Chciałbym podzielić się moimi subiektywnymi opiniami na temat mundialowego „naj” w kilku mniej lub bardziej oczywistych kategoriach. Będzie mi miło, jeśli zachęcę Was tym do dyskusji. W piłkę nikt z nas grać nie potrafi, więc sobie o niej chociaż porozmawiajmy.


Najlepszy piłkarz fazy grupowej: Denis Czeryszew.

Gość nie był nawet przewidziany do pierwszego składu reprezentacji Rosji. Pojawił się na placu gry w 24. minucie meczu otwarcia z Arabią Saudyjską, zmieniając kontuzjowanego Ałana Dzagojewa. W tym samym meczu zaaplikował Arabii dwie bramki. Ogólnie w turnieju do siatki rywala trafiał czterokrotnie, z czego trzy te trafienia padały w meczach fazy grupowej. Jednak nie liczby przemawiają za Czeryszewem jako najjaśniejszej gwieździe fazy grupowej. Bądź co bądź, w pierwszych trzech rundach gier byli skuteczniejsi. Denisa wyróżniam jednak spoglądając na niego w szerszym kontekście. Ronaldo zaliczył genialny mecz przeciw Hiszpanii, ale z Maroko i Iranem szło mu jak po grudzie. Kane dał ważne trzy punkty golem w ostatnich minutach z Tunezją i maltretował Panamczyków, ale dla niego to żaden wyczyn. Coutinho był decydującym piłkarzem w barwach Canarinhos, ale po prostu wyróżniał się na tle słabo grających kolegów. Czeryszew zaś, był wiodącą postacią w Sbornej. Bez jego techniki, pewności siebie i umiejętności decydowania o losach spotkania, Rosja nie byłaby jedną z najpiękniej i najskuteczniej grających reprezentacji turnieju. Denis pojawił się na boisku z konieczności i tchnął w pełną konfliktów i niejasności drużynę nowe życie. Nawet samobójcze trafienie w mało ważnym spotkaniu z Urugwajem nie zabierze mu tego, że na największej piłkarskiej scenie świata pokazał, iż piłką nożną można odmieniać mentalność mniejszych i większych grup ludzkich.

Najlepszy piłkarz fazy pucharowej: Luka Modrić.

Tutaj bez najmniejszego zaskoczenia. Trzeba oddać królowi co królewskie. Naturalnie, mógłbym uznać Lukitę za zawodnika całego turnieju, jednak na osobne wyróżnienie zasługiwała sytuacja Czeryszewa w kadrze Rosji oraz romantyczna historia Modricia z fazy pucharowej. O reprezentacji Chorwacji zostało powiedziane już chyba wszystko. Wszyscy wiemy, że w trzech kolejnych meczach grali po 120 minut. Wszyscy pamiętamy dramaturgię meczu z Danią. Wszyscy też choć odrobinę chcieliśmy, aby to właśnie pomocnik Realu Madryt wzniósł puchar w górę. Trzydziestodwuletni Luka grał w na mistrzostwach średnio 99 minut na mecz! Znamy go doskonale z pięknej gry, fenomenalnych podań, strzałów z dystansu i tym podobnych perełek. Na mundialu jednak poznaliśmy go również jako prawdziwego generała. Facecik mierzący 173 cm notował raz za razem kluczowe przechwyty i odbiory. Po prostu przyciągał do siebie piłkę po czym z uporem maniaka i elegancją lorda zagrywał ją, niemalże zawsze do przodu. Pisać o grze Modricia to tak jak tańczyć o filmach Scorsese. Można, ale po co? Trzeba to zobaczyć.

Największe pozytywne zaskoczenie: Iran.

Brak gwiazd, brak nowoczesnego, europejskiego szkolenia, do tego bardzo trudna grupa z Portugalią, Hiszpanią i Marokiem. Totalna beznadzieja. Spodziewać mogliśmy się, że zobaczymy Iran sypiący się tak, jak posypała się reprezentacja Polski. Jeśli istnieje wspólna cecha, za którą kibice na całym świecie kochają drużyny, to jest to wola walki. Nie wielkie nazwiska, nie gabloty pełne trofeów, nie bogata historia. Nie mając niczego, można podnieść głowę i walczyć – to kupuje serca kibiców. Tak też grał Iran, niezależnie od przeciwnika, od sytuacji w tabeli, czy na boisku oni po prostu walczyli. Uprawiali prosty, skuteczny futbol ciągle dążąc do zdobycia bramki. W ostatecznym rozrachunku, po zwycięstwie nad Maroko i remisie z Portugalią zabrakło im jednej(!) bramki do wyjścia z grupy kosztem właśnie Portugalii. Cokolwiek będę robił w życiu, chciałbym zawsze robić to z takim zaangażowaniem z jakim Iran grał w piłkę na tych mistrzostwach.

Największe negatywne zaskoczenie: Podział drabinki na „trudną” i „łatwą”.

Oczywiście, że na etapie fazy pucharowej nie ma już słabych drużyn. Mocarna Szwecja, nieustraszona Japonia i hegemon w postaci Danii. Wszyscy na tej samej drodze do finału. Okej… po „łatwej” stronie wykładały się Hiszpania i Anglia. Nie da się jednak ukryć, że gdyby drabinka rozłożyła się bardziej równomiernie pod względem potencjału, to emocji mogło być znacznie więcej. Mimo tego, że w finale bardzo mocno trzymałem kciuki za Chorwację to śmiem wątpić, że byliby 15 lipca na Łużnikach, gdyby po drodze do Moskwy spotkali Belgię lub Urugwaj. Wprawdzie ciężko dyskutować z trzema kolorowymi krążkami z kruszcu. Niemożliwym jest również chyba stworzenie systemu bardziej sprawiedliwego, niż parowanie miejsc pierwszych i drugich w 1/8 finału, ale mimo wszystko czuję niedosyt.

Najpiękniejszy przykład kultury: Japonia.

Mistrzostwa Świata prowokują miesięczną konfrontację kultur całego świata. Obserwujemy różnice zarówno sportowe, widoczne tylko na boisku, ale również te ludzkie, wynikające bezpośrednio z kultury narodu. Pod tym właśnie względem wybija się Japonia. Jedno z najbardziej wartościowych wspomnień jakie można zachować po całym ubiegłym miesiącu. Japońscy kibice, sprzątali po sobie sektory trybun, które wcześniej zajmowali, zaś piłkarze i sztab pozostawiali szatnie w takim stanie, w jakim je zastali. Jakież to piękne w swojej prostocie. Nawet po meczu z Belgią w 1/8 finału, kiedy Japończycy wypuścili z rąk dwubramkowe prowadzenie i odpadli z turnieju w ostatnich sekundach regulaminowego czasu gry, na trybunach i w szatni panował nienaganny porządek. Przy okazji Iranu wspominałem już o tym jak ważny jest charakter. Dużo ważniejszy od umiejętności, które nawet jeśli są to przeminą. Klasa zostanie na zawsze z kimś, kto raz ją posiądzie. Tak proste, a przy tym piękne zachowanie Japonii zostanie w mojej pamięci dużo dłużej niż piękne trafienie Pavadra czy karny obroniony przez Schmeichela.

Najobrzydliwszy przykład braku kultury: Władimir Putin.

Ja wiem, że to jest temat rzeka. Wiem, że nigdy nie zrozumiem postrzegania Putina przez Rosjan i jego pozycji w mentalności tego narodu. Wiem, że podczas dekoracji tuż po finale, był dla wielu dużo większą figurą niż piłkarze i po prostu po ludzku odczuwał presję. Wiem jednak, że gdy leje jak z cebra, a masz wokół siebie kobietę i parasol, to rozkładasz go nad nią. Szach-mat Panie Putin, pod tym względem Pan leży. Podobne przemyślenia miałem, gdy Juventus organizował posezonową dekorację piłkarzy na własnym obiekcie. Sytuacja była analogiczna. Potwornie się rozpadało, a piękne dziewczyny stojące na scenie stały przemoczone do suchej nitki, rozmazane i rozedrgane. Niby nic, niby siła wyższa, niby nie można na to wiele poradzić, ale po piłkarzach tak eleganckiego klubu jak Juventus wymagasz dżentelmeńskiej etykiety w każdej sytuacji. Podobnie wymaga się tego od prezydenta Rosji, osoby odznaczonej wieloma orderami, w tym Orderem Honoru, który choć przyznawany za „zasługi cywilne” to jednak nawet samą swoją nazwą zobowiązuje do honorowych zachowań. Może nawet bym tego nie zauważył, gdyby Pani Prezydent Chorwacji stała kilka metrów dalej od Putina. Być może nie rzuciłoby mi się to w oczy gdyby Władimir nie był kilkukrotnie pytany przez człowieka z tylnego rzędu czy nie potrzebuje parasola. Ostatecznie pewnie o sprawie bym zapomniał, gdyby po kilku minutach Putin zdania nie zmienił i jednak o parasol nie poprosił. Ostatecznie Pani Prezydent również parasol otrzymała, ale jako ostatnia z całego towarzystwa. Osoba, której najbardziej zależało na tym, aby pokazać światu swój autorski projekt pod tytułem „Rosja” jako piękny, normalny, cywilizowany i nowoczesny, popełnia – moim zdaniem – potworną gafę w kulminacyjnym momencie mistrzostw. Przykre.

Oto moja szybka garść przemyśleń po tym rajskim miesiącu. Oczywiście mógłbym znaleźć o wiele więcej tych wszystkich „naj” i ważnych dla mnie momentów mundialu, ale wtedy musiałbym napisać całą książkę, a nie krótki, luźny tekst. Z resztą… przez kilkanaście najbliższych dni echa imprezy będą jeszcze krążyły w mediach, więc będzie czas na powtórzenie i utrwalenie nabytych spostrzeżeń.

Bartosz Brzoskowski

FOT.apuntoenlinea.com
UDOSTĘPNIJ
Zakochany w futbolu student Psychologii w Biznesie. Wąbrzeźnianin. Komentarz sportowy & Marketing w Radio Gol