Wielu ludzi w polskim środowisku piłkarskim ma wręcz niebywałą umiejętność. Otóż jest to nadmierna gadatliwość, której nie powstydziłyby się baby z magla, jakby określił to Janusz Basałaj. Choć nie, wróć! Polskie środowisko piłkarskie przebija te szanowne Panie. Nikt w naszym kraju, może poza politykami nie gada tak dużo i tak głupio. 

Ostatnio tę umiejętność zaprezentował Czesław Michniewicz. Po meczu z Wartą Poznań postanowił jak zwykle podzielić się swoimi pomeczowymi spostrzeżeniami. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że przyznał się wprost do tego, że jego piłkarze zlekceważyli reżim sanitarny. Nie chodzi tu jednak o naczelnego idiotę ligi, Williama Remy’ego, ale o Igora Lewczuka i Tomasa Pekharta. 

Trener Michniewicz wprost przyznał, że jego dwaj piłkarze byli nie do końca zdrowi. Lewczuk już przed meczem narzekał na gorączkę, natomiast Pekhart po meczu przyznał się, że stracił węch. No przecież są to oczywiste objawy koronawirusa! Piłkarze są testowani co tydzień, trzyma się ich w reżimie, robi się wszystko, by im zapewnić jak najlepsze warunki sanitarne, a w tym przypadku nie zauważono, że dwóch piłkarzy źle się czuje? Nawet, jeśli mieli negatywne wyniki testów? Toż to niemożliwe! W cywilizowanym kraju? A jednak! 

Michniewicz tłumaczył fakt wystawienia Lewczuka tym, że nie było nikogo na jego pozycji, kto mógłby zastąpić go w meczu. Panie selekcjonerze, pytam wprost: gdzie byli piłkarze z akademii, gdzie byli ci, o których się mówi, że ma to być przyszłość Legii? Prezes Mioduski chwali się akademią, a nie potraficie w niej znaleźć jednego środkowego obrońcy na jeden mecz? Niewiarygodne! Brawo Legio! Potraficie się skompromitować bardziej, niż z Dudelange.

O ile sam przypadek Lewczuka, czy Pekharta może być łatwy do piętnowania, tak słowa Michniewicza są jeszcze łatwiejsze. Jak trener drużyny, która uważa się za polskiego hegemona może powiedzieć wprost w tych trudnych czasach, gdy każdy uważa na swoje zdrowie i życie, gdy każdy dba szczególnie o swoją higienę, że piłkarz jego drużyny grał z jednym z objawów koronawirusa, a drugi zgłosił po meczu inny z nich? To pokazuje albo głupotę trenera, albo absurd przepisów i choćbym chciał powiedzieć, że to drugie, to jednak pokazało to, że trener nie błysnął intelektem. Można wręcz rzec, że zrównał się inteligencją z Vukoviciem i jego wypowiedzią o nowym trenerze Legii. Czasami warto lepiej ugryźć się w język, czego sam przez 25 lat mojego życia się nauczyłem. 

UDOSTĘPNIJ