Jakoś tak poczułem, że jednemu z bohaterów mojego tekstu trzeba po prostu podziękować, a drugiego przeprosić. Adam Nawałka po pięciu latach opuszcza Reprezentację Polski, a Gareth Southgate właśnie robi z Anglią coś wspaniałego na rosyjskim mundialu. A przecież tak nie miało być…

Panie selekcjonerze, dziękuję

Różni ludzie ciskają gromy w kierunku osoby Adama Nawałki. Najgorsze dla selekcjonera jest to, że za przygodę w Rosji po prostu mu się należy. Popsuł go totalnie, niepotrzebnie wariując z taktyką, dokonując złych wyborów personalnych i wreszcie – kilkakrotnie ośmieszając się na konferencjach prasowych, nisskipressing.exe. Mimo wszystko wtorkową konferencję Zbigniewa Bońka i Nawałki powitałem z delikatnym smutkiem, który towarzyszył mi w momencie gdy dowiedziałem się, że nie mogłem pojechać na koncert Black Sabbath do Łodzi. Niby zdawałem sobie sprawę co nastąpi, ale jakoś tak żal.

Z jednej strony wszystko jest logiczne – Nawałka doszedł do ściany, której raczej by już sam nie sforsował. Potrzeba Polakom świeżego umysłu, który wejdzie do rozbitej nieco po mundialu szatni i zaprowadzi w niej własne porządki. Z drugiej – odchodzi selekcjoner, przez którego znów pokochałem mecze reprezentacji Polski. Już nie siadałem do nich jak do przeczytania “Lalki”, tylko po prostu z przekonaniem graniczącym z pewnością – to będą udane dwie godziny z naszą drużyną. Najczęściej się nie zawodziłem.

Zwieńczeniem tych udanych popołudni tudzież wieczorów było Euro 2016. Nasza gra była na nim po prostu wyrachowana i skuteczna. Nie było fajerwerków, czasem odświeżyło się memy z Milikiem, ale na końcu był sukces – ćwierćfinał i poczucie, iż wreszcie mam okazję nie tylko śledzić Euro i szukać sobie faworyta w osobach Anglików czy innych Francuzów, ale w fazie pucharowej trzymać kciuki za Orły Nawałki. Coś wspaniałego. Wtedy żyłem jakby w innym wymiarze, czekałem na słynne “Śpicie?” Łukasza Wiśniowskiego, byleby tylko zobaczyć co tam u kadrowiczów. Mam takie poczucie, że to wszystko dzięki Nawałce. Człowiekowi, który wyciągnął ją z tego bajzlu, z tej nędznej rzeczywistości SmudowoFornalikowej i sprawił, że zapanowała taka pozytywna moda na reprezentację. Ludzie nie oglądali jej żeby potem usiąść z sąsiadem i wyklinać, tylko po prostu wierzyli, że na ich oczach dzieje się coś historycznego. No i stało się – sklepaliśmy wreszcie tych nieszczęsnych Niemców, w grupie na Euro nie straciliśmy gola, a potem niestety odbił to Patricio.

Jasne, że mam do Nawałki i piłkarzy żal za ten nieszczęsny wypad do Rosji, zwany powszechnie grą na mundialu. Zgadzam się jednak z moim kolegą Maciejem Koprowiczem, dziennikarzem portalu Antyradio.pl – to najlepszy trener od lat 80-tych. To wystarczy za podsumowanie. Panie selekcjonerze, dziękuję za wszystko.

Panie selekcjonerze, przepraszam

Garetha Southgate’a zacząłem wyśmiewać relatywnie szybko, bo po ogłoszeniu ostatecznej kadry Synów Albionu na MŚ w Rosji. Byłem przekonany, że gość nie wie co robi biorąc pod uwagę Gary’ego Cahilla, który po ostatnim sezonie w Chelsea zasługiwał najwyżej na reklamowanie Fairy po skończeniu kadencji Irka Bieleninika. Jak się okazało, Cahill wcale nie ma okazji do spartolenia sytuacji, bo po prostu nie podnosi się z ławki rezerwowych, a Anglia jest znakomicie przygotowana pod względem taktycznym i mentalnym. W tym momencie pragnę wam polecić wpis mojego kolegi Michała Gutki z Przeglądu Sportowego na fanpage’u jego bloga –

Gareth Southgate obecnie jest jednym z największych wygranych mistrzostw, a przecież wciąż ma szansę na awans do strefy medalowej. W znakomity sposób zbudował mentalnie Harry’ego Kane’a, nie zwracając uwagę na kontrowersje związane z jego osobą w końcówce sezonu Premier League. Po prostu zrobił go kapitanem i pokazał mu, że to wokół niego chce zbudować drużynę, która docelowo ma niedługo walczyć o medale. Trafił w dziesiątkę – Kane walczy o koronę króla strzelców i w najważniejszych momentach wytrzymuje presję przy rzutach karnych. Jedenastkach, które kiedyś pogrążyły samego Southgate’a.

Ktoś zarzuci, że Anglicy się ślizgają, bo mają łatwą drabinkę. Może i tak, ale przypomnijmy sobie, iż teoretycznie łatwiejsi rywale wcale w przypadku Trzech Lwów wcale nie są gwarantem wygranych, a najświeższa trauma z Euro 2016 i klęska z Islandią mówią w tym przypadku wszystko. Selekcjoner i angielskie media wyraźnie dały do zrozumienia, że od tej kadry jeszcze w tym momencie nie wymaga się cudów. Dopiero dołączy do nich pokolenie, które całkiem niedawno wygrało MŚ u20 i wtedy znów będzie wrzało od medalowych spekulacji. Teraz Southgate i powołani przez niego piłkarze mieli się cieszyć grą, a jak się coś uda wygrać to w sumie też spoko. Z tym gościem za sterami – powoli zaczynam się przekonywać do takiej możliwości.

I jeszcze na koniec odparcie jednego zarzutu – topornej gry Anglików. Toście państwo chyba na Kolumbię w meczu 1/8 finału nie zwracali uwagi…. otóż podopieczni Pekermana przez godzinę nawet nie pierdnęli w okolicach pola karnego, strzeżonego przez Pickforda. W starciu z Tunezją po 15 minutach powinno być z 3:0, ale Lingardinho i spółka nie potrafili wykańczać brawurowych ataków. Były męczarnie, ale nadal zaskakujące zwycięstwo. Później starta na puch Panama, mecz rezerwowych z Belgią i wreszcie zasłużony triumf nad Los Cafeteros, gdzie przez większą część to Anglicy kontrolowali grę. Mnie, przeciętnego dziennikarzynę, który nie może żyć bez Premier League Gareth Southgate taką grą przekonuje. Zatem przepraszam, że wątpiłem i dziękuję.

Konrad Marzec