Drodzy! Judas Priest zagra na Woodstocku! Znaczy… na Pol’and’Rock Festival, ale to to samo. No nieważne. W natłoku meczów mundialowych dotarła do mnie ta kapitalna informacja ze świata kultury i sztuki. W mgnieniu oka odkopałem “Dżudasów” na Spotify, żeby przypomnieć sobie szczenięce lata. Wertuję albumy, aż tu nagle widzę dumne “British Steel”. W tym momencie mojej głowie wygrał futbol – oplułem monitor ze śmiechu.

Kolebka futbolu! Brytyjska stal! Anglia! Jakież to dumne i podniosłe, być Anglikiem i kibicować swojej reprezentacji. Problem w tym, że największym sukcesem angielskiego futbolu, jest właśnie stworzenie tej trwalszej niż ze spiżu iluzji. Iluzji, która sprawia, że ja, człowiek urodzony w roku 1995, nigdy nie widziałem medalu Anglików na dużej imprezie, a mimo to uważam ich za mocarzy i „ojców futbolu”. Zupełnie bezpodstawnie. Odkąd, pamiętam (a zapewniam, że zjawisko to występuje o wiele dłużej niż sięga moja pamięć) Anglicy jadą na wielką imprezę wręcz przekonani o tym, iż wrócą przynajmniej ze srebrnym medalem. Za każdym razem jednak, odpadają oni w pechowych lub kompromitujących okolicznościach. Jeśli nie mylę się w obliczeniach Mistrzostwa Świata w Rosji będą piętnastym z rzędu turniejem, na którym Anglicy spadną z rowerka i solidnie obiją sobie cztery litery. Potęga! Co nie?

Cykl życia lwa

W „Futbonomii” Simona Kupera i Stefana Szymańskiego, owi panowie rozbijają cykl życia reprezentacji Lwów Albionu na osiem faz. Bezbłędnie.

Faza IPrzekonanie, że Anglia zostanie mistrzem.

Faza IIAnglia trafia w turnieju na byłego wroga z czasów wojny i przegrywa.
W tym roku prawdopodobnie 7 lipca wpadną w ćwierćfinale na Niemców.

Faza IIIPo meczu Anglicy stwierdzają, że mieli pecha.
Tu choćby gol – widmo Lamparda w RPA przeciw Niemcom, czerwona kartka Beckhama w 1998 roku i tak dalej.

Faza IVWszyscy inni oszukiwali.
Ponownie Lampard w RPA, ale również „Ręka Boga” Diego Maradony.

Faza V – Anglia wylatuje z turnieju daleko poza strefą medalową.
Najbliżej byli w 1990 roku, gdy zajęli czwarte miejsce.

Faza VIDzień po porażce życie w Anglii wraca do normy.
Pod koniec lipca miną 52 lata od zdobycia ostatniego mistrzostwa. Obywatele Anglii mają więc spore doświadczenie w przegrywaniu. Przychodzi im to naturalnie.

Faza VIIZnajduje się kozła ofiarnego.
Beckham w 1998, sędzia w 2010 i 1986. Czasami bramkarz kadry, czasami trener, bywa, że kapitan. W zasadzie nigdy winien nie jest przeciwnik, który zagrał lepiej.

Faza VIII Anglia jedzie na kolejne Mistrzostwa przekonana, że zwycięży.
Cykl się zamyka. Można się śmiać z naiwności, ale czy nie o to w sporcie chodzi? O podnoszenie się po upadkach i chęć rewanżu?

Źródło: „Futbonomia”; S. Kuper, S. Szymański; 2017; Kraków.

Premier League jest małą ściemniarą

Jakie są powody takiego stanu rzeczy? Czy Anglicy po prostu są słabi w piłkę nożną, a jedyny ich sukces z roku 1966 zawdzięczają temu, że turniej odbywał się właśnie w Anglii? Być może zaprzedali piłkarską duszę diabłu i w zamian za posiadanie najlepszej ligi świata, mają kijową reprezentację? Oj! Chyba złapałem dobry trop! Premier League.

Jakkolwiek śmiesznie nie wygląda to w tekście autorstwa Polaka, prawdą jest, że jakość krajowej ligi wpływa znacząco na funkcjonowanie reprezentacji. Tu pojawia się pewna znacząca pułapka myślenia, która dotyczy w zasadzie każdego menedżera, dyrektora sportowego i zarządu klubu na Wyspach Brytyjskich. Anglik jest bogiem. Chłopak z angielskim paszportem w Premier League jest droższy, lepiej zarabia, ma “chody” u kibiców i jest chętniej wybierany przez trenera niż piłkarz z zagranicy. Sytuacja zgoła odmienna od tej obserwowanej w Polsce. W efekcie tej miłości Anglików do Anglików piłkarze tej narodowości w ligach zagranicznych to zjawisko prawie niezachodzące. ŻADEN z powołanych przez Garetha Southgate’a na mundial w Rosji nie występuje w lidze innej niż Premier League. Lidze, która ma swój ciężki, siermiężny (ale jakże uzależniający!) styl. Lidze, która bez dwóch zdań jest najcięższą i najbardziej wymagającą na świecie. Napięty terminarz, brak zimowej przerwy, mocny przeciwnik prawie co tydzień oraz taktyczne zafiksowanie w myśl szkoleniową polegającą zwykle na długich piłkach i kopaniu po kostkach (to nie o Panu, Panie Guardiola!). Oto rzeczywistość z jaką przez ostatnie 11 miesięcy borykał się KAŻDY z piłkarzy reprezentacji Synów Albionu. Zamknijmy więc oczy i wyobraźmy sobie, że dwóch angielskich napastników uprawiało przez ostatni rok radosną ofensywną piłkę gdzieś na wybrzeżu słonecznej Hiszpanii, a nie w strugach deszczu robotniczego Manchesteru czy zamglonego Londynu. Przypuśćmy, że dwóch spośród defensorów zbierało najnowocześniejsze taktyczne szlify w wyrachowanej i perfekcyjnej Bundeslidze. Do tego jakiś młodzian z drugiej linii, na co dzień pewny siebie gwiazdor, boiskowy lider mistrza… na przykład ligi chorwackiej lub nawet meksykańskiej! Jestem przekonany, że taki drobny miszmasz mentalności, stylów gry i elementarnych koncepcji futbolu przyniósłby korzyść reprezentacji. Korzyść zdecydowanie większą niż ta wynikająca z kiszenia przepłaconych piłkarzyków w zalewie z „łopatologii taktycznej” i kopania po kostkach w narożnikach płyty boiska na The Hawthorns.

Polacy przejmują ten wątek

No dobrze. Przyznaję się. Podczas mundialu będę trzymał kciuki za Anglików niemalże tak mocno jak za Polaków. Oczywiście się zawiodę (i możecie to zescreenować! – parafrazując sir Alexa) na tych wszystkich Butlandach, Trippierach i Rashfordach, ale cóż, serce nie sługa. Na pocieszenie wszystkim sympatykom reprezentacji Lwów Albionu pozostawiam światełko nadziei w postaci angielskiej drużyny U21, bo ta nazywana „Młodymi Lwami” ekipa to w rzeczywistości boiskowe „młode wilki”, które z pewnością namieszają w światowym futbolu. Namieszają, lecz najwcześniej za cztery lata. Póki co zalecam melisę, walerianę i trzymanie kciuków za to byśmy 2 lipca w Rostowie zrobili Anglikom tak zwaną „Fazę V”.

Bartosz Brzoskowski

ŹRÓDŁO„Futbonomia”; S. Kuper, S. Szymański; 2017; Kraków.
FOT.thenewdaily.com.au
UDOSTĘPNIJ
Zakochany w futbolu student Psychologii w Biznesie. Wąbrzeźnianin. Komentarz sportowy & Marketing w Radio Gol