Kilka dni temu, przed konkursem o Mistrzostwo Świata na normalnej skoczni jeden z dziennikarzy zapytał Dawida Kubackiego, czy plastron broniącego tytułu dodatkowo waży. Nasz skoczek odpowiedział przecząco. Co, gdyby jednak spytać Halvora Egnera Graneruda o to, jak ciężka jest koszulka lidera klasyfikacji generalnej? Gdyby odpowiedź była szczera, to mogłaby być zgoła odmienna. Tak przynajmniej pokazuje najnowsza historia Mistrzostw Świata.

Od Mistrzostw Świata w Val di Fiemme w 2013 roku, żaden lider klasyfikacji generalnej nie udźwignął presji. Nie zrobił tego dwa lata temu Ryoyu Kobayashi, który wrócił z Austrii bez indywidualnego medalu. Cztery lata temu do Lahti w żółtym plastronie jechał natomiast Kamil Stoch i również nie przywiózł medalu wywalczonego w pojedynkę. W 2015 roku do Falun jako lider jechał Peter Prevc, i co? I również obyło się bez indywidualnego medalu. W 2013 roku w Val di Fiemme Schlierenzauer, co prawda indywidualnie medal wywalczył jako przodujący w klasyfikacji generalnej. Jednak jedno srebro odebrano jako spory niedosyt, jak na jego ówczesną formę. Wszak w sezonie 2012/13 miał aż 10 zwycięstw w konkursach Pucharu Świata. Austriak jest przecież legendą skoków narciarskich, a tamten sezon był jego drugim najlepszym w karierze. Mimo to zawiódł.

Doliczając sobotnią porażkę Graneruda, dochodzimy do nieprawdopodobnej statystyki. W 9 ostatnich konkursach indywidualnych na Mistrzostwach Świata liderzy klasyfikacji Pucharu Świata ugrali ledwie jeden srebrny medal! Najnowsza historia jest zatem przeciw Granerudowi.

Skąd taka zależność? Czy ma tutaj znaczenie psychika, której nie sposób udźwignąć presji? A może zawodnicy walczący o Kryształową Kulę są już wypaleni w drugiej połowie lutego, kiedy to zwykle odbywają się Mistrzostwa Świata? Te pytanie nie są już do mnie, a do psychologów sportowych i speców od przygotowania fizycznego. W szczególności zaś do trenerów narodowych reprezentacji. Pewnie każdy przypadek rozebrany na czynniki pierwsze może być inny. Niemniej jednak spadek formy Norwega nie jest do końca zaskoczeniem, a raczej potwierdzeniem swego rodzaju klątwy ciążącej na zawodnikach z żółtym plastronem podczas Mistrzostw Świata.

Granerud będzie miał jeszcze szansę w najbliższy weekend odmienić najnowszą historię skoków narciarskich na Mistrzostwach Świata. Tylko, czy Norwega na to stać? Pytanie nad którym, my kibice w Polsce nie musimy na całe szczęście się głowić. Bo my w Polsce na tegorocznej imprezie mamy w stajni czarne konie i złoto Piotra Żyły wcale nie musi być tym ostatnim przywiezionym z Oberstdorfu.

UDOSTĘPNIJ