Aż szkoda że to już koniec. Tak powiedzieliby Ci, dla których mistrzostwa świata były udane. Dobrze, że to już koniec. Tak zapewne po Mundialu mówią Ci, dla których rosyjski turniej okazał się totalną klapą. Mundial w Rosji, mimo, że piękny i najeżony wieloma bohaterami, miał też swoje rozczarowania.

Jako, że koszula najbliższa ciału za największe rozczarowanie bez wątpienia trzeba uznać reprezentację Polski. Polska jechała do Rosji z wielkimi nadziejami na bardzo dobry wynik, ale szybko została sprowadzona na ziemię. Najpierw nieudany mecz z Senegalem, potem kompromitacja z Kolumbią, a na osłodę zwycięstwo z Japonią. Po meczu, który chluby turniejowi nie przyniósł, bo to, co w końcówce zrobili Polacy wespół z Japończykami śmiało mogłoby się znaleźć w rubryce „piłkarskie jaja”.

Chyba największą niespodzianką in minus było odpadnięcie reprezentacji Niemiec w grupie. Dla Niemców to była rzecz nowa, ponieważ jeszcze nigdy nie zdarzyło się, aby Niemcy nie wyszli z grupy podczas Mundialu. Obrońcy tytułu przegrali dwa mecze (z Meksykiem i Koreą Południową) i już 27 czerwca mogli pakować manatki. O reprezentacji Niemiec i jej problemach szerzej pisałem w tekście przed Mundialem.

Ogromny zawód kibicom z Afryki sprawiły zespoły, które na Mundial pojechały z tego kontynentu. W ostatnich latach przywykliśmy do tego, że w fazie pucharowej regularnie gra przynajmniej jeden zespół z Afryki (od 1986 roku, a więc od momentu kiedy reaktywowano fazę pucharową regularnie z grupy wychodziła przynajmniej jedna ekipa z Czarnego Lądu). W Rosji solidarnie w grupie odpadły Maroko, Tunezja, Egipt, Senegal i Nigeria. O ile jeszcze Maroko miało ogromnego pecha, że nie miało dobrego napastnika, który wykańczałby akcje, a Nigeria, że przegrała w końcówce z Argentyną, o tyle pozostałe drużyny nic ciekawego nie pokazały. Senegal cztery punkty zdobył w dużej mierze dzięki bezradności Polski i fartowi, Tunezja skrzydeł rozwinąć za bardzo nie mogła, bo trudno to zrobić skoro ma się w grupie Belgię i Anglię, a występ Egiptu był po prostu totalną klapą.

Przed chwilą przewinęła nam się nazwa Argentyna i do minusów turnieju możemy zaliczyć również kadrę w której gra Leo Messi. Symbolem nijakości Argentyńczyków był mecz z Chorwacją i katastrofalny błąd Caballero, który bezlitośnie wykorzystał Ante Rebić. Podopieczni Jorge Sampaoliego (nawiasem mówiąc odszedł z zespołu po turnieju) wyszli co prawda z grupy, ale w 1/8 trafili na francuskie TGV. Nie mogli z tego starcia wyjść dobrze i nie wyszli, bo odpadli w swoim czwartym meczu na mistrzostwach.

Będąc w klimacie Ameryki Południowej i mówiąc o tych, którzy się nie popisali nie wolno nie wspomnieć o Brazylii. Brazylijczycy może nie skompromitowali się jakoś mocno, bo odpadli w ćwierćfinale z silną Belgią, ale przed Mundialem podopieczni Tite pokazywali taką grę, że wydawało się, że nad Wołgą pokażą nie tylko efektywność, ale przede wszystkim efektowność. Nie udało im się to. Pięciokrotni mistrzowie świata w Rosji nie zagrali ani jednego meczu po którym powiedzielibyśmy: WOW! Wręcz przeciwnie, przez sporą część turnieju byli zespołem, który męczył bułę i który w niczym nie przypominał ekipy, która w efektownym stylu potrafiła na tydzień przed pierwszym meczem rozbić w sparingu Austrię. Symbolem, niestety, negatywnym w brazylijskim zespole był Neymar, który często zamiast skupić się na grze prezentował zachowania, które z futbolem miały tyle wspólnego co kręgle z boksem.

Z Europy zawiedli nie tylko Polacy. Minorowe nastroje były na całym Półwyspie Iberyjskim, bo Portugalczycy i Hiszpanie postanowili niemal w tym samym czasie spakować walizki i ruszyć do domu. O ile występ Portugalii nie był może jakimś wielkim zawodem, bo w 1/8 nie sprostała ona silnemu Urugwajowi (choć od mistrzów Europy wymagamy więcej), o tyle Hiszpanie mają za sobą kolejny słaby turniej. Przegrana w konkursie rzutów karnych z Rosją była świetnym podsumowaniem kilku poprzednich tygodni, a więc czasu w którym działo się tyle że śmiało mógł powstać z tego bestseller. Najpierw w świat poszła informacja że selekcjoner Julen Lopetegui po mistrzostwach przejmuje Real Madryt. Dzień później go zwolniono, a kadrę na dwa (!) dni przed pierwszym meczem przejął Fernando Hierro. Na samym czempionacie Hiszpanie zagrali dwa emocjonujące mecze w fazie grupowej (z Portugalią i Maroko), a w pucharowej ulegli ambitnej Rosji. Porażka mistrzów świata sprzed ośmiu lat mówi nam też dużo o trendach, które pomału kształtują piłkę. Dziś futbol nie opiera się już na wymianie setek podań, a na byciu efektywnym i skutecznym.

No i na koniec znów kamyczek do naszego rodzimego ogródka. Po pierwszym meczu z Senegalem wydawało się, że jak ktoś może uratować naszą twarz w Rosji, tą osobą może być Szymon Marciniak. Wszakże polski arbiter najpierw sędziował mecz Argentyny z Islandią, a kilka dni później kolejny z ciekawszych meczów fazy grupowej Niemcy – Szwecja. I ten dramatyczny mecz to był gwóźdź do trumny sędziego z Płocka. Szymon Marciniak w Soczi nie był w dobrej formie, a jeszcze przez długi czas będzie się ciągnąć za nim sytuacja z pierwszej połowy, kiedy przewinił Jerome Boateng. Szwedzi nie dostali rzutu karnego mimo że sytuacja mogła zostać sprawdzona za pomocą systemu VAR. Do tego ostatecznie nie doszło i była to jedna z tych sytuacji, która przesądziła że Szwedzi przegrali bój z reprezentacją naszych zachodnich sąsiadów.

Jak więc widać, mimo że Mundial anno domini 2018 miał wielu bohaterów i wiele pięknych momentów, można bez problemu również wybrać tych którzy zawiedli na całej linii. Za cztery lata kolejny serial – tym razem akcja będzie toczyć się w Katarze, a my mamy nadzieję że przy minusach nawet słowem nie wspomnimy o Polakach.

Piotr Szymczuk

FOT.Samaa TV
UDOSTĘPNIJ
Wielki fan piłki nożnej w wydaniu niemieckim francuskim, a także polskim. W futbolu na dobre zakochałem się podczas mistrzostw świata 2006 w Niemczech. Oprócz piłki nożnej również sympatyk hokeja na lodzie i skoków narciarskich, a także fan gotowania, jazdy na rowerze i biegania