W sobotnie popołudnie za pośrednictwem Instagrama Anna Twardosz ogłosiła, że zmaga się z bulimią i depresją. Strasznie przykro się czyta takie wpisy, a jedyne, co można napisać, to życzenia szybkiego powrotu do zdrowia. A jeszcze bardziej przykre jest to, że w ogóle nie możemy być tą sytuacją zaskoczeni.

O kobiecych skokach w Polsce i podejściu do nich pisano już wiele, a na nowo zrobiło się głośno przy okazji Letniej Grand Prix w Wiśle, gdzie pomimo dodatkowej kwoty startowej przysługującej gospodarzowi wystawiliśmy tylko dwie zawodniczki – powodem było ustalenie przez PZN kontrowersyjnego kryterium – zawodniczki, aby uczestniczyć w szkoleniu centralnym, muszą mieć BMI na poziomie 21. Wynikło z tego, że do polskiej kadry – bądźmy szczerzy, nie najmocniejszej – nie zakwalifikowałaby się wicemistrzyni olimpijska, Katharina Althaus (21,1). Choć nie da się też ukryć, że czołówka zawodów w Wiśle w tym limicie by się zmieściła.

Prezes PZN Adam Małysz tłumaczył na antenie telewizyjnej, że liczbę wzięto z przepisów – przy BMI 21 przepisy określają maksymalną długość nart, większe BMI nie pozwala równoważyć siły nośnej sprzętem. Ale też przy mniejszym BMI stopniowo skracana jest ta maksymalna długość nart – przepis wprowadzono właśnie po to, żeby zawodnicy nie głodzili się i nie popadali w choroby związane z zaburzeniami żywieniowymi, aby zyskiwać na swej chudości. PZN zadziałał zatem zupełnie odwrotnie – jako priorytet postawiono możliwość dostosowywania sprzętu do masy ciała i wyciąganie z tego optimum wynikowego, w mniejszym stopniu patrząc na zdrowie zawodniczek.

Żeby też zrozumieć kontrowersje dotyczące BMI, należy zwrócić uwagę, że jest to czysto matematyczny stosunek masy ciała do kwadratu wzrostu (BMI=m/h^2). Ślepe patrzenie w te liczby nie uwzględnia natomiast np. tego, że tkanka mięśniowa i tłuszczowa mają różną gęstość – w praktyce zatem osoba o bardziej sportowej sylwetce może ważyć więcej od osoby z większą tkanką tłuszczową. Pisał o tym śp. Andrzej Niemczyk, który doprowadził nasze siatkarki do dwóch złotych medali ME – “Przytyłaś, bo mięsień zawsze waży więcej niż tłuszcz. Po siłowni to normalne. Owszem, ważysz więcej, ale zerknij w lustro. Patrz, jaką masz super sylwetkę. Nic nie zwisa, nie ma żadnej galarety, wyglądasz doskonale. Masz ciało, jakby było rzeźbione1” – to było podejście trenera “Złotek”.

Samo obliczanie wyniku na podstawie masy, wzrostu i długości nart (oraz siły i kierunku wiatru, ale to temat na inny felieton) sprawdzić się może przy puszczeniu z belki startowej worka ziemniaków albo innego bezwładnego ciała. W sporcie natomiast działa się na żywym człowieku, w grę wchodzą jeszcze m.in. siła odbicia i technika, a także wpływający na nie kształt ciała – rzeczy, które można, ba – należy wypracować nie w gabinetach za biurkami, uzupełniając kolejne tabelki w Excelu (który, na marginesie, jest moim najukochańszym programem komputerowym), tylko podczas treningów na skoczni, w siłowni czy w tunelu aerodynamicznym.

Wracając do sytuacji w naszych skokach kobiecych – jeżeli z jednej strony padł jasny i prosty (aż chciałoby się powiedzieć prostacki) komunikat o BMI 21, to i z drugiej odbiór też jest jasny i prosty (aż chciałoby się powiedzieć prostacki) – trzeba schudnąć (albo urosnąć, ale na to znacznie trudniej mieć wpływ). Autostrada do zaburzeń wybudowana, czekamy na żniwa.

I, niestety, się doczekaliśmy. Oczywiście, można w tej sytuacji powiedzieć, jak pewnie powiedziałaby większość trenerów (zresztą znam taki przypadek z innej dyscypliny) – “doprowadź się do porządku, bo chora i tak wyników mieć nie będziesz”. I z punktu widzenia wyników sportowych miałby taki trener rację – temu nie sposób zaprzeczyć. I nawet wtórną jest kwestia tego, czy opieką medyczną zawodniczkę otoczy związek we współpracy z Instytutem Sportu – Państwowym Instytutem Badawczym, czy będzie to leczenie prywatne, czy na NFZ.

Najistotniejsze bowiem w zarządzaniu sportem – a przecież o tym tutaj mowa, o zarządzaniu zdrowiem sportsmenki – jest postawienie sobie celu nadrzędnego. Czy rolą sportu jest: a) zdobywanie medali i wówczas po prostu selekcjonujemy najlepsze, najzdrowsze, najbardziej wytrwałe organizmy do spełniania tego celu, b) zysk finansowy i wówczas zajmujemy się najbardziej dochodową gałęzią sportu, czy c) wychowanie zdrowych obywateli, kosztem medali, pieniędzy i sławy. Na to pytanie nie ma jednej dobrej odpowiedzi – w Chinach będzie to odpowiedź a), w Stanach Zjednoczonych b) (no, nie da się ukryć, że jedno z drugim jest mocno powiązane), a w Szwecji czy Finlandii c). Oczywiście, to skala makro, można spojrzeć na to też w skali mikro – choćby pojedynczego klubu, w którym trener pracuje zarobkowo, jeden zawodnik trenuje, aby zdobyć olimpijskie złoto, a masa dzieciaków przychodzi, żeby się w ten sport pobawić, spędzić czas aktywnie.

I żeby znów wrócić do tematu Anny Twardosz, przytoczmy jej słowa.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Anna Twardosz (@anna_twardosz12)

Nie tylko bulimia jest tu bowiem problemem, ale i depresja. I nie da się nie zauważyć, że skoki narciarskie są tym, co mogłoby pomóc jej z tej paskudnej choroby wyjść. Ale “dostęp” do tych skoków jest ograniczony przez to, co ją w te zdrowotne problemy wprowadziło – BMI 21. Oczywiście, nie zamierzam tutaj bawić się w banały, że “sport to zdrowie” – doskonale wiemy, że w zawodowym sporcie zdrowie nie jest na pierwszym miejscu. Dyskutować natomiast można, czy skoki narciarskie w wykonaniu kobiet w naszym kraju są sportem zawodowym. I czy wyłącznie takim powinny być, zwłaszcza na tym etapie ich, nazwijmy to umownie, rozwoju.

I znów odpowiedzi jednoznacznej na to pytanie podać nie potrafię. Być może o to chodzi PZN-owi – na to też wskazywałby statut PZN2, w którego rozdziale II “Cele, zadania i środki realizacji” ciężko znaleźć coś o tzw. sporcie powszechnym, podpiąć pod to można co najwyżej “popularyzację narciarstwa”. Dla porównania przytoczę tu Polski Związek Kajakowy, w którego statucie3 “kajakarstwo powszechne” jest wymienione wprost, podobnie jak “prowadzenie działalności edukacyjnej, wychowawczej i popularyzatorskiej w zakresie kajakarstwa”.

Oczywiście, współczesny sport odbiega trochę od wizji barona Pierre’a de Coubertina sprzed blisko 130 lat, ale to właśnie podróże barona do Wielkiej Brytanii, obserwowanie tamtejszego systemu edukacji, w którym sport odgrywał niebagatelną rolę w kształtowaniu młodzieży, skłoniły go do przeszczepienia idei wychowania społeczeństwa poprzez sport najpierw we Francji, a następnie na poziomie międzynarodowym – wskrzeszając ideę olimpijską, dziś już (od siebie dodam – niestety) mocno skomercjalizowaną.

Ale jedno drugiemu nie musi przecież przeczyć. Sportowcy zawodowi są wszak inspiracją dla kolejnych pokoleń, a trenerzy pomimo pogoni za wynikami wciąż pełnią rolę wychowawców – niektórzy, jak Felix Stamm, wyprowadzili na porządnych obywateli rzezimieszków z wyrokami, inni, których nazwiska niech zostaną przemilczane, pogłębiali “złe nawyki”, sami dając nie najlepszy przykład.

Tak, jestem naiwnym idealistą, ale mam takie wrażenie, że jedyne, co stoi na drodze do harmonii pomiędzy rolą wychowawczą a ekonomiczną, propagandową czy ekonomoiczno-propagandową sportu, to tylko brak wiary i woli połączenia tych dziedzin, zapomnienie o tym, że po drugiej stronie drzwi gabinetu jest świat z ludźmi, za których przyjmując przywilej przesiadywania za biurkiem bierze się wielopoziomową odpowiedzialność.

I boleję, że historia Anny Twardosz jest tylko jedną z wielu podobnych w polskim sporcie. I ta historia nie napisała się w sobotnie popołudnie na Instagramie – ona pisała się przez dłuższy czas, tak jak i inne, których część pewnie poznamy, a części zapewne nie. I pomóc ich bohaterom i bohaterkom będzie przez to dużo ciężej.

 

Bibliografia:
1 A. Niemczyk, M. Bobakowski, “Andrzej Niemczyk. Życiowy tie-break”, Kraków 2015
2 Statut Polskiego Związku Narciarskiego
3 Statut Polskiego Związku Kajakowego

Foto: Alexander Hassenstein/Getty Images

UDOSTĘPNIJ
Avatar
Z wykształcenia hungarysta, z pasji dziennikarz i komentator sportowy, członek Klubu Dziennikarzy Sportowych i Międzynarodowego Stowarzyszenia Prasy Sportowej (AIPS), uczestnik Programu dla Młodych Reporterów AIPS, miłośnik sportów olimpijskich, curler, sędzia, sekretarz Polskiej Federacji Klubów Curlingowych, naiwny idealista