fot. VANDERLEI ALMEIDA / AFP / Getty Images

Po obecnym sezonie Formuły 1 pożegnamy ze stawki najmłodszego Mistrza Świata i jednego z najbardziej utytułowanych kierowców w historii sportu – Sebastiana Vettela. Nie ulega wątpliwości, że królowa sportów motorowych utraci nie tylko znakomitego sportowca, ale i człowieka.

Początki Sebastiana Vettela w Formule 1 nie były łatwe. Niemiec rozpoczął przygodę z F1 od występu za Roberta Kubicę w Grand Prix USA 2007. Zastępując kontuzjowanego Polaka, 19-letni wówczas Vettel od razu sięgnął po jeden punkt. Gdy później w tamtym roku znalazł sobie miejsce w Toro Rosso, podpisując kontrakt również na kolejny sezon, nie wszyscy byli przekonani do jego jazdy. W Grand Prix Włoch 2008 pokazał jednak, jak wielkim jest talentem. Jego pole position wywalczone w deszczu, a później zamienione w niedzielne heroiczne zwycięstwo bez wątpienia pozostaje jednym z najbardziej spektakularnych sukcesów w XXI wieku w F1.

W 2009 roku Seb dołączył do Red Bulla, gdzie mimo wszystko nie szło mu idealnie. Ekipa z Milton Keynes dostarczyła Niemcowi świetną maszynę. Vettel popełniał jednak sporo błędów, zyskując przydomek „Crash Kid”. Pomimo tego, kiedy miał dobry dzień, potrafił być nie do zatrzymania i dzięki temu zdobył tytuł wicemistrzowski, dając się pokonać jedynie Jensonowi Buttonowi w genialnym bolidzie Brawn GP.

Lata 2010-2013 to rzecz jasna sezony wspaniałej dominacji Vettela i Red Bulla. Mimo, że austriacki zespół zbudował wtedy cztery fenomenalne konstrukcje, to Sebastian wcale nie zdobył swoich tytułów w połowie sezonu, niczym Lewis Hamilton w 2020. W tych kampaniach zobaczyliśmy Seba w najlepszej odsłonie. Na myśli przychodzą chociażby dające pierwsze mistrzostwo triumfy w Brazylii oraz Abu Zabi 2010, Grand Prix Włoch 2011 czy legendarne niemal Grand Prix Indii 2013, po którym Vettel podziękował w specyficzny sposób swojej maszynie.

Sebastian Vettel z bolidem Red Bulla po zwycięstwie w Grand Prix Indii 2013. fot. Paul Gilham / Getty Images / Red Bull Content Pool

Przygoda Sebastiana z Ferrari nie przebiegła co prawda po myśli żadnej ze stron, ale nadal pozostawiła nam mnóstwo fantastycznych wspomnień. Parze Vettel-Scuderia ani razu nie udało się sięgnąć po tytuł, ale takie triumfy jak Malezja i Singapur 2015 czy Wielka Brytania 2018 były wyjątkowe zarówno dla zespołu, jak i dla Sebastiana. Vettel nie stracił błysku nawet po odejściu z włoskiej stajni, zdobywając pierwsze podium Aston Martina w F1 po powrocie brendu do sportu.

4 tytuły, 53 zwycięstwa, 112 podiów, rekord najmłodszego Mistrza Świata F1 i wiele więcej – Sebastian Vettel zdecydowanie jest jednym z najbardziej utytułowanych zawodników w historii sportu. Zdaniem wielu nie jest jednak jednym z najwybitniejszych i ciężko postawić go w jednym rzędzie z Hamiltonem, Schumacherem, Prostem, Senną czy Huntem. Mimo to nie ulega wątpliwości, że Seb był jednym z najbardziej lubianych zawodników.

Ku sympatii do Vettela nie brakuje przecież powodów. Niemiec od zawsze był jedną z najbardziej kolorowych, ciekawych i wybijających się postaci w sporcie. Ciągle otwarty, non stop uśmiechnięty, pozytywny i gotowy do pomocy zarówno w poważnych, jak i błahych sprawach. Żeby nie pokochać Sebastiana, trzeba się postarać.

Vettel to nieoceniony partner zespołowy. Mark Webber, z którym współpraca nie zawsze przecież układała mu się idealnie (sztandarowy przykład to oczywiście Grand Prix Turcji 2010), nadal wypowiada się pozytywnie na temat Niemca. Duet Vettel-Raikonnen, który przez 4 lata tworzył parę kierowców Ferrari, był połączeniem dwóch faworytów kibiców, po którym było widać, że idealnie do siebie pasuje. Współpraca z Charlesem Leclerciem też bywała trudna, szczególnie w 2020, ale mimo wszystko Monakijczyk z Niemcem pozostają w świetnych relacjach. Sebastian wiele nauczył obecnego lidera Ferrari, a do dziś ta para pozostaje przyjaciółmi. Tylko kilka dni usłyszeliśmy, że Sebastian napisał do wicelidera Mistrzostwa Świata, aby pocieszyć go po wypadku w Grand Prix Francji.

Seb wielokrotnie pokazywał, jak oczytanym i inteligentnym jest człowiekiem. Jego wypowiedzi zawsze są dokładne, bogate i wartościowe. Mimo, że stronił od Facebooka, Instagrama czy Twittera, to we wszystkich materiałach sponsorskich i medialnych zespołów widać było, że Vettel poza Formułą 1 rozwija się, czyta i że jest bardzo elokwentny. Nawet oglądając jego nieliczne momenty w netflixowym „Drive to Survive” nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że ze wszystkich osób w całym serialu to on ma najwięcej wartościowych rzeczy do powiedzenia, od niego można się najwięcej dowiedzieć i nauczyć.

W ostatnich latach komunikaty radiowe stały się bardzo ważną dla kibiców częścią wyścigów Formuły 1, a i w nich Vettel dorobił się swoich ikonicznych momentów. Już w Red Bullu miały sporo kolorytu, a wszyscy Tifosi pokochali Seba za jego przyśpiewki po włosku w czasach występów dla Ferrari. Do tego można dorzucić tak legendarne teksty jak „Blue flags” czy „What are we doing, racing or ping pong?”, a kolekcja pięknych nagrać radiowych, przy których ciężko się nie uśmiechnąć, robi się naprawdę obszerna.

Pojawienie się Micka Schumachera w Formule 1 pokazało nam twarz Sebastiana jako mentora i idola. Zawodnik Haasa od zawsze mówił, że Vettel był dla niego tym, kim dla 4-krotnego Mistrza Świata Michael Schumacher. Dwóch niemieckich kierowców zawiązało przez ostatnie dwa lata prawdziwą przyjaźń i pięknie obserwuje się, jak starszy z nich opiekuje się Mickiem w jego przygodzie z nowym światem królowej sportów motorowych. Nieraz jedną z pierwszych rzeczy, o które pytał w tym sezonie po wyścigu Vettel, był wynik młodego Schumachera.

Sebastian Vettel i Mick Schumacher, Baku 2021. fot. Mark Thompson / Getty Images

Sebastian jest też mniej oczywistą, ale możliwie lepszą stroną troski o sprawy pozasportowe w Formule 1. Gdy myślimy o formułowym aktywiście w kwestii środowiska, na myśl niemal od razu przychodzi Lewis Hamilton, promujący szacunek do planety i dietę wegańską. W oczach fanów Brytyjczyk nieraz nie jest jednak widziany w tych kwestiach poważnie. Vettel zdaje się robić nieco więcej. W tym, co mówi o środowisku, jest bardzo prawdziwy. Formule 1 udowadniał w tym roku, że przejście na paliwa syntetyczne nie jest wyzwaniem, jeżdżąc starymi samochodami napędzanymi takimi właśnie mieszankami w ramach akcji, promujących te rozwiązania. Na myśl przychodzi też walka Sebastiana o prawa kobiet w Arabii Saudyjskiej. Podczas weekendu F1, który się tam odbywał, zamiast milczeć i udawać że tematu nie ma (jak niektórzy), działał. Zorganizował bowiem kartingowy wyścig, w którym wzięły udział tylko kobiety, okazując w ten sposób wsparcie niesprawiedliwie traktowanym obywatelkom. A to tylko początek listy jego działań.

Teraz przyszła pora, aby Sebastian przeszedł na zasłużoną emeryturę. Na pewno dookoła Formuły 1 będziemy widzieć go wiele – jak sam zapowiedział, zajmie się teraz swoją misją poza sportem. Po wielu latach cieszenia nas swoją jazdą, Vettel w końcu poświęci się w pełni roli męża oraz ojca. Przez 16 sezonów w F1 pokazał nam Sebastiana kierowcę i Sebastiana człowieka, a od 2023 to drugie, jeszcze ważniejsze i piękniejsze oblicze, stanie się centrum jego życia.

Dla nas, kibiców Formuły 1, oglądanie i śledzenie rozwoju Vettela na torze, jak i poza nim, było wielkim zaszczytem. Nawet, jeśli nie był najlepszym kierowcą w historii, to dla mnie bez wątpienia zalicza się do grona najciekawszych, najmądrzejszych i najbardziej wartościowych postaci, jakie widziała królowa sportów motorowych. Wraz z jego odejściem zamyka się oczywiście pełen rozdział i jedyne, czego możemy sobie życzyć, to żeby znalazł się ktoś, skłonny napisać kolejny o podobnym motywie.

Sebastianowi zostały już tylko miesiące w Formule 1 i gdy przyjdzie czas pożegnać go po Grand Prix Abu Zabi, z pewnością niejeden z fanów uroni łzę. Myślę jednak, że Sebastian zgodziłby się ze mną, że nie warto płakać nad końcem jego kariery. Warto się uśmiechać, gdyż w ogóle miała ona miejsce.

UDOSTĘPNIJ
Adam Wojtowicz
W Radiu GOL od 2020, obecnie szef pismaków. Fan sportu, kibic Borussi Dortmund. W razie czego zapraszam do kontaktu.