Niemal jak co roku, za wyjątkiem sezonu 2016/17, który był swoistym promykiem nadziei, mistrz Polski odpada z Eliminacji do Ligi Mistrzów. Czasem brakowało szczęścia, innym razem przeciwnik był z tzw. półki nie do przeskoczenia. W tym wypadku zabrakło wszystkiego, przede wszystkim umiejętności gry w piłkę. Legia odpadła z mistrzem Cypru. Zawsze groźnego Cypru.

 

Żeby być uczciwym należy zaznaczyć, że sędzia nie pomógł, a jego decyzje z pewnością będą mogły być pokazywane jako antyprzykład obiektywności. Jeśli w pierwszej połowie za faul Viktora Gomesa na Walerianie Gwilli jest tylko żółta kartka. Za wślizg od tyłu w nogi, podkreślmy. To później danie kartonika tego samego koloru Igorowi Lewczukowi, za lekko spóźniony wślizg przez piłkę jest lekko niesprawiedliwe. Albo pozwalamy na ostrą grę i każemy wszystkich adekwatnie, albo raz przymykamy oko, a raz nie, tworząc kontrowersję. To tyle z usprawiedliwiania podopiecznych Aleksandara Vukovicia.

 

Legia podobnie jak w meczu z Linfield, była żałośnie słaba. Patrzenie na ich grę bolało niemiłosiernie. Wtedy wygrali 1:0, przy wsparciu przeciwników, którzy woleli dać fory chłopakom z Polski, kończąc mecz w dziesiątkę. Tym razem się nie udało. Rywal (o dziwo!) chciał wygrać. W okropnych bólach dokonał tej sztuki i w zasadzie na tym można skończyć tę relację. Przy fatalnej grze w obronie, ale jednocześnie dobrej grze Artura Boruca w bramce (przydomek Król Artur – wyjątkowo wczoraj aktualny), Legia cudem doczłapała się do dogrywki. Tam bez większych problemów gracze Omonii już robili co chcieli. A chcieli strzelić, więc strzelili. Prawdopodobnie zrozumieli, że ta komedia trwa i tak zbyt długo. Wpierw po znów kontrowersyjnym karnym trafił Jordi Gomez, a później w 107 minucie dogrywki piłkę do siatki wpakował Thiago.

Ot co, koniec. Legioniści niczym dzieci we mgle próbowali niby coś zdziałać, ale wyglądało to nieporadnie niczym pierwsze kroczki niemowlaka. A Legia miała być przecież dozbrojona i gotowa do walki.  Aż strach pomyśleć, co by było gdyby do Warszawy przyjechała chociażby taka Sevilla. Pewnie zakręciłoby się w okolicach wyniku dwucyfrowego. I to zdecydowanie nie dla Legii. Wstyd. A, jeszcze parę sentencji.

  • Wstyd, żenada, frajerstwo – nie wracajcie do domu!
  • Nawet Lovercraft nie wymyśliłby takiego horroru!
  • Lepiej było patrzeć jak schnie farba niż oglądać Legię!
  • W Europie nie ma już słabych drużyn? Są Polskie.

Najgorsze, że pewnie za rok ten tekst znów będzie aktualny…

 

UDOSTĘPNIJ
Avatar
Miłośnik piłki, zwłaszcza tej we Włoskim wydaniu. Redaktor również na portalu SerieAPolonia.pl. Poza piłką nożną zafascynowany literaturą grozy, w szczególności twórczością Stephena Kinga oraz H.P. Lovercrafta.