Wczoraj zakończyły się eliminacje EURO 2020. Przez baraże zakwalifikowały się Macedonia Północna, Słowacja, Szkocja i Węgry i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie głośna dyskusja internetowa po tych meczach.

Chodzi rzecz jasna o spór dotyczący świętej i nietykalnej zdaniem wielu formuły mistrzostw, jaką była ta z szesnastoma drużynami. Wiele jest głosów, że turniej z dwudziestoma czterema ekipami jest wręcz profanacją. Oczywistym rzecz jasna jest, że w momencie podjęcia decyzji o powiększeniu liczby uczestników mistrzostw Europy zmniejszy się nieco poziom turnieju, że awansują na niego ciut bardziej przypadkowi gracze, jak cztery lata temu Albania, czy obecnie Macedonia Północna. Nikt jednak nie zwraca uwagi na to, że żyjemy w czasach szeroko pojętej globalizacji futbolu, w której lada moment normalnym stanie się mundial z 48 zespołami, czy kolejne finały Champions League w coraz dziwniejszych miejscach. Kasa misiu, kasa!

Poruszany jest w tej dyskusji poziom turnieju i fakt, był on słabszy cztery lata temu niż wcześniej. Sam nie obejrzałem wielu spotkań EURO we Francji i to nie dlatego, że Polsat zrobił go w systemie premium (znowu ta kasa, misiu), tylko po prostu wiele meczów stało na naprawdę słabym poziomie. Z drugiej strony mieliśmy kilka miłych niespodzianek na czele z Polską, Islandią, czy tą nieszczęsną Albanią, która była o włos od awansu z grupy. Wszyscy wieszczą już katastroficznie, że w 2021 roku będzie jeszcze gorzej, że tego już w ogóle nie będzie się dało oglądać. Zapytam Was drodzy moi: czy patrzyliście na to, kto na tym turnieju zagra? Otóż powiem Wam – patrząc na same nacje piłkarskie w Europie będziemy mieć do czynienia z najsilniej obsadzonym turniejem o puchar Henri’ego Delaunaya w historii.

Nawet ta nieszczęsna Macedonia Północna, czy Szkocja, której nie mam prawa pamiętać z gry na wielkim turnieju może coś zdziałać i głosy, że takim zespołom powinno się odbierać prawo gry, bo ma być tradycyjnie i z szesnastoma drużynami są po prostu nie na miejscu. Jestem pewien wręcz, że w czerwcu, o ile pandemia znowu nie pokrzyżuje planów, to będziemy wszyscy pisać na Twitterach, czy Facebookach jak to sensacyjnie zagrała taka Macedonia Północna, jak to Finlandia postraszyła Belgów mimo porażki, czy wreszcie jak to Węgrzy znowu urwą punkt Portugalii podobnie, jak we Francji.

Proponuję trochę lodu na rozgrzane głowy, bo UEFA i tak ma nasze opinie gdzieś. Liczy się to, co Ceferin i jego świta mają w portfelu. Zostawmy po prostu tak, jak jest, bo obecna formuła ma czym się obronić. Należy raczej cieszyć się, że nie chcą powiększać jeszcze bardziej i modlić się, by takie głupie pomysły, jak ten Infantino o mundialu nigdy więcej nie przeszły pozytywnie. Wtedy dopiero mielibyśmy się o co martwić, choć mamy dużo ważniejsze obecnie problemy na świecie.

UDOSTĘPNIJ