszym spotkaniu stadion aż huczał od dopingu jaki stwarzali kibice. Porównywalny on był z tym, jaki wytwarzali nasi kibice na Stadionie Śląskim. Polacy wydawali się od razu jakby speszeni tym hałasem, który najwyraźniej nie był poświęcony im.

26 minuta meczu, nasza linia obrony totalnie zaspała. Niepostrzeżenie Hwang Sung-Hong trafia futbolówką do bramki. Jerzy Dudek kompletnie zaskoczony, jedyne co mógł zrobić to odprowadzić tą piłkę wzrokiem. Szaleństwo w Korei, smutek w Polsce. Nie tak wyobrażaliśmy sobie początek tych mistrzostw. Następnie pięknym strzałem zza pola karnego w 53 minucie popisał się Yoo Sang-Chul i było 2:0. Polacy na kolanach. Niesieni dopingiem oraz bardzo zmotywowani Koreańczycy byli nie do pokonania. Przegraliśmy ten mecz, zresztą na to zasługiwaliśmy, media w Polsce były co do tego zgodne. Z biegiem czasu te spotkanie mogę porównać do tego meczu z Kolumbią z 2018 roku. Pierwsze 20 minut bardzo dobre,a później powietrze widocznie uleciało z polskich piłkarzy.

Gra Polskiej drużyny była porównywalna z poziomem wykonania hymnu przez Edytę Górniak, czyli niby ładna, ale jednak nie powinno się to wydarzyć.

Fot: AFP / przegląd sportowy
PORTUGALIA – POLSKA

Nadzieje dalej pozostawały.. i to duże! Przecież mamy przed sobą dwa mecze jeszcze, a jak je wygramy to przechodzimy do fazy pucharowej. To ma być lepszy mecz, zapominamy o tym co się działo w Pusan. Budujemy rzeczywistość.

Tą wyimaginowaną rzeczywistość zburzył Pauleta, w tym meczu zdobył hat tricka, był poza zasięgiem naszej nieporadnej obrony. Portugalczyk był jak w transie każda piłka skierowana do niego oznaczała, po pierwsze, ośmieszenie naszej linii obrony, a po drugie, bramkę. Jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy polski piłkarz na tym mundialu – Jerzy Dudek był bez szans. Defensywa kompletnie u nas nie istniała. Po 77 minucie polscy kibice, dziennikarze a nawet piłkarze, którzy grali w tym meczu miała już dosyć tego co działo się na płycie boiska. Jednak czwarty nóż w serce w 88 minucie wbił Rui Costa. Było już dla nas po Mistrzostwach.

Piłkarze po powrocie do naszej bazy mogli, a raczej powinni zacząć powoli już się pakować. To właśnie po tym meczu legendarny, zasłużony trener, który zapisał się złotymi zgłoskami w historii Polskiej piłki – Kazimierz Deyna, podsumował to co działo się na boisku. Zadał bowiem on pytanie Jerzemu Engelowi, które brzmiało “Jeżeli jest tak dobrze, to dlaczego jest aż tak źle?”.

Cóż apetyty były większe, media oraz nawet sam trener budował w polskich kibicach poczucie jakbyśmy byli na takim samym poziomie co Brazylia, która ostatecznie triumfowała w całym turnieju.

Inni kibice znaleźli sobie wymówkę, która brzmiała “Ale Francja też nie wyszła z grupy, ba nawet meczu nie wygrali”. Francja bowiem zdobyła na Mistrzostwach świata tylko jeden punkt, po bezbramkowym remisie z Urugwajem, który notabene również nie zagrał w fazie pucharowej.

POLSKA – USA

Formuła “IPH”, która odpowiednio znaczy “Inauguracja,Przetrwanie,Honor” po raz pierwszy w tamtych czasach nabrała sensu. Na Mistrzostwach Świata nie mieliśmy już czego szukać. Po kompromitacji z gospodarzami, następnie zmiażdżeniu przez Portugalczyków nadszedł czas na komandosów z USA.

Jerzy Engel wystawił mocno rezerwowy skład. Już przed meczem był on krytykowany, ponieważ według mediów selekcjoner po raz kolejny wystawił nas na porażkę. Ale ostatecznie stało się coś, czego chyba prawie nikt nie zakładał.

Mecz rozpoczął się dla nas wyśmienicie. W 3 minucie do bramki trafił już Emmanuel Olisadebe. Była to pierwsza bramka zarówno Polaków, jak i ówczesnego najlepszego strzelca będącego w naszej kadrze. Dwie minuty później wynik na dwa do zera podwyższył Paweł Kryszałowicz, który swego czasu był przymierzany do zrobienia wielkiej kariery w europie. Ostatecznie w drugiej połowie, a dokładnie w 66 minucie Marcin Żewłakow ostatnią dla nas w tym turnieju bramkę na 3-0. Honor Amerykanów uratował Landon Donovan. I ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 3-1.

Komentarzy po tym meczu było co nie miara. Bardziej wybredni mówili nawet o tym, że od początku turnieju powinniśmy zagrać rezerwowym składem, który okazał się być najmocniejszy. Ale o całym mundialu powstała nawet piosenka zespołu Pudelsi pt.: “Mundialeiro”. A wokalista tegoż zespołu – Maciej Maleńczuk, śpiewał w tej piosence, że

W trzecim meczu z amerykaneiros, wchodzi pięciu rezerwowych bohateiros, Bohateiros bohateiros. W pięknym stylu pokonali hamburgeiros.”

Już dawno chyba nie powstała piosenka tak trafna, która doskonale opisywałaby to, co było na mundialu.

Byliśmy pierwszą drużyną, która się na tym mundialu zjawiła, oraz jedną z pierwszych, która musiała opuścić Azję oraz powrócić do domu. Rozczarowanie? Na pewno było, ponieważ apetyty były wielkie. Kiedy FIFA woziła po wszystkich uczestniczących w Mundialu Krajach, to sam trener Jerzy Engel zasugerował, że jest duża szansa na to, aby jego replika (bo taka jest dawana dla zwycięzców) zagościła w Polsce. Życie zweryfikowało plany.

fot: onet.pl / przegląd sportowy

Złota Brazylia, Brązowa Turcja

Faza pucharowa przyniosła ze sobą tyle samo niespodzianek co faza grupowa. Moim zdaniem tego oczekujemy od futbolu – nieprzewidywalności, która wprowadza to co jest najważniejsze – emocje.

Z Mundialem dosyć szybko pożegnali się również Włosi, którzy mieli chrapkę na to, aby wygrać cały turniej. Jednak na ich drodze stanęli grupowi rywale Polaków – Korea Południowa. Azzurri przegrali cały mecz 2:1. Ten mecz należał do chyba najbardziej szalonych w historii. Wielka gwiazda włoskiej piłki – Totti, został sfaulowany w polu karnym, ale to jednak Włoch dostał drugą żółtą kartę za rzekomą symulacje. Mecz sędziował wtedy ekwadorski sędzia Byron Moreno, któremu w późniejszym czasie zabrano licencję sędziowską, za przekręty w jego rodzimej lidze.

Drużyna gospodarzy zszokowała prawie cały świat również w następnej rundzie. W ćwierćfinale dopiero po rzutach karnych udało się wyeliminować Hiszpanię. W regulaminowym czasie gry żadnej z drużyn nie udało się zdobyć bramki. Jedynego karnego dla La Furia Roja nie strzelił ówczesny gracz Realu Betis – Joaquín. W tym meczu sędzia Al Ghandour nie uznał dwóch prawidłowych goli. Później chodziło w społeczeństwie piłkarskim stwierdzenie, że mecz był z góry ustalony na korzyść gospodarzy.

Czas wreszcie na rozstrzygnięcia medalowe. Po półfinałach o najbardziej cenne trofeum na świecie walczyła reprezentacja Niemiec oraz Brazylii. Nasi zachodni sąsiedzi weszli do finału po wygranym meczu z Koreą Północną, zaś Brazylijczycy po zwycięstwie nad Turcją.

W Taegu, gdzie rozgrywany był mecz o trzecie miejsce było niezwykle gorąco. Jednak to zawodnicy z Bosforu nie ulegli hałasom, które towarzyszyły im na stadionie. Po zaciętej walce to Turcy okazali się górą, a w ostateczności sięgnęli po brązowe medale na Mundialu. Do tej pory osiągnięcie te pozostaje najlepszym w historii występów tego kraju we wszystkich występach na Mistrzostwach Świata.

Finał jak zwykle jest najważniejszym momentem w kalendarzu każdego kibica piłki nożnej. Zarówna jedna jak i druga drużyna nie były przypadkowe. Naprzeciw siebie stanęły dwie wielkie “firmy” w świecie futbolu. Legendy na skalę

Dla Niemców koszmarem okazał się Ronaldo – jeden z najlepszych piłkarzy na świecie w tamtych czasach. Najpierw Brazylijczyk pokonał bramkarza w 67 , a następnie w 79 minucie. Po upływie regulaminowego czasu gry, włoski sędzia Pierluigi Collina dał znak, że dobiegł koniec meczu i początek świętowania w Brazylii. Po ośmiu latach najważniejszy tytuł piłkarski wrócił do kolebki piłki nożnej.

Z każdej imprezy powinniśmy wyciągać wnioski, a jak pokazała historia nie koniecznie się do tego stosowaliśmy. A do przeczytania kolejnych faktów o turniejach w piłce nożnej w ukazującym się regularnie w cyklu #WielkieTurnieje na naszej stronie! Zapraszam!

ŹRÓDŁOKrótka Piłka - M.Borek C.Kowalski
UDOSTĘPNIJ
Maciej Dąbrowski
Pasjonat piłki nożnej i sportów zimowych. Miłośnik Bundesligi oraz Serie A. W wolnym czasie słucham muzyki oraz czytam książki. Kocham język niemiecki i wszystko co z nim związane. Wychowany na "okazji" Szpakowskiego, z chęcią zapisania się w historii polskiego dziennikarstwa.