Na nic się zdały nocne fajerwerki w Poznaniu nad hotelem, w którym spali piłkarze Benfiki. Wyniku nie ma, niesmak pozostał. Powiedzieć, że Poznań okazał się niegościnny to jak nic nie powiedzieć. Poznań okazał się źle wychowany i nieczujący ducha sportu.

I nie dam się przekonać, że powszechność tego typu przewinień w piłce nożnej jest na tyle duża, że nikt na nie już nie zwraca uwagi. Nie przekonuje mnie również argument, że poznaniacy podobnie zostali ugoszczeni w Szwecji podczas spotkań eliminacyjnych. Ani to, że wobec braku możliwości wejścia kibiców na stadion mają oni prawo trochę poprzeszkadzać poza nim. Nie przekonuje mnie również fakt, że to „święte” prawo gospodarzy pomóc swojej drużynie. Wszystko powyżej jest dla mnie rodzajem nieudolnego usprawiedliwiania niskiego uczynku oraz głaskania kiboli.

90 minut na boisku to wystarczający czas, by udowodnić swoją wyższość. Owa wyższość zupełnie nie smakuje wyszarpana w sposób nieuczciwy. I choć oczywiście przewinienie na pozór dość niewinne, to jest pewną furtką. Furtką do przyjmowania zachowań nieuczciwych bez potępienia. Otóż może kogoś zaskoczę, ale informuję, że zbitka fair play nie jest tylko odgórnie narzuconym sloganem dla grzecznych kibiców. Stanowi ona natomiast fundament sportu. W tym szczególnym przypadku piłki nożnej. Wartości sprawiedliwej rywalizacji stoją wyżej w hierarchii od wyniku i koniec kropka.   

Mam poczucie, że w rodzimych mediach nie wybrzmiała dezaprobata dla tego zachowania. Wszystko, co mogliśmy przeczytać na temat nocnego wybryku to informacja o „nietypowym zdarzeniu”, czy o „urządzeniu pobudki portugalskim piłkarzom”. W poczuciu powinności pozwolę sobie zatem napisać, że zachowanie kibolów było słabe. Niewiele miało wspólnego ze zdrową rywalizacją i sportowym szacunkiem dla drużyny rywali.

UDOSTĘPNIJ