Quo vadis Inter? To pytanie może sobie zadać każdy fan Nerazzurrich. Drużyna z Mediolanu ostatnio przekracza wszelkie granice mierności. Włoscy kibice często nazywają ten klub cyrkiem, a jego zawodników klaunami. Ciężko nie przyznać im racji… Tego, co się dzieje wewnątrz drużyny i na boisku, nie można już nazwać piłką nożną lecz czarną komedią.

Arrivederci Luciano

W pierwszym moim felietonie na temat Interu starałem się bronić Spallettiego po odpadnięciu z Ligi Mistrzów. Wyeliminowanie z Champions League, Pucharu Włoch oraz Ligi Europejskiej stały się jednak jego gwoździem do trumny. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że latem jego łysa głowa nie będzie już gościła na ławce trenerskiej w Mediolanie. Sympatyczny Toskańczyk nie jest jednak złym szkoleniowcem. Miał do dyspozycji bandę nieudaczników z kilkoma wyjątkami. Czego można oczekiwać po takich piłkarzach? Niczego. Z drugiej strony Spalletti nie jest do końca bez winy! Niestety Lucek jest “typowym betonem”, który nie jest w stanie poradzić sobie z kryzysem. Jego pomysł na zespół również nie wypalił. Na grę Interu nie można patrzeć, bo od razu widza nadchodzą odruchy wymiotne.

Kiedy odpadasz z Ligi Europejskiej po fatalnym występie, a w niedziele są Derby/ Źródło Pastorizia Football Club

Parodyści na bokach obrony

Pisząc o wszystkich bolączkach Nerazzurrich należy także wspomnieć o niepełnosprytnym Ausilio. Dyrektor sportowy Interu jest prawdziwym fachowcem. Udało mu się dokonać rzeczy niemożliwej – ściągnięcia do drużyny bocznych obrońców gorszych od Nagatomo. Za czasów Japończyka w Interze oglądając ich mecze leciała z oczu krew pomieszana ze łzami. Teraz, gdy na jego pozycji gra Dalbert, mam ochotę sobie je wydłubać. Podsumowując – boki obrony zespołu z Mediolanu to czysta tragedia, a kibice, którzy oglądają mecze, przeżywają gorsze tortury niż więźniowie CIA na Bliskim Wschodzie.

Im dalej w las, tym gorzej

Jednak problem nie tkwi tylko w bokach obrony. Główną bolączką tego klubu jest bezbarwny, pozbawiony jaj, godności i chęci do gry środek pola. Jedynym pomocnikiem, który ciągnie ten wóz jest Brozović. Vecino nie robi nic. Nie broni, nie atakuje. Sprawia wrażenie nieobecnego, a jego koledzy z boiska chyba zaczepiają go co jakiś czas i mówią „stary, gramy tu w piłkę”. Borja Valero przypomina 150-letniego żółwia słoniowego. Gagliardini to szczególny przypadek. Pozostałym piłkarzom co jakiś czas uda się chociaż celnie dograć piłkę, tak on nie potrafi nawet tego. Radja Nainggolan prowadzi studencki tryb życia. Pije więcej niż ja i wszyscy moi znajomi razem wzięci. Ponadto pojawia się na treningu w tych samych ubraniach, w których poprzedniej nocy melanżował w klubie. Prawdziwy przykład profesjonalizmu, a potem się dziwić, że ciągle ma kontuzje. Przynajmniej ma czas, żeby się na spokojnie napić „bez przypału”. O Candrevie nie będę nawet wspominał, bo nie jestem w stanie nazwać go piłkarzem. Perisić? Jego grę i zachowanie najlepiej opisuje cytat Zbigniewa Stonogi – Szkoda strzępić ryja.

Moment, w którym zamierzasz dośrodkować piłkę, ale nie zdecydowałeś się, czy posłać ją w trybuny czy nastrzelić plecy obrońcy/ Źródło I Cross di Candreva

O gówniarzu, który został kapitanem

Ostatnim elementem mediolańskiego cyrku jest jego były kapitan. Mauro Icardi po tym, jak odebrano mu opaskę, stracił rozum (jeśli kiedykolwiek w ogóle go miał). Obraził się, stwierdził, że nie będzie grał, dopóki go nie przeproszą. Opuścił drużynę w najtrudniejszym momencie – woli piersi swojej żony i agentki Wandy, niż pomoc zespołowi. Sytuacja w Interze jest, delikatnie mówiąc, fatalna. Średni piłkarze, konflikty, syf w szatni. Myślę, że żaden egzorcysta na świecie nie byłby w stanie pozbyć się wszystkich demonów z tego klubu (chyba, że ten od Walaszka). A kto najbardziej na tym cierpi? My, kibice. Wysłuchujemy żartów na temat naszego klubu od blisko dekady. Jednak możemy być pewni jednego. Nigdy go nie opuścimy, nawet jeśli meczów nie będziemy oglądać na trzeźwo lub skończymy w psychiatryku.

A jeśli zdecyduje się ominąć także kolejny mecz?/ Źródło Esultare come Il Cholo

Zobacz także: Dookoła świata – Tahiti

Zobacz także: Więcej niż pasja – Girondins Polska (Wywiad)

UDOSTĘPNIJ
Michał Salamucha
Urodzony w Warszawie student i miłośnik wszystkiego co włoskie, a w szczególności piłki nożnej. Poza "calcio" w każdej postaci pasjonat języków obcych, muzyki, horrorów oraz literatury grozy.