Kolejny dzień UEFA Euro 2024 za nami. Kolejny raz nie brakowało emocji, choć faworyci dwa razy wychodzili ze swoich starć z pełną liczbą punktów. Nie zabrakło jednak codziennej niespodzianki. Zapraszam na podsumowanie dnia Euro 2024.

Gruzja – Czechy (1-1)

Spisywana przed turniejem na straty Gruzja pokazała się bardzo dobrze na tle solidnej drużyny – reprezentacji Turcji. Do meczu o być albo nie być podchodzili jednak z zerowym bilansem punktowym. Grę przez większość pierwszej połowy prowadzili faworyzowani Czesi, w 24. minucie zdobyli nawet bramkę, jednak Adam Hlozek nie cieszył się długo, gdy do sędziego przyszło wsparcie technologii VAR. 20 minut później, w doliczonym czasie gry rzut karny wywalczył Kvicha Kvaratskhelia, gruzińska gwiazda SSC Napoli. Jedenastkę wykończył Georges Mikautadze. Po przerwie Czesi dalej ostrzeliwali bramkę Giorgiego Mamardashviliego, golkipera hiszpańskiej Valencii. Ten jednak był niepokonany aż do 59. Minuty, kiedy piłkę do siatki wpakował Patrik Schick. Mimo to, bramkarz Gruzji został okrzyknięty bohaterem meczu, broniąc aż 11 strzałów rywali.

 

Turcja – Portugalia (0-3)

Drugie dziś starcie w grupie F. Obie drużyny podchodziły do tego spotkania z trzema oczkami na koncie i z myślą o pierwszym miejscu i zagwarantowaniu sobie awansu do kolejnej fazy rozgrywek. Turcja mimo dużych nadziei związanych z solidnym meczem z Gruzją od początku została zepchnięta do defensywy. Wynik w 21. minucie meczu otworzył Bernardo Silva, skrzydłowy Manchesteru City. 7 minut później fatalne podanie Akaydina do bramkarza zakończyło się golem samobójczym wspomnianego obrońcy. Portugalia kontrolowała wynik meczu i w drugiej połowie, 10 minut po wznowieniu gry sam na sam z bramkarzem stanął kapitan zespołu, Cristiano Ronaldo. Napastnik Al Nassr wykazał się jednak empatią wobec swojego przyjaciela z zespołu i wystawił piłkę na pustą bramkę Bruno Fernandesowi. Tym samym przez wielu uważany za najlepszego piłkarza w historii Portugalczyk stał się najlepszym asystentem w historii turniejów o puchar Starego Kontynentu.

Belgia – Rumunia (2-0)

Belgowie w pierwszej kolejce ulegli sensacyjnie Słowakom 0-1. Mecz z rozpędzoną Rumunią, która pokonała Ukrainę aż 3-0, mógł okazać się meczem o wszystko. W pierwszej części spotkania po raz kolejny fantastyczną pracę wykonał środek pola Belgii, w szczególności Touri Tielemans (Leicester City) i Kevin De Bruyne (Manchester City). Pierwszy z nich już dwie minuty po rozpoczęciu spotkania strzelił bramkę sprzed pola karnego. Później swoich sił pod bramką Rumunii próbowali chociażby Jeremy Doku (Man City), Dodi Lukebakio (Sevilla) czy Romelu Lukaku (AS Roma). Ostatni z nich najbliżej był w 64. Minucie, kiedy po jego strzale piłka wpadła do siatki, ale weryfikacja VAR była bezwzględna. Rumuni wciąż przegrywali tylko jednym golem, jednak nadzieja tliła się tylko przez kolejne 15 minut. Indywidualną akcję wykończył wspomniany przeze mnie De Bruyne i Belgowie mogli cieszyć się ze zwycięstwa.

W grupie F po dwóch kolejkach prowadzi Portugalia (6 pkt), za nimi znajdują się kolejno: Turcja (3 pkt), Czechy (1 pkt) i Gruzja (1 pkt). W najbliższych dniach między sobą zmierzą się Portugalczycy i Gruzini oraz Turcy i Czesi.

W grupie E każda z drużyn ma na swoim koncie trzy oczka – kolejno: Belgia, Rumunia, Słowacja i Ukraina. Niebawem odbędą się mecze pomiędzy Belgią a Ukrainą oraz Rumunią a Słowacją.

UDOSTĘPNIJ