Marcin Cebula
Marcin Cebula (Korona Kielce) / fot. Mikołaj Barbanell / Radio GOL

Dwunastoletnia przygoda, a może nawet miłość Marcina Cebuli i kieleckiej Korony powoli dobiega końca. W wywiadzie udzielonym dla serwisu Łączy nas Piłka, 24-letni pomocnik przyznał, że pora zmienić otoczenie i po sezonie 2019/2020 opuści świętokrzyską drużynę. Jak sam twierdzi, na jego decyzję wcale nie miał wpływu spadek kielczan do pierwszej ligi.

Lipiec 2008 roku – to właśnie wtedy niespełna 13-letni Marcin Cebula odchodzi z młodzieżowej drużyny Pogoni Staszów i zostaje zawodnikiem Korony Kielce. Ciekawostką jest fakt, że najlepsza ekipa województwa świętokrzyskiego tego samego roku została karnie zdegradowana za korupcję.

Do Korony przyszedłem w pierwszej klasie gimnazjum. Trener Tomasz Wilman mnie wypatrzył i zaprosił na testy. Potem prowadził mnie we wszystkich drużynach młodzieżowych aż do Młodej Ekstraklasy. Nasze drogi przecięły się znów, kiedy został szkoleniowcem pierwszej drużyny. Jako junior wyprowadzałem piłkarzy na mecze ekstraklasy i podawałem im piłki. Marzyłem, by być na ich miejscu, ale nie spodziewałem się, że to się uda, a do tego stanie się to tak szybko. W ekstraklasie zadebiutowałem w wieku niespełna 18 lat

– opowiada Marcin Cebula.

Pierwsze spotkanie Marcina Cebuli w dorosłej drużynie Korony Kielce przypadło na dzień 3 maja 2013 roku. Koroniarze na własnym boisku podejmowali wówczas Polonię Warszawa. Spotkanie zakończyło się wynikiem 1:1, a kluczowa dla 17-letniego wówczas Cebuli była 56. minuta. To właśnie wtedy na murawie zmienił Łukasza Sierpinę i po raz pierwszy pojawił się w rozgrywkach Ekstraklasy.

Pamiętam pierwszy występ w ekstraklasie jakby to było wczoraj, a przecież już minęło ponad siedem lat. Trener Leszek Ojrzyński śmiał się ze mnie i Karola Angielskiego, bo wtedy razem debiutowaliśmy w spotkaniu z Polonią Warszawa. Po meczu mówił, że mocno nam się nogi plątały. Stres rzeczywiście wtedy był

– wspomina pomocnik Korony.

W debiutanckim sezonie 2012/13 Marcin Cebula na boisku pojawił się jeszcze jeden raz. W rozgrywanym niemal równo miesiąc później – 2 czerwca – wyjazdowym spotkaniu przeciwko Lechowi Poznań, pomocnik Korony w 78. minucie zastąpił obecnego piłkarza Jagiellonii Białystok, Bartosza Kwietnia. Jak wspomina w wywiadzie dla serwisu Łączy nas Piłka, początki w seniorskiej drużynie nie były dla niego łatwe.

Na początku było trochę trudno. Wchodziłem do szatni, kiwałem głową, przybijałem piątki i do każdego mówiłem: „Dzień dobry”. Tak zostałem wychowany. Większość piłkarzy była spora ode mnie starsza, ale bardzo dobrze mnie przyjęli. Podpowiadali, jak się zachowywać na boisku i to mi pomogło sobie poradzić

– dodaje 24-latek.

Łącznie w barwach Korony w najwyższej klasie rozgrywkowej 24-letni pomocnik rozegrał 143 spotkania. Jego dorobek nie jest jednak zbyt bogaty jak na piłkarza, który naprawdę potrafił „zrobić nieco szumu” swoimi atakami. Cebula podczas dotychczasowej kariery na najwyższym szczebli trafiał do siatki przeciwników sześciokrotnie oraz zanotował siedem asyst przy golach kolegów.

Potrafiłem zagrać dobry mecz, a kolejny już słaby i trafiałem na ławkę. Nawet w trakcie spotkania robiłem świetną akcję, a potem chowałem się i znikałem na długie minuty. To nie była wina trenerów, tylko raczej moja. Wszyscy dookoła mnie mówili, że mam wielki talent i świetnie prezentuję się na treningach. Potem podczas meczów pokazywałem to może przez 30 minut, zamiast przez 90. Na początku chyba głowa nie dojeżdżała, ale w końcu dojrzałem i zacząłem brać na siebie coraz więcej odpowiedzialności

– mówi z niesmakiem Cebula.

Wierząc plotkom, 24-latek przebiera w ofertach klubów występujących nie tylko w PKO Bank Polski Ekstraklasie. Nieoficjalnie mówi się także o propozycji gry w jednej z drużyn włoskiej Serie B. Mowa o zajmującej obecnie 14. miejsce Pescarze Calcio. Zanim jednak Cebula siądzie do rozmów w sprawie nowego pracodawcy, już jutro – 18 lipca o godzinie 17:30 czeka go ostatnie spotkanie w barwach Korony Kielce. Na Suzuki Arenie złocisto-krwiści zmierzą się z innym spadkowiczem – ŁKS-em Łódź.

Kielce i Korona to mój drugi dom. Tu zacząłem dojrzewać piłkarsko i życiowo. Nadszedł jednak czas rozstania. W sobotę zagram po raz ostatni w tym klubie. To będzie mój 144. występ w ekstraklasie. Mogło być ich więcej, ale to zawsze był mój problem

– ocenia pomocnik.

Jak sam powiedział, Korona to jego dom, ale i jednak dom kiedyś trzeba opuścić. Wychowanek Pogoni Staszów jasno zakomunikował, że chce zmienić otoczenie i nie robi tego ze względu na spadek kielczan.

Nawet gdybyśmy się utrzymali, to i tak bym odszedł. Po prostu chcę zmienić otoczenie. Mam nadzieję, że taki krok pomoże mi w rozwoju. Nie żegnam się z Koroną i nie mówię, że tu nie wrócę. Wierzę po prostu, że taka zmiana da mi nowy bodziec. Chciałbym zagrać w Lidze Europy, a marzę o Lidze Mistrzów. To jest jeszcze do zrealizowania. Rozmowy się toczą i raczej zostanę w ekstraklasie. Choć i wyjazd do zagranicznego klubu to jeden z moich celów. Hiszpańska La Liga to kolejne marzenie

– kończy 24-latek.

Źródło: Łączy nas Piłka / futbol.pl

UDOSTĘPNIJ
Bartosz Pająk
Piłkarz, sędzia, spiker na meczach czwartoligowego Orlicza Suchedniów. Prywatnie sympatyk Manchesteru United, polskiej Ekstraklasy i pierwszej ligi. W wolnych chwilach miłośnik transportu kolejowego.